zdj. Ewa Żechowska
zdj. Ewa Żechowska

Jeśli zawierzyć stereotypom, to mogliby Państwo pomyśleć, że wyniosłam się na koniec świata - wsi zabitej dechami, pasam owce, nie mam telewizji, o Internecie nie wspominając, na drodze spotkać mogę lisa z wścieklizną, „helmuta” z flaszką w kieszeni, lub żmiję zygzakowatą.

REKLAMA
Tak, wyprowadziłam się z Warszawy, zamieszkałam z rodziną w górach południowo-wschodniej Polski, w drewnianym domu, gdzie latem ciężko trafić, a zimą trudno dojechać. Droga do naszego domu niektórych przyprawia o silny stres i porzucają samochód ostatnie kilkaset metrów idąc na nogach. Jednak dajemy radę codziennie dowozić dzieci do szkoły, robić zakupy w całkiem dobrze zaopatrzonych delikatesach, ze zwierzętami się oswoiliśmy (lisy to ulubione maskotki naszych dzieci), nie grzęźniemy w błocie po szyję, mamy dostęp do zdobyczy cywilizacji i co najważniejsze, żyjemy tu na poziomie, na który w dużych miastach mogą pozwolić sobie tylko nieliczni.
Jeśli zawierzyć stereotypom, to mogliby Państwo pomyśleć, że jestem homoseksualistą, na wysokich obcasach, w oparach papierosowego dymu. Ktoś może wyobraziłby sobie, że spędzam całe noce nad szablonami, wśród manekinów, z miarą krawiecką na szyi, dnie zaś w lokalach bez szyldów chłonąc dźwięki i obrazy wielkich miast. Tak, jestem projektantką. Jakimś cudownym zbiegiem okoliczności udało mi się stworzyć Pracownię Twórczą, w której zatrudnienie znalazło kilka osób, dzięki której uratowaliśmy budynek starej szkoły w naszej wsi, dzięki której kilka tysięcy osób nosi torebki z metką Zuzia Górska. Zamiast obcasów mam na nogach jednak góralskie ciepłe pantofle (tutaj na kapcie mówi się pantofle!), miara krawiecka co chwilę mi ginie więc mam przywiązaną do krzesła, a ostatni lokal w jakim byłam to bar w budynku Urzędu Skarbowego.
Okazuje się, że stereotypy łamię od dziecka, całkiem nieświadomie, choć z pewnością nie niechcący. Buntowanie się płynęło prosto z serca, nie z kalkulacji. I chyba na dobre wyszło.
Nie wiem czemu mnie przypadła propozycja blogowania w serwisie naTemat, jednak postaram się, aby ktoś, kto na to wpadł, nie dostał zwolnienia ze skutkiem natychmiastowym.
Podobno jestem całkiem żywym dowodem na to, że chcieć to móc, że horyzonty są wszędzie, a nawet złe życiowe wybory mogą nas doprowadzić do czegoś dobrego i ciekawego. Mam nadzieję, że będę w stanie Państwa zainteresować swoimi obserwacjami, a niektórzy patrząc na mnie - uwierzą w siebie.
Zapraszam serdecznie do śledzenia wpisów, będą one z pewnością o tym czym się głównie zajmuję – czyli o projektowaniu i produkcji torebek oraz o prowadzeniu własnej firmy przez kogoś kto nie ma o tym zielonego pojęcia. Chętnie też podzielę się z Państwem moimi narciarskimi zainteresowaniami (telemark!), anegdotami z życia na wsi, dylematami wychowawczymi i wszystkim, o czym chciałabym podyskutować, a nie mam z kim (przecież mieszkam na końcu świata!).
Cieszę się, że mogę być tu gdzie jestem. Bardzo serdecznie witam i pozdrawiam – do napisania!
Zuzia Górska
logo
A zimą jest tak!

PS A jeszcze w kwestii stereotypów – byliśmy tydzień temu na zakończeniu sezonu motocyklowego klubu Oldtimer – zrzesza on posiadaczy amerykańskich zabytkowych motocykli – Harley, Indian. Ktoś mógłby pomyśleć, że na takiej imprezie trup ściele się gęsto, koty płoną na stosach, a diabelska muzyka morduje starsze panie. Tymczasem połowa uczestników nie wytrzymała do 24:00, grzecznie idąc spać, a druga połowa po cichutku, słabnącym głosem śpiewała rosyjskie pieśni masowej zagłady. I tylko właściciel obiektu co chwilę zaglądał niedowierzając – czy naprawdę „to już”?