Grupa naTemat

Joanna Erbel zakrzywia rzeczywistość. „Nadużyła prawa do autoryzacji”

Joanna Erbel nadużyła prawa do autoryzacji
Joanna Erbel nadużyła prawa do autoryzacji Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Kandydatka Zielonych na prezydenta Warszawy udzieliła wywiadu dziennikarce „Metra”. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie autoryzacja jakiej dokonała Erbel. A właściwie nie autoryzacja, a napisane od nowa odpowiedzi na niewygodne pytania.

Prawo do autoryzacji ma każdy rozmówca dziennikarza. To od niego zależy czy z niego skorzysta czy nie. Jednakże, są granice zdrowego rozsądku w autoryzacji swoich wypowiedzi i zdaniem dziennikarki, która rozmawiała z kandydatką Zielonych na prezydenta Warszawy, Joanna Erbel tę granicę przekroczyła. Wydawcy „Gazety Wyborczej” i dziennika „Metro” zdecydowali więc, że opublikują obie wersje wywiadu z Joanną Erbel: bez autoryzacji oraz po autoryzacji.

- Wywiad publikujemy w wersji nieautoryzowanej. Joanna Erbel proszona o autoryzację odesłała wywiad w postaci odbiegającej od faktycznego przebiegu rozmowy: zupełnie zmieniając niektóre swoje wypowiedzi, część pomijając, wypaczając sens innych - tłumaczą swoją decyzję wydawcy. - Rozmowę, w której konfrontowała się z trudnymi pytaniami i odmienną od swojej wizją społeczeństwa, zmieniła w pochlebną dla siebie autoprezentację wyborczą. Uważamy, że tak daleko idące zmiany są nadużyciem prawa do autoryzacji, która nie może być próbą napisania przez rozmówcę zupełnie nowego wywiadu, z wypowiedziami odmiennymi od tych, których rzeczywiście udzielił.

Na czym polegało dokładnie zakrzywienie rzeczywistości w wykonaniu Joanny Erbel? Oto jeden z przykładów.

Pytanie: (…) kandyduje pani na prezydenta miasta, w którym rodzice muszą się niemal bić o miejsce dla dziecka w przedszkolu czy żłobku. A w pani 80-stronicowym programie nie ma ani słowa o budowie nowych tego typu placówek. Jest za to o wspieraniu przez miasto komercyjnych klubokawiarni dla rodziców z dziećmi. Naprawdę uważa pani wypad na filiżankę latte za ich najbardziej palącą potrzebę? Czy pani wie, ilu miejsc w żłobkach i przedszkolach brakuje w Warszawie?

Odpowiedź: Niestety, nie wiem dokładnie.

Odpowiedź po autoryzacji: Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, jak wielu miejsc brakuje. Rodzice z Bemowa, gdzie brakuje przedszkoli, muszą dowozić swoje dzieci do przedszkoli na Woli. To absurd. Problem żłobków i przedszkoli bardzo często pojawiał się na moich spotkaniach z mieszkankami i mieszkańcami Warszawy i znalazł swoje odzwierciedlenie w nowej wersji mojego programu.

Kandydatka na prezydenta Warszawy nie tylko napisała zupełnie od nowa odpowiedzi na niektóre pytania, ale także postanowiła dopisać fragmenty swoich wypowiedzi, które miały na celu pokazać jak szeroką i szczegółową wiedzę ma Joanna Erbel o polityce miejskiej, podczas gdy w faktycznej rozmowie z dziennikarką rzucała ogólniki.

Pytanie: Klubokawiarnia to kaprys i rekreacja. Żłobek i przedszkole to podstawowa potrzeba życiowa.

Odpowiedź: Program, który ogłosiliśmy, to wersja minimum. Nadal jest konsultowany, poprawiany, uzupełniany. I jest bardzo szeroki, bo np. kwestie lokatorskie są znacznie bardziej rozbudowane. Nie wszystkie ważne problemy miasta udało nam się spisać. Budowa żłobków i przedszkoli to przeoczenie, za które przepraszam. Jeśli nasi kandydaci dostaną się do rady miasta, będą wspierać budowę nowych placówek. Problem w tym, że to kosztuje, a dla rodziców różnica w opłatach między przedszkolem publicznym a prywatnym nie jest wcale aż taka duża.

Odpowiedź po autoryzacji: Czy wie Pani, że w Warszawie miejsce w żłobku ma co dziesiąte dziecko, podczas gdy we Wrocławiu już co czwarte? To jest przepaść. I to trzeba natychmiast zmienić. Program, który ogłosiliśmy, to wersja minimum. Nadal jest konsultowany, poprawiany, uzupełniany. W tym celu spotykałam się z mieszkankami i mieszkańcami Warszawy, w każdej dzielnicy. Chciałam usłyszeć, co mają mi do powiedzenia, jakie mają problemy i nadzieje. Nowa, poszerzona o ich opinie wersja programu zostanie ogłoszona 16 października.

Nasi radni i radne w następnej kadencji będą wspierać budowę nowych placówek. Problem w tym, że to kosztuje, a dla rodziców różnica w opłatach między przedszkolem publicznym a prywatnym nie jest wcale aż taka duża.

W „autoryzacji” Joanna Erbel postarała się także o to, aby wzmocnić przekaz piętnujący obecnie rządzącą w Warszawie Platformę Obywatelską. W pierwotnej rozmowie jej wypowiedzