Podlasie - najbardziej niedoceniany region turystyczny w Polsce. Unia płaci, ale Polacy nie chcą skorzystać

Podlasie - najbardziej niedoceniany region turystyczny w Polsce. Unia płaci, ale Polacy nie chcą skorzystać. Na zdjęciu: kładki nad rozlewiskami Narwi.
Podlasie - najbardziej niedoceniany region turystyczny w Polsce. Unia płaci, ale Polacy nie chcą skorzystać. Na zdjęciu: kładki nad rozlewiskami Narwi.
Dokąd jedziesz na wakacje? - to jedna z najczęstszych "zagajek" w sezonie urlopowym. Ale odpowiedź: "Na Podlasie" zdecydowanie nie należy do najczęściej padających, czy budzących zachwyt. Z różnych względów w tym roku spędziłem kilka dni właśnie na objazdowych wakacjach na Podlasiu. Jak było? Pięknie, bez tłumów i blisko Warszawy. A to wszystko nawet kilkakrotnie taniej, niż nad polskim morzem, czy na Mazurach. A nawet za darmo.

Dla wielu, Podlasie to przede wszystkim: ściana wschodnia, Polska "B", stolica disco polo i tak dalej i tak dalej. Co więcej, sam w dużej mierze uległem tym stereotypom, i gdy dowiedziałem się, że mam tam jechać na wakacje, byłem nieco skonsternowany i uprzedzony. Z dnia na dzień i z kilometra na kilometr okazywało się, jak bardzo się myliłem.



Ile za nocleg?
– Tu wszystko jest za darmo – usłyszałem od mężczyzny, który z rodziną spędzał już trzeci tydzień w miejscowości Rybaki nad Zalewem Siemianówka. Bezpłatne, lecz nie znaczy że odbiega standardem od campingów na Mazurach. Sanitariaty, które niemal codziennie odwiedza ekipa sprzątająca, dostęp do prądu, czysta plaża z nawiezionego piasku i imponujące molo, które w trakcie moich odwiedzin zostało oddane do użytku, to tylko niektóre z atrakcji.
Pytam więc rozmówcy, jak to możliwe? – Unia płaci, to się buduje. Miejscowe władze konkurują ze sobą, bo naprzeciwko jest podobne miejsce - Stary Dwór. Jedni dostaną kasę z Unii, to i drudzy zaraz piszą wniosek i też się rozwijają. Oni konkurują, Unia daje pieniądze, a my korzystamy – mówi napotkany turysta i właściciel campera. I rzeczywiście, gdy pobiegłem do drugiej miejscowości, zobaczyłem niemal nową, zadbaną i zaskakująco rozwiniętą infrastrukturę - korty, zadaszone miejsca pod ogniska, amfiteatr. Wszędzie oczywiście pojawiały się tablice unijne informujące o milionach wpompowanych w ten region.

Brakowało mi tylko jednego... ludzi. O ile podobno pojawiają się w weekendy, to w poniedziałek nie było tam prawie nikogo. Zacząłem zastanawiać się, czy unijnych pieniędzy nie można było wydać na coś innego. Ale chyba nie tu leży problem, a właśnie w ludziach, którzy (poza okolicznymi mieszkańcami) wybierają inne, bardziej rozreklamowane regiony turystyczne. Na jednej ze stron internetowych znaleźć można informację:

Gmina zapewnia sprzątanie i dba o stan pomostów. Podlasie jest wciąż niedocenianym turystycznie rejonem, stąd inicjatywa Gminy, by pole namiotowe było bezpłatne, a jednak zarządzane jak każdy inny camping. Zapraszamy więc na Podlasie : ) Czytaj więcej

