Jajeczka na sprzedaż. Klinika zapłaci 4 tys. zł, szara strefa nawet dwa razy więcej

Lekarz pracuje przy zapłodnieniu komórki jajowej
Lekarz pracuje przy zapłodnieniu komórki jajowej fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Kilka tygodni, wiele badań, rozmowy z psychologiem - oddanie jajeczka wymaga wiele zachodu, ale może okazać się niezwykle dochodowe. W USA stawki sięgają 10 tys. dol. W Polsce nieco mniej. Ale dla potencjalnych dawczyń to nadal opłacalny interes.

"Mam na imię Irmina jestem mamą 18 miesięcznej córeczki. Mam 28 lat 164 cm wzrostu jestem ciemną blondynką o dużych zielonych oczach. Grupa krwi 0Rh- Ja i córka jesteśmy genetycznie zdrowe. Jestem gotowa do sprzedania swoich komórek jajowych. Proszę o kontakt meilowy osoby które są konkretne i zdecydowane" - pisze internautka na forum poświęconym rozrodczości.

"Witam, mam prawie 26lat, szczupła 168cm, 51kg. Jestem mamą zdrowej dziewczynki 4,5-letniej. Jestem z Wielkopolski, a moja grupa krwi to B rh+. Nie paliłam nigdy, piję okazyjnie i to w symbolicznych ilościach. Jestem zdecydowana sprzedać swoje jajeczko bądź jajeczka" - ogłasza się inna.

Sprzedaż jajeczek to dla wielu kobiet opłacalny interes, bo panie, które nie mogą mieć dzieci, widzą w cudzych komórkach ostatnią szansę na urodzenie potomka. I są w stanie za nią zapłacić pokaźną kwotę. Wysokie "rekompensaty" dawczyniom jajeczek oferują też kliniki wykonujące zabiegi in vitro.

Nie wiadomo, co wolno

Komórki, które nie nadają się do zapłodnienia, zbyt wczesne wygaśnięcie funkcji jajników, problemy z owulacją - dla par, które borykają się z takimi problemami, zapłodnienie przy użyciu komórki jajowej innej kobiety to jedyna szansa na poradzenie sobie z niepłodnością. Jedni szukają pomocy w klinikach, które prowadzą banki jajeczek, inni liczą na internet - w sieci kwitną strony pośredniczące między dawczyniami i biorczyniami.

Gra jest warta świeczki, bo za jedno jajeczko dawczyni może dostać 4 tys. zł w klinice lub kilka razy więcej w szarej strefie. Ta druga kwitnie, bo nasze prawo nie mówi o tym, co w kwestii oddawania jajeczek wolno.

- W Polsce nie ma regulacji co do tego jak ma wyglądać dawstwo i biorstwo gamet. Jedyne prawo, na którym możemy się opierać to ustalenia konwencji bioetycznej Unii Europejskiej, która mówi o tym, że wszelkie wynagrodzenie z tytułu dawstwa organów jest nielegalne - mówi Katarzyna Goch z Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Kobiety czekają więc na honorową dawczynię lub przychodzą do klinik z siostrą lub przyjaciółką, która zgadza się oddać jajeczko za darmo. Jak przyznają pracownicy jednej z klinik, zdarza się, że siostra lub przyjaciółka to wynajęta pani, której rodzice płacą nawet 5 tys. zł (proceder opisywała m.in. "Gazeta Wyborcza").

Pracownicy klinik leczenia niepłodności przyznają, że w sprawie mają związane ręce. Jeśli przypadkiem okaże się, że dawczyni przyjęła wynagrodzenie, nie mogą zawiadomić o tym policji. Sprawa jest nie do udowodnienia.

Pieniądze i badania

Same kliniki także płacą dawczyniom. Nie jest to jednak wynagrodzenie, a rekompensata - np. za stracone dni w pracy, dojazdy. Można dostać 4 tysiące złote. Pieniądze wypłacane są już po oddaniu komórki.

Co zrobić, by dojść do tego punktu? - Proces wymaga czasu, poświęcenia, wielu badań. Jest angażujący - podkreśla Katarzyna Goch. - Kobieta musi przejść rozmowę i kwalifikację psychologiczną a także podpisać dokumenty, w których oświadczy, że podchodzi do sprawy świadomie. Dawczyni może się też rozmyślić. Zanim komórka zostanie przekazana innej parze, ma prawo się wycofać.

Komórka jajowa może być przechowywana właściwie dowolnie długo. Jak jednak zapewniają lekarze, zapotrzebowanie na nie jest tak duże, że nie są one przechowywane zbyt długo. Według danych kliniki Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w skali Polski procedury związane z przekazaniem komórek jajowych stanowią ok. 3 - 4% wszystkich zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego (na świeżych cyklach).

Właśnie z powodu wielkiego zainteresowania, lekarze przekonują do honorowego oddawania komórek jajowych.

- Sam zabieg, tzw. "pick up" nie jest skomplikowany ani bolesny, wykonuje się go pod znieczuleniem. Pacjentka spędza w klinice zaledwie kilka godzin, nie wymaga później
hospitalizacji - przekonuje Katarzyna Goch i dodaje, że dzięki przekazaniu jajeczka korzyści osiąga także sama dawczyni. - Dzięki licznym badaniom, w tym hormonalnym i genetycznym, można się dowiedzieć wiele o sobie.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
In vitro
Skomentuj