„Dawajcie mi mojego buta, to oddamy waszego”. Polacy i Ukraińcy biją się w autobusie, nikt nie reaguje

Nikt nie zareagował na bójkę w warszawskim autobusie.
Nikt nie zareagował na bójkę w warszawskim autobusie. Fot. Screen z youtu.be/1y081A6XcfY
„Mój kraj taki piękny” – tak jeden z internautów zatytułował filmik przedstawiający bójkę w warszawskim autobusie. Ale nie zrobił nic, by załagodzić spór między dwójką Ukraińców i parą dresów. Większość pasażerów siedziała i śmiała się z groteskowo wyglądającej sceny, niektórzy zamarli z przerażenia.

Późny wieczór, autobus linii 509 w Warszawie i sprzeczka między dwoma Polakami i parą Ukraińców. Filmik ją przedstawiający krąży po sieci. Niestety – jak większość takich nagrań – zaczyna się w trakcie kłótni. Nie wiadomo więc, kto zaczął i o co poszło. Ale widać wystarczająco dużo, by potępić nie tylko zachowanie uczestników bójki, ale i świadków przemocy.


Zacząć trzeba od autora filmiku, który ogranicza się jedynie do zgryźliwych komentarzy w stylu „Mój kraj taki piękny”. Oczywiście kamera nie pokazuje, czy to postawny młody facet, czy może wychudzony i schorowany chłopak. Nie można od każdego wymagać bohaterstwa. Ale na filmiku widać, że w autobusie siedzi kilku mężczyzn.
Jednak żaden z nich nie reaguje, nie próbuje rozdzielić walczących młodzieńców. Nikt nawet nie grozi, że zadzwoni po policję. Takie groźby pojawiają się dopiero, kiedy Ukraińcy ściągają but jednemu z dresów. – Bo k***a psy wezwę, frajerze pie***lony – wykrzykuje jeden z nich.

Z boku cała scena wygląda groteskowo, bo od bójki panowie przechodzą do zbijania piątek i zaproszeń na piwo. Śmiechem reaguje też większość internautów. Ale to wcale nie jest śmieszne, bo część pasażerów (szczególnie kobiet) była autentycznie przestraszona. Poza tym uczestnicy bójki złamali co najmniej kilka przepisów. Nikt nie zareagował. Bo to przecież takie śmieszne. Ciekawe, czy tak samo śmieszne byłoby, gdyby jakiś zbir próbował skroić staruszkę? Albo Twoją dziewczynę?
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PrzemocWarszawa
Skomentuj