Cień wielkiej góry. Największa góra śmieci w Europie jest w... Warszawie

Wysypisko w Radiowie to największa śmieciowa góra w Europie.
Wysypisko w Radiowie to największa śmieciowa góra w Europie. Fot. Bogdan Bajak
Wysypisko w Radiowie według Wojewódzkiego Planu Gospodarowania Odpadami dla Mazowsza na lata 2012–2017 miało być zamknięte w 2014 roku. Zamiast tego zmodernizowano kompostownię śmieciowiska i zwiększono limit odpadów z 40 do 150 ton, a po okolicy zaczął się rozchodzić trudny do wytrzymania fetor. Mieszkańcy biją na alarm, a developerzy okolicznych budów już liczą swoje straty.

Nadciągnęło z wiatrem
– Najważniejsza rzecz, którą obecnie robią mieszkańcy dzielnic zlokalizowanych w okolicy wysypiska, czyli Chomiczówki, Bielan, Bemowa, Izabelina czy Lasek, to analiza warunków pogodowych – mówi Bogdan Bajak ze stowarzyszenia Czyste Radiowo. Jeśli jest ciepło, a wiatr akurat wieje w kierunku osiedla wiadomo, że dzień będzie trudny do wytrzymania ze względu na wszechobecny smród docierający z wysypiska w Radiowie.



Radiowo to największa śmieciowa góra w Europie. Nie jest to jednak w najmniejszym stopniu powód do dumy. Wysypisko znajduje się w otulinie Parku Kampinoskiego i na obszarze programu Natura 2000. W pierwotnych założeniach miało ono zniknąć z mapy Warszawy w 2006 roku, następnie termin przesunięto na 2014 rok.

Plany te pokrzyżowało wprowadzenie ustawy śmieciowej w lipcu 2013 roku. Coś trzeba było zrobić z ogromem śmieci, na wywóz których przetarg wygrało MPO. Górka w Radiowie okazała się idealną lokalizacją. Bez konsultacji społecznych przekształcono zwykłe wysypisko w Regionalną Instalację Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK), a limit składowanych tam odpadów zwiększono z 40 do 150 ton.
Nieudana modernizacja
– Górka śmieciowa nie jest dla nas najmniejszym problemem – mówi Bogdan Bajak. – Problemem jest natomiast kompostownia – dodaje. Mimo że została ona zmodernizowana, zrobiono to najmniejszym możliwym kosztem. – To najbardziej prymitywna technologia – zżyma się Bajak.

– Śmieci są zwożone z miasta, następnie rozdrabniane. Całą masę przykrywa się plandekami, podgrzewa do temperatury 80ºC, by zabić wszystkie szkodliwe substancje, a potem wywozi na górkę. Szkopuł jest taki, że plandeki są nieszczelne, a ponadto co jakiś czas trzeba je podnosić, żeby odpowietrzyć całą masę. Wówczas smród jest naprawdę trudny do wytrzymania – żali się Bajak.

I o ile przed przekształceniem wysypiska także podnoszono plandeki, to działo się to średnio raz w miesiącu. Dziś ma to miejsce dwa, trzy razy dziennie. Nie zadbano też o wydajne filtry. Dla przykładu kompostownia w Ełku jest siedem razy mniejsza od tej w Radiowie, ma natomiast ogromne biofiltry i została wyposażona w filtr wodny, którego w Warszawie zabrakło.

W odpowiedzi na zarzuty, że kompostownia jest zmodernizowana w najtańszy możliwy sposób dostaliśmy poniższą odpowiedź od Biura Prasowego MPO.
MPO

Inwestycja dotyczyła przekształcenia kompostowni z klasycznej, charakteryzującej się znaczną odorowością instalacji, w instalację mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów. Modernizacja ta polegała na zmianie sposobu przetwarzania odpadów, tj. z beztlenowej technologii stabilizacji odpadów (gnilnej, odorowej) na technologię tlenową.

Wykorzystywana technologia napowietrzania, poprzez system podziemnych kanałów, eliminuje substancje złowonne powstające w warunkach beztlenowych. W zakładzie są zastosowane biofiltry oraz membrana GORE® Cover. Pomiędzy powierzchnią pryzmy a membraną GORE® Cover istnieje 100% atmosfera nasycona. Niewielka cześć oparów wilgoci przechodzi przez membranę GORE® Cover, a większość z nich skrapla się po wewnętrznej stronie membrany tworząc film wodny.

