Według naukowców ludzie dzielą się teraz na dwa rodzaje - digital natives i digital immigrants. Do której grupy należysz?
REKLAMA
Moje pytanie może brzmieć dziwnie na pierwszy rzut oka, jednak warto podumać nad nim trochę.
Pamiętasz świat bez internetu?
Naukowcy bardzo starają się teraz wymyślić (tfu tfu, zbadać), jak wpływa na człowieka fakt, że nie pamięta on świata bez internetu. Albo wręcz go nie zna. I nie mówię tutaj o wpadaniu w histerię lub w moralizatorstwo, że współczesne dzieci nie bawią się ze swoimi rówieśnikami na podwórku “jak za dawnych czasów” tylko siedzą przed komputerem od czego dostają skoliozy. Chodzi o coś zupełnie innego. O zmiany w ludzkim zachowaniu, myśleniu, a nawet fizycznie, w działaniu mózgu. Sami zobaczcie - od paru lat rosną nam dzieci, które od początku przyzwyczajone są do łatwego dostępu do jakiegokolwiek rodzaju danych, do Google’a, do Wikipedii, do YouTube’a. Wszystko na wyciągnięcie ręki, za jednym klikiem. Dzieciaki te nigdy nie musiały specjalnie uczyć się obsługi komputera czy innych urządzeń - one mają to we krwi. Stąd w psychologii pojęcie “digital natives” (stworzone w 2001 roku przez Marca Prensky'ego) oznaczające własnie osoby, które wyssały obsługę komputerów z mlekiem matki, jakkolwiek niepoprawnie metafora ta brzmi w kontekście.
Digital natives robią takie numery jak córka mojej znajomej, lat trzy, która widząc przez szybę samochodu wiatrak, chcąc zobaczyć go lepiej zaczęła wykonywać gest znany wszystkim użytkownikom smartfonów, oznaczający powiększanie obrazu. Znajoma zbaraniała, bo dziecko zaczęło narzekać, że szyba nie działa. Typowe dla digital natives jest też robienie trzystu rzeczy naraz na dziesięciu różnych urządzeniach (smsowanie, FB czat, odrabianie pracy domowej i gra w Angry Birds podczas jedzenia śniadania). Są oni przyzwyczajeni do kultury profili/avatarów internetowych (nabywania innej tożsamości w internecie, ukrywania swojej), łatwości nawiązywania kontaktów przez media społecznościowe i różne czaty/fora. Oczekują natychmiastowej odpowiedzi na zadane pytanie. Są nastawieni na efektywne rozwiązywanie problemów. Są lata świetlne szybsi od tzw. "digital immigrants" - czyli tych, którzy musieli specjalnie uczyć się obsługi komputera czy internetu.
Problem może wydawać się trochę wydumany, jednak statystyki mówią co innego. Statystyki oczywiście pochodzą ze Stanów Zjednoczonych gdzie wszystko wygląda trochę bardziej zaawansowanie - nie ma jednak co się łudzić że u nas już za parę lat nie będą one podobne.
2/3 4-7 latków używało iPhone’a lub iPoda.
6% 2-5 latków ma swojego własnego smartfona (znacie to?)
50% 11 latków ma swój własny telefon
10% gospodarstw domowych z dziećmi od lat 6 do 12 posiada iPada.
Ponad 25% 2-5 latków i ponad 40% 6-8 latków używa Internetu.
6% 2-5 latków ma swojego własnego smartfona (znacie to?)
50% 11 latków ma swój własny telefon
10% gospodarstw domowych z dziećmi od lat 6 do 12 posiada iPada.
Ponad 25% 2-5 latków i ponad 40% 6-8 latków używa Internetu.
Jednym słowem - zjawisko będzie się pogłębiać. Musimy nadążyć za digital natives i to na wszystkich polach - czy to w edukacji, w kulturze czy nawet jeśli chodzi o miejsca pracy. Niedługo może się okazać, że nauczyciele nie wiedzą jakich narzędzi używać, żeby uczyć dzieci a muzea jak prezentować wystawy, by przyciągnąć publiczność. Ten rozdzwięk widać już dzisiaj, ale jeżeli nie uświadomimy sobie problemu niedługo może być o wiele gorzej.
Na koniec jeszcze ciekawostka - badania University of California pokazują, że człowiek często używający internetu wykazuje większą aktywność mózgu podczas szukania w Google niż ten nienawykły do tej czynności. Jednak, co ciekawe, okazało się że po pięciu dniach aktywnego korzystania z internetu, ci, którym wcześniej mózg świecił na badaniach mniej, zaczęli nadrabiać swoje zaległości - ich mózgi zaczęły wykazywać równie dużą aktywność. Oznacza to, że wszystko jest do nadrobienia - wystarczy tylko chcieć.
