
Profesorka gender studies Breanne Fahs z amerykańskiego uniwersytetu stanu Arizona postanowiła sprawdzić, co się stanie, gdy normy depilacyjne właściwe dla danej płci przeniesiemy na płeć przeciwną.
Eksperyment z golarką w tle Studenci przez 10 tygodni prowadzili specjalne dzienniki, w których spisywali swoje obserwacje dotyczące reakcji otoczenia na ich owłosienie. Okazało się, że panowie mieli znacznie mniejszy problem z prezentowaniem swojego gładkiego ciała. Także społeczeństwo z mniejszą rezerwą podchodziło do mężczyzn często używających maszynki. Kobiety za to miały wyraźnie pod górę.
Stephanie Robinson, uczestniczka projektu
Rządzi nami ewolucja Tymczasem doktorka Ewa Skulska z kliniki Ekoderm podkreśla, że nie należy przeceniać wartości włosa na naszym ciele.
– Z owłosieniem rozprawiła się ewolucja. Naturalne okrycie z czasem zostało zastąpione przez ubranie, a my z wieku na wiek stajemy się coraz gładsi – zaznacza dermatolożka. Jednak nie jest tajemnicą, że niektórzy muszą być znacznie bardziej aksamitni w dotyku od innych – mowa oczywiście o kobietach, które w wyniku współczesnych norm kulturowych muszą spędzać z maszynką w ręku sporą część swojego życia.
Włosy, które przysłaniają to, co najważniejsze Doktorka Marta Mazurek ze studiów podyplomowych z zakresu gender na Uniwersytecie Adama Mickiewicza uważa, że powyższy eksperyment niesie bardzo dużą wartość poznawczą.
– Doświadczenie pewnych rzeczy na własnym ciele jest nie do przecenienia. Osoby biorące udział w eksperymencie rejestrują swoje odczucia na reakcje otoczenia, więc warto dodać, że udział w projekcie może przyczynić się skutecznie do zmiany nastawień uczestników i uczestniczek wobec kwestii będących przedmiotem eksperymentu. – podkreśla doktorka. – Niedawno aktorka Mo'Nique, która dostała Złoty Glob za rolę w filmie „Precious” pokazała się na rozdaniu nagród w pięknej sukni z dużym rozcięciem. Spomiędzy materiału wystawała bardzo owłosiona noga. Nagle wszyscy komenatorzy zapomnieli, że ta kobieta dostała właśnie nagrodę za rewelacyjną rolę, a skupili się na niewydepilowanych łydkach – mówi Marta Mazurek.

Gładki? Znaczy wysportowany! Dlaczego zatem panowie nie są równie wyśmiewani w momencie, gdy przyjmują depilacyjne zwyczaje płci przeciwnej? – Kiedy byłam na wakacjach w ciepłym kraju, moją uwagę przykuł w metrze stojący nieopodal mężczyzna. Najpierw pomyślałam, że ogolił nogi żeby mu było mniej gorąco – mówi doktorka gender studies. – Uznałam, że facet ma dużą odwagę, ale zaraz potem przyszło mi do głowy, że po prostu wyczynowo uprawia pływanie! – śmieje się Marta Mazurek. Rzeczywiście, do świadomości społecznej bez zgrzytu trafiają obrazy wydepilowanego Michaela Phelpsa, w przeciwieństwie do wizji Julii Roberts z puszczą pod pachami.
A jak jest zdrowiej? Ewa Skulska zaznacza, że do kwestii owłosienia powinno się podchodzić indywidualnie. – Z jednej strony zarost na ciele nie wpływa na większą potliwość. Z drugiej jednak warto zaznaczyć, że są dwa rodzaje potu. Gruczoły ekrynowe wydzielają pot wodnisty, który jest praktycznie bezwonny. Natomiast pot z gruczołów apokrynowych ma za zdanie zwabienie płci przeciwnej. Jego rozkład daje nieprzyjemny zapach. A tam gdzie są włosy, są też bakterie, które wpływają na wzmożenie nieprzyjemnych doznań sensorycznych – zaznacza specjalistka.
Wynika z tego, że jeśli masz włosy pod pachami, niezależnie od tego, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą, możesz mieć większy problem z utrzymaniem higieny. Jest też druga strona medalu. Są przecież osoby, które mają tak wrażliwą skórę, że każda ingerencja maszynki, depilatora czy wosku wywołuje brzydkie przebarwienia.
Im w tej wojnie płci włos z głowy nie spadnie. Cała reszta sprawę powinna rozstrzygnąć w ramach własnego sumienia. A niektórzy także powonienia.