Na skutek siły ciężkości tworzą się kropelki, które spadają i wracają do aktywnej pryzmy, dzięki czemu utrzymywana jest stała wymiana z nienasyconą wodą, zapewniając dalszą redukcję odorów. Aktualnie instalacja mechaniczno-biologicznego przetwarzania spełnia warunki najlepszej możliwej technologii (tzw. BAT), a technologia w niej stosowana wzorowana jest na podobnych instalacjach w Niemczech, Austrii i USA. Na modernizację kompostowni Spółka poniosła nakłady przekraczające 26 milionów złotych.

 Jednak, jak widać, wszystkie opisane powyżej skomplikowane technologie wciąż nie są w stanie poradzić sobie ze wysypiskowym smrodem. W związku z tym w zeszły poniedziałek miała posiedzenie Komisja Ochrony Środowiska, na której mieszkańcy próbowali się dowiedzieć od prezesa MPO, jak chce rozwiązać tę śmierdzącą sytuację.

– Zabawne jest to, że prezes, w ogóle nie chciał przyjąć do wiadomości, że góra podgrzewanych śmieci może śmierdzieć. Dopiero kiedy poprosiliśmy go, żeby wyszedł przed budynek musiał przyznać, że coś wisi w powietrzu. Takiego fetoru po prostu nie da się zignorować! – mówi Bajak.

Biuro prasowe MPO dodaje także, że zaczęło współpracę z Politechniką Warszawską. Będzie to program badawczy, którego celem jest postawienie diagnozy i wskazanie koncepcji,  która pozwoli na dalsze ograniczenie uciążliwości zapachowych dla społeczności lokalnej. Nie wiadomo jednak, ani z jakim wydziałem ta współpraca została podjęta, ani kiedy można się spodziewać jej efektów.

Co więcej, biuro prasowe MPO zarzeka się, że nigdy nie planowano zamknięcia wysypiska w 2014 roku. Rzecznik MPO potwierdza jednak, że wysypisko w Radiowie ma zniknąć w 2016 roku.
MPO

Spółka podtrzymuje także swoje deklaracje o zamknięciu składowiska z terminem 31 grudnia 2016 roku. Nigdy nie planowaliśmy zamknięcia składowiska w roku 2014. Pozostałe instalacje o statusie RIPOK, czyli zakład mechaniczno-biologicznego przetwarzania oraz kompostownia odpadów zielonych nie są przewidziane do zamknięcia.

Z tego komunikatu wynika, że największy problem mieszkańców, czyli kompostownia, wciąż będzie istnieć. Czy śmieci z Radiowa będą zatem wożone w inne miejsce?

A co na to Ratusz?
Rzecznik stołecznego ratusza wyjaśnia, że wszelkie pytania należy kierować do MPO, a wysypisko i tak zniknie z mapy Warszawy w 2016 roku. MPO ma już działkę w Zielonce, na której miałoby powstać nowe wysypisko. Jednak, jak łatwo się domyślić, w okolicznych miejscowościach powstają już stowarzyszenia i komitety, które do ostatniej kropli krwi będą broniły swojej okolicy przed zanieczyszczeniem.

Poza tym w Radiowie znajduje się dopiero co zmodernizowana kompostownia. Według planów Ratusza, górka śmieciowa ma zostać zamieniona w stok narciarski. Czy w związku z tym narciarze mieliby parkować swoje samochody na terenie wspomnianej kompostowni? Okazuje się, że o ten aspekt wcale nie trzeba się martwić. Śmieciową górkę będzie można zagospodarować dopiero za ok. 30 lat kiedy teren osiądzie i odparuje.

Straty deweloperów
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jeden z deweloperów, który ma swoje inwestycje na terenie nawiedzanym przez wysypiskowy fetor szykuje pozew przeciwko władzom miasta. Wielu inwestorów, którzy zdecydowali się postawić swoje osiedla w potencjalnie atrakcyjnej okolicy Kampinosu, zaczęło budowę przed feralnym lipcem 2013. Dziś trudno im pozyskać klientów, bo choć okolica jest rzeczywiście piękna, to wszechobecnego smrodu nie da się niczym zatuszować.
Jak śmierdzi skoro nie śmierdzi?
Z całą sytuacją związany jest jeszcze jeden absurd. Mieszkańcy tak naprawdę w żaden sposób nie mogą udowodnić, że w ich okolicy naprawdę śmierdzi i domagać się zdecydowanych działań w tej sprawie.

Wszystko dlatego, że w Polsce nie ma ustalonych norm odorowych. Co gorsza, w najbliższym czasie nie przewiduje się rozpoczęcia prac nad wprowadzeniem takich ograniczeń. To oznacza, że tak naprawdę każdy urzędnik, który przyjedzie na teren Radiowa może stwierdzić, że nie wyczuwa żadnego nieprzyjemnego zapachu, a wszyscy mieszkańcy okolicy cierpią po prostu na zbiorową, zapachową halucynację.
Trwa ładowanie komentarzy...