Nie zobaczysz tego nigdzie indziej
Podlasie to jedyny w Polsce region, gdzie możemy zobaczyć żyjących obok siebie wyznawców trzech religii: katolików, prawosławnych i muzułmanów. Szczególnie jest to widoczne we wsi Kruszyniany, gdzie można zwiedzić meczet i zjeść prawdziwe tatarskie pierogi, Pierekaczewnik czy Czk-Czak. Tamtejsza Muzułmańska Gmina Wyznaniowa dba o zachowanie blisko 600-letniej wspólnej, polsko-tatarskiej tradycji. – My nie czujemy się Polakami. My nimi jesteśmy – mówił mi Tatar Dżemil Gembicki podczas zwiedzania meczetu.
Jeszcze tego samego dnia podczas podróży po Podlasiu można zobaczyć inne, równie imponujące miejsce, ale o zupełnie innym klimacie i tle historycznym – Świętą Górę Grabarkę. Jak mówią, "serce polskiego prawosławia" robi wrażenie na każdym, kto je odwiedzi. Góra, która w 1710 roku miała dać schronienie okolicznej ludności przed szalejącą na Podlasiu epidemią cholery, pokryta jest tysiącami krzyży. Przynosili je wierni, którzy w podzięce za cudowne uratowanie przed chorobą, postawili na górze kaplicę. Krzyże przynoszone są przez pielgrzymów do dziś.
Beata z Albatrosa
Pisaliśmy w naTemat o mitach, które krążą wokół Białegostoku. – To miasto, które kojarzy się z... niczym – cytował stereotypowe powiedzenia mój redakcyjny kolega. Po dwóch dniach spędzonych w Białymstoku (po raz pierwszy w życiu) mogę stwierdzić, że miasto to będzie kojarzyło mi się z fajnym, niewarszawskim klimatem (bez tzw. spiny), ładnym rynkiem oraz smacznym i tanim jedzeniem w najlepszych lokalizacjach. Niestety, zapamiętam także płatne parkowanie, pomimo że miasto zapomniało postawić parkometry. O bilety trzeba pytać w okolicznych kioskach, sklepach i instytucjach. Dziwne i czasochłonne rozwiązanie. Trzeba też pamiętać o długopisie, bo kwity trzeba samemu wypełnić.


Niektórym piosenka "Augustowskie noce" może kojarzyć  się z Mazurami. Tymczasem osławiona przez Marię Koterbską miejscowość to również województwo podlaskie. Cena za kwaterę to około 30 złotych od osoby, a przejazd taksówką nawet w nocy nie przekracza 15 złotych. Również za obiad zapłacimy kilkanaście złotych, a zjeść można zarówno ryby, jak i typowo podlaskie kartacze (około 12 złotych za dwie sztuki). A jeśli ktoś jest smakoszem sushi, w tych rejonach zapłaci nawet kilkakrotnie mniej. Zestaw na trzy osoby wyniósł nas po... 17 złotych. Ale nie ma nic za darmo. Trzeba być gotowym na to, że niemal na każdym kroku będzie można usłyszeć muzykę disco polo, którą nie każdy lubi. W tych rejonach jest ona szalenie popularna.

Jeśli ktoś chciałby zjeść w Augustowie, nie może ominąć restauracji, która stała się śpiewanym symbolem tego miejsca. To właśnie w Augustowie Janusz Laskowski miał spotkać tajemniczą Beatę, "Dziewczynę z Albatrosa". Tajemnicza historia tego utworu została opisana w serwisie nto.pl. Artysta miał niecałe 20 lat, gdy latem 1965 roku przyjechał do najnowocześniejszego wówczas lokalu na Suwalszczyźnie - Albatros. Sam Laskowski do dziś nie chce mówić, kim była owa Beata i co wydarzyło się przed laty w Augustowie. Jak czytamy, jest już dziś starszą panią i nie ma potrzeby wyciągania historii sprzed lat.
O tym, dlaczego warto odwiedzić województwo podlaskie, można by napisać książkę. Muzeum Ikon w Supraślu dla zainteresowanych religią, sztuką i historią, czy tajemnicze "miejsce mocy", które ma emanować szczególnie, pozytywną energią, to atrakcje o szczególnych walorach duchowych.

Jeśli już zdecydujemy się na to, aby zamiast leżenia na plaży zobaczyć kawałek Polski, można również odwiedzić Pokazowy Rezerwat Żubrów w Białowieży, czy choćby "bajkowe" ruiny kościoła p.w. św. Antoniego w Jałówce.


I choć inni będą dookoła dziwić się, dlaczego jeździsz po Podlasiu, a nie spędzasz wakacji nad morzem czy w górach, to z pewnością nie będziesz żałował, że choć raz dałeś szansę temu regionowi. Warto.
Trwa ładowanie komentarzy...