Zanim Igor Janke ogłosił, że odchodzi z dziennikarstwa, wziął udział w dyskusji Projektu: Polska „Dziennikarstwo w erze cyfrowej – jak będą pracować dziennikarze i jak będą zarabiać media”, w której powiedział coś, co może dziwić bardziej, niż jego przejście do pracy w biznesie i trzecim sektorze.
REKLAMA
To, co zaraz napiszę, jest formą autoprezentacji - o czym później - ale naprawdę przejęły mnie słowa Jankego.
Być może było to jego ostatnie wystąpienie publiczne jako dziennikarza. W rozmowie z Peterem Barronem z Google’a, Peterem Richardsem z Piano Media i Bartoszem Węglarczykiem, wicenaczelnym „Rzeczpospolitej” i naczelnym „Sukcesu”, Janke wyznał, że nie czuje potrzeby czytania prasy, a nawet jeśli prenumeruje ją elektronicznie, to – jak ochoczo wyznał – nie on sam za tę prenumeratę płaci. Robi to za niego pracodawca.
Można by temu przyklasnąć, ale… Dziś łatwiej zaprenumerować prasę niż kiedykolwiek wcześniej. Bez wypełniania druczków, chodzenia na pocztę czy zakładania teczki w kiosku. Wystarczy zainstalowanie aplikacji w telefonie czy na tablecie i subskrypcja. Płatna bądź nie – w zależności od decyzji wydawcy. Sam prenumeruję wybrane tytuły (bezpłatne i płatne), nawet nie dlatego, że koniecznie je potem czytam. I nawet nie w imię zawodowej solidarności.
Prenumerowanie wybranego tytułu to współtworzenie i współodpowiedzialność za prasę - uważam, że to po prostu ważne. Nawet jeśli denerwuje mnie, że gazeta, którą prenumeruję, zajmuje się organizowaniem wraz z władzami publicznymi święta orła z czekolady. Kiedyś prenumerowałem prasę w kiosku, w którym co rano w imiennej teczce czekała na mnie porcja papieru, dziś prenumeruję ją na tablecie.
Postawy Jankego nie rozumiem. Jeżeli on – jeszcze jako dziennikarz – unika płacenia na gazetę, tego najprostszego przejawu odpowiedzialności za prasę – dlaczego miałby to robić czytelnik? Dlaczego swoim przykładem udowadnia, że prasa jest niepotrzebna? Dziś redakcjom potrzebne są autentyczne więzi z czytelnikami. Abonament tę więź pieczętuje, kpienie z niego – zrywa.
Świetnie rozumieją to twórcy francuskiego magazynu „XXI”. Fragmenty ich manifestu przedrukowuje lipcowo-sierpniowy „Press”: „Dzisiaj dostęp do informacji jest powszechny, prasa musi więc na nowo udowodnić swoją wartość, uwolnić się od wszechogarniającego marketingu i reklamy, aby wskrzesić dziennikarstwo w czystej formie – piszą Patrick de Saint-Exupéry i Laurent Beccaria. – Prasa potrzebuje dziś rewolucji na miarę przewrotu kopernikańskiego. Gros jej finansów opiera się na reklamie, a przecież to czytelnicy powinni stanowić jej główne źródło zysku. Prasa musi na nowo udowodnić swoją wartość”.
Manifest jest bardzo krzepiący i ożywczy, na pewno zasługuje na oddzielny tekst. Wierzę w prasę, o której myślą jego autorzy. Napisałem na początku, że ten artykuł będzie formą autoprezentacji: niedawno w grupie przyjaciół, którzy mają doświadczenie pracy w różnych mediach stworzyliśmy nowy magazyn. Nie powstał on jedynie pod reklamy, raczej pod wysokie wymagania czytelników.
Wierzymy, że pismo, którego autorom i czytelnikom zależy na debacie publicznej, na byciu dobrze poinformowanym i na niesztampowej dyskusji o tym, co ważne – jest potrzebne. Nasze nazwaliśmy „W Punkt” i jest ono dostępne bezpłatnie w App Store (niebawem ukaże się jako epub, bądźcie na bieżąco na naszym Facebooku).
