
Społeczny szkodnik, wzorowy obywatel, dewiant, a może stróż prawości? Jak określić człowieka, który poświęca swój wolny czas na fotografowanie mieszkańców Warszawy pijących alkohol nad Wisłą, a potem donosi nad nich na policję? – Jeśli mamy dodatkowe zgłoszenia od społeczeństwa, to jesteśmy z nich bardzo zadowoleni i bardzo na nie czekamy – słyszmy w stołecznej komendzie.
Picie alkoholu nad Wisłą
Warto jednak pamiętać, że problem ze spożywaniem alkoholu nad warszawskim brzegiem Wisły to sprawa dość skomplikowana z prawnego punktu widzenia, gdyż ustawa o wychowaniu w trzeźwości zabrania "picia pod chmurką" jedynie na ulicach, placach i w parkach. Sprawia to, iż zakaz spożywania napojów alkoholowych nie obejmuje prawego brzegu Wisły, który nie mieści się w ustawowych definicjach. W ubiegłym roku przyznała to sama Komenda Stołeczna Policji. Czytaj więcej
Teraz obok odblaskowych kamizelek bywalcy nadwiślańskich bulwarów muszą wypatrywać rowerzysty z profesjonalnym aparatem fotograficznym. Anonimowy fotograf ma nietypowe hobby – uwiecznianie na zdjęciach osób pijących nad Wisłą i wydzwanianie na policję. Kiedy pojawia się patrol, "strażnik prawości" służy w roli świadka i dowodem zbrodni w postaci zdjęć. Jeśli złapany na gorącym uczynku delikwent odmówi przyjęcia mandatu karnego, materiał fotografa posłuży jako dowód w sprawie sądowej.
Jeśli mamy dodatkowo mamy zgłoszenia od społeczeństwa, to jesteśmy nich bardzo zadowoleni i bardzo na nie czekamy
To, co dla mundurowych jest pomocą, dla socjologów jest interesującym przypadkiem do analizy. Prof. Krzysztof Wielecki, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego mówi, że zachowanie nadwiślańskiego "fotografa" może wynikać ze ścierania się dwóch obyczajowości w Polsce. – Z jednej strony nie donosi się policji, to wywodzi się jeszcze z czasów PRL-u. Z tego punktu widzenia takie zachowywanie to zachowanie dewianta, czyli osoby nieprzestrzegającej norm społecznych – wszystko jedno czy one są szlachetne czy nie – wyjaśnia w rozmowie z naTemat.
Oni uważają, że są normalnymi ludźmi. Dla nas to donosicielstwo, ale oni nie myślą w tych kategoriach. To wynika z systemu prawnego i zaufania do państwa. Człowiek uważa, że zaczyna się od tego, że prowadzi się auto o 10 km/h, a kończy się na poważnych przestępstwach
