Antymądrość antyfeministek. Ich sieciowy happening to kpina

Antyfeministki głośno krzyczą, tylko nie bardzo wiedzą, o czym.
Antyfeministki głośno krzyczą, tylko nie bardzo wiedzą, o czym. womenagainstfeminism.tumblr.com
Uważają, że feminizm to szaleństwo. Zło wcielone, które narzuca kobiecie rolę ofiary. One za ofiary się nie uważają, dyskryminowane się nie czują, a mężczyzn, których "feminizm demonizuje", lubią. Antyfeministki. Krzyczą głośno, ale głupio. A negując feminizm, korzystają z jego zdobyczy.

Facebookowa strona „Women against feminism” ma już ponad sześć tysięcy lajków. Fanpage „White Women against Feminism” - ponad cztery tysiące. Strona LadiesAgainstFeminism.com tak zachęca do odwiedzin: "Sprzeciwiamy się szaleństwom feminizmu i promuje silny, inteligentny, biblijny model kobiecości".



Szydełkowanie nad tabletem
Panie, które wierzą w „piękną kobiecość”, zajmują się tworzeniem „głębokich, biblijnych odpowiedzi na feminizm”, by „zachęcić kobiety do pełnienia ich wyznaczonych przez Boga zadań”. Panie są za skromnością, dziewictwem, cnotą, inteligencją, kobiecą sztuką (cokolwiek by to miało znaczyć) i kobiecością. Feminizm uważają za zło wcielone, choć gdyby nie on i jego zdobycze, mogłyby co najwyżej za pozwoleniem mężów, ojców czy braci szydełkować nad tabletem, kupionym za pieniądze męża, a nie zakładać strony internetowe.

Niechęć wobec feminizmu nie jest wcale amerykańską specjalnością. To powszechna postawa także w katolickiej Polsce, gdzie nazwanie kobiety feministką często jest, na poziomie intencji, obelgą.
Aleksandra Magryta, Feminoteka

O niechęci wobec feminizmu ostatnio pisała choćby „Gazeta Wyborcza” powołując się na badania opinii społecznej, z których wynikało, że pracodawczynie i pracodawcy niechętnie zatrudniają osoby wspierające feminizm. Ten absurdalny lęk wynika z nieznajomości istoty feminizmu, który to przecież w swoim założeniu jest ruchem równościowym i wolnościowym.

Dziewczyny i kobiety, które odżegnują się od feminizmu mówiąc, że go nie potrzebują, bo nie czują się dyskryminowane, przekreślają dokonania sufrażystek i ruchu feministycznego, co jest nie tylko zwyczajnie głupie, ale i krótkowzroczne.
Aleksandra Magryta, Feminoteka

To dzięki sufrażystkom i ruchu feministycznemu kobiety mają prawa wyborcze, mogą studiować, prowadzić auta, pracować, mają dostęp do antykoncepcji (choć w Polsce jest to kwestia dyskusyjna).

Choć wydaje się, że kobieta wypowiadająca się przeciwko feminizmowi to oksymoron, powstaje coraz więcej stron, prowadzonych przez kobiety, które negują feminizm i jego zdobycze. Jakie mają argumenty?

Nie potrzebuję feminizmu, bo nie czuję się ofiarą
– Nie potrzebuję feminizmu, ponieważ nie muszę hodować włosów na ciele, żeby udowodnić, że jestem równa mężczyznom – pisze jedna z antyfeministek. – Nie potrzebuję feminizmu, ponieważ mogę brać odpowiedzialność za własne czyny – pisze inna. Z innych wpisów uśmiechniętych dziewczyn na zdjęciach, które dumnie mówią „tak wygląda antyfeministka” wynika, że feminizmu nie potrzebują, bo „nie czują się ofiarami”, „szanują mężczyzn”, których feminizm oczywiście „demonizuje”. Lista pisanych w podobnym tonie argumentów jest długa.
Aleksandra Magryta, Feminoteka

Patrząc na te kartki, z którymi dziewczyny robią sobie zdjęcia pisząc: ,,nie potrzebuję feminizmu, ponieważ…”, przypomina mi się akcja feministyczna ,,I need feminism, because…”. Panie odżegnujące się od feminizmu wzorują się na feministkach i co więcej korzystają ze zdobyczy feminizmu, czego przykładem jest zamieszczanie swoich postulatów w internecie.

Magryta uważa, że stwierdzenie, iż „feminizm demonizuje mężczyzn”, to kolejny przykład na niezrozumienie istoty feminizmu. – Feminizm opiera się na faktach, a nie przekonaniach, że mężczyźni są z gruntu źli i trzeba z nimi walczyć – mówi.

Jestem antyfeministką, ale nie wiem, co to znaczy
Z wielu trzymanych przez radośnie uśmiechnięte antyfeministki kartek wynika, że nie czują się feministkami, ponieważ nie mają poczucia, że żyją w „kulturze gwałtu”. – Jeśli czujesz się obrażona, ale nie zostałaś zgwałcona, to nie jest to kultura gwałtu – pisze jedna z dziewczyn. Ciekawe zatem, dlaczego do międzynarodowej organizacji Hollaback! (która ma także polski oddział), walczącej z molestowaniem, także werbalnym, w przestrzeni publicznej, codziennie spływają dziesiątki historii kobiet, które nie czują się bezpieczne z powodu komentarzy, które słyszą.

Ciekawe też, co na antyfeministyczne postulaty amerykańskich koleżanek miałyby do powiedzenia mieszkanki Indii, gdzie kobiety niemal codziennie padają ofiarami zbiorowych gwałtów.
Aleksandra Magryta, Feminoteka

Z wielu kartek trzymanych przez ,,antyfeministki” wybrzmiewa pogląd: nie potrzebuję feminizmu, bo nie jestem ofiarą. Badania przeprowadzone w Ameryce, w Europie i też w Polsce są jednoznaczne: 33% kobiet doznało przemocy. Ważne jest przy tym zwrócenie uwagi na to, że wiele kobiet nie jest świadomych, że doznało lub doznaje przemocy, więc liczba kobiet doznających przemocy jest na pewno dużo, dużo wyższa. Ponadto samo sformułowanie: nie potrzebuję feminizmu, bo nie jestem ofiarą, znowu wskazuje brak wiedzy na temat feminizmu.

Im mniej wiedzą, tym chętniej określają się mianem "antyfeministek" i tym bardziej jaskrawych kolorów używają do wypisywania swoich postulatów.

Amerykański socjolog, specjalista w zakresie gender studies Michael Kimmel definiuje antyfeminizm jako sprzeciw wobec równości kobiet. Antyfeminiści i antyfeministki, jego zdaniem, sprzeciwiają się między innymi obecności kobiet w sferze publicznej i prawu kobiet do decydowania o własnym ciele. Być może "antyfeministki", które deklarują, że "nie czują się dyskryminowane" i "nie potrzebują feminizmu", nie znają definicji ruchu, do którego przynależność deklarują.

– Wiele kobiet identyfikuje się z sformułowaniem ,,nie jestem feministką”, co dla mnie z gruntu jest kuriozalne. Czy to znaczy, że nie lubią kobiet i mężczyzn? Że są za niesprawiedliwością i nierównością społeczną? Że dyskryminacja, przemoc, gwałt są okey?   Że nie chcą, aby ludzie byli zdrowi, żeby mogli się uczyć, pracować i jeść lody i uśmiechać się, kiedy mają ochotę? – pyta retorycznie Aleksandra Magryta.
Trwa ładowanie komentarzy...