O autorze
Zuza Marecka wyjechała z Polski cztery i pół roku temu. Najpierw mieszkała w Hiszpanii, a od trzech lat w Catalan Bay Village na Gibraltarze. Bloguje od ponad czterech lat, m.in. Lubię Gibraltar i TyTy i Mama.

Próbując opisać swoje ostatnie lata na Gibraltarze, powiedziała: "Od jakiegoś czasu zmieniam swoje życie, a moje życie zmienia mnie. Bawi i cieszy mnie ta przygoda. Podobnie jak miejsce, w którym mieszkam - Catalan Bay Village na Gibraltarze. Tak sobie pomyślałam, że jak połączę te wszystkie historie, to może da się to czytać, a ja przy okazji nauczę się pisać :)."

Lubię Gibraltar na Instagramie

Siguiente! Qué le pongo rubia?

Ramsons to sklep spożywczy przy Waterport Road, w którym można m.in. kupić różne egzotyczne przyprawy i kosmetyki z Indii. Mam do niego słabość też dlatego, że jest dla mnie świątynią prawie-dobrego fastfood'u, choć na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka - nie wygląda ;) Gdybym spytała obsługujące tam za ladą Hiszpanki o glutenową wiedźmę albo kurczaka z wolnego wybiegu, popukałyby się pewnie w czoło, ale wszystko jest świeże, gorące i podane w fantastycznej atmosferze, więc jeśli ktoś szuka miejsca gdzie można tanio zjeść na Gibraltarze, to warto się tam wybrać. Najlepiej zanim mocno zgłodniejemy, bo zwykle trzeba dość długo poczekać na swoją kolej.



Kanapka na gorąco to świeżo smażone plastry kurczaka, do wyboru w kilku smakach, m.in. Tikka, Garlic, Lemon, Mojo Picon, Breaded, które z rozgrzanych blatów trafiają prosto do bułek. Do tego można wybrać kilka dodatków (pomidory, ogórki, cebula, sałata, sos). Całość kosztuje jedyne £2,80 i chyba jest najtańszą przekąską w okolicy. Ceną konkurować z nią mogą tylko tapasy w La Linea i mój ukochany spinach pie z Tasty Bite przy Irish Town, ale o nim jutro, bo jego zawsze jem w środę :)


W ofercie Ramsons są też frytki, hamburgery, kiełbaski, nieśmiertelny tuna mayo i corned beef, ale nigdy tych rzeczy nie zamawiałyśmy, więc nie potrafię ich ocenić i polecić. Mała Mysz zawsze chce bułę :)

Kanapki na gorąco są sprzedawane w kilku miejscach na Gibraltarze i mogą być niezłą alternatywą dla osób szukających trochę zdrowszego posiłku niż oferowane w fastfoodowych sieciówkach (na szczęście jest ich tu niewiele), a które mają budżet napięty na tyle, że nie mogą iść na obiad do jednej z licznych restauracji.


Na starówce, przy Parliament Lane (blisko Casemates Square, między Main Street, a Irish Town), niedaleko najstarszego pubu na Gibraltarze Star Bar (warty odwiedzenia!), znajduje się również bardzo popularny punkt sprzedaży kanapek, który chyba był pierwszym. Częściej jednak jestem w pobliżu Ocean Village, dlatego mimo uroczego sprzedawcy, którego J Lo albo Madonna pewnie chętnie schrupałyby natychmiast na śniadanie, wybieram towarzystwo rozkrzyczanych Hiszpanek z Watergardens.


Na początku robiąc zakupy w Ramsons, tylko czułam obiecujący zapach grilla. Później, gdy już zauważyłam, że z tyłu sklepu kłębi się głodny tłum, sama też chciałam spróbować, ale długo się wstydziłam - no bo jak tu wykrzyczeć szybko zamówienie po hiszpańsku, poza tym nie lubię tłumu (no chyba, że na festiwalu muzycznym), ale poradziłam sobie :)

Może dlatego, że obsługa w Ramsons jest wspaniała, intensywna, mówi, krzyczy i śmieje się cały czas. Do tego za głośno gra radio. Wszystkiego jest jakby za dużo. Przypraw, składników w kanapce, sosu. Klientów też. Chyba tylko rano i wieczorami bywa spokojniej.

Ostatnio byłam tam świadkiem fajnej sceny. Jeden z oczekujących, jak twierdził od godziny, zaczął żartować - A na jutro rano będzie? Co Wy tu robicie dziewczyny??

Koniecznie trzeba tu dodać, że powiedział to do czterech spoconych i biegających w kółko sprzedawczyń, próbujących jak najszybciej obsłużyć czekających przy ladzie i z listy telefonicznych zamówień. Jedna odkrzyknęła ze śmiechem coś, czego dokładnie nie zrozumiałam, ale chyba chodziło, że ma być grzeczny, bo w ogóle nie dostanie.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja chyba najgłośniej - z radości, że mieszkam w miejscu gdzie w dobrym tonie jest się NIE zdenerwować, tylko rozładować niemiłą atmosferę.

Ps. Ucieszyłam się też, że nie przeszkadza mi już czekanie, a przy okazji przypomniał post, który napisałam trzy lata temu - Trochę już stąd, ale chyba jednak nie.. Muszę przyznać, że przeszłam długą drogę.

Czytaj więcej na moim blogu Lubię Gibraltar :)