Nieśmiało przygrzewające słońce budzi w nas uśpioną nieco przez zimę tęsknotę za podróżami. Zaczęliśmy już nawet wodzić myszką po wirtualnej mapie, żeby zdecydować się, gdzie w tym sezonie poszukamy garnków, z których można wyłowić coś smakowitego albo jakiś urokliwych miejsc, w których będą chcieli nas godnie nakarmić.

REKLAMA
Z większości naszych podróży (tych małych i tych dużych) przywoziliśmy zawsze jakieś intrygujące kulinarne wspomnienie potrawy, którą odkryliśmy albo która akurat w tamtym miejscu nam wyjątkowo zasmakowała. Czasem są to danie proste i małe, czasem bardziej pracochłonne i obfite. Jak choćby świeże, skropione cytryną, grillowane sardynki w portugalskim Lagos, albo babka ziemniaczana jedzona w małej miejscowości pod Białymstokiem, zjawiskowa musaka w małej tawernie w kreteńskiej Matali, czy hinkali serwowane w przez gruzińskiego kucharza w nieistniejącej już przydrożnej knajpce na trasie do Gdańska. Na chorwackich plażach zajadaliśmy się natomiast szpinakowcami.
Szpinakowiec to oczywiście nazwa, którą sami wymyśliliśmy, bo w oryginalnej, chorwackiej brakowało nam trochę samogłosek, do których mamy jednak niejaki sentyment. Uznaliśmy zatem, że skoro odwiedziliśmy wyspę Krk (zero samogłosek) i zwiedzaliśmy miasto Vrbnik (jedna samogłoska), naszą plażową, ulubioną przekąskę nazwiemy swojsko szpinakowcem (cztery samogłoski). A przekąska była to wielce udana: smakowity, lekko słony i mocno czosnkowy farsz szpinakowo-serowy otulało delikatnie chrupiące ciasto. Kilka takich szpinakowych kanapeczek czy może raczej pierogów wystarczało, aby nasyć głód, jaki rodzi się po całym dniu pływania w Adriatyku. Na deser jedliśmy jeszcze dojrzałego melona i czuliśmy się, jak pensjonariusze pięciogwiazdkowego hotelu w wersji full wypas & all inclusive.
Po powrocie z tego pamiętnego wyjazdu próbowaliśmy kilkakrotnie przyrządzić sobie takiego chorwackiego szpinakowca – niestety bezskutecznie. Dzięki temu nabraliśmy jednak pewnej wprawy w przygotowywaniu czegoś w rodzaju pieroga z farszem ze szpinaku i owczego sera, który smakuje podobnie i który sprawdza nam się doskonale jako przekąska w ciągu dnia lub zamiennik kanapki, gdy jedziemy w podróż. Nad dokładnym odtworzeniem naszego chorwackiego szpinakowca będziemy musieli jednak jeszcze popracować. Dobry to w końcu pretekst, aby jeszcze raz odwiedzić piękne chorwackie wyspy.
Składniki:
Ciasto:
50 g. świeżych drożdży
Ok. ½ kg mąki pszennej
3 łyżki oliwy
Woda
2 łyżki cukru
Oliwa 2-3 łyżki
Sól
Piana z białka jajka do posmarowania
Farsz:
Ok. 1 kg szpinaku
200 g słonego owczego sera typu feta
1 cebula
2 ząbki czosnku
Sól, pieprz do smaku
Oliwa
Przygotowanie:
Farsz:
Cebulę siekamy i podsmażamy przez chwilę na oliwie z wyciśniętym czosnkiem w dużym garnku. Redukujemy ogień i dodajemy umyty i osuszony szpinak. Dusimy przez 5-7 minut, aby szpinak stracił trochę swojej objętości, ale zachował jędrność. Na koniec dodajemy drobno pokruszony ser i doprawiamy solą i pieprzem do smaku.
Ciasto:
Najpierw budzimy drożdże w ciepłej wodzie z rozpuszczonym w niej cukrem i odrobiną mąki - zajmuje to ok. 30 min. Obudzone drożdże dodajemy do mąki wraz z oliwą i mieszamy. Dokładnie wyrabiamy ciasto do takiej konsystencji, aby sprężyście odchodziło od ręki. Odstawy ciasto w misce, przykryte szmatką w ciepłym miejscu na ok. 1 godz. 30 min., aby wyrosło. Wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę, wyrabiamy raz jeszcze. Następnie rozwałkowujemy kawałki ciasta na cienkie placki, które lekko solimy. Wykrawamy kółka, które napełniamy farszem i zaklejamy, jak klasyczne pierogi. Wielkości szpinakowców może być dowolna, ale nam najlepiej sprawdzają się takie rozmiaru zgrabnej, kobiecej dłoni. Tak przygotowane szpinakowce smarujemy na wierzchu rozbitym białkiem i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni, aż ciasto się zarumieni – czyli ok. 15-20 minut. Są równie znakomite na ciepło, jak i na zimno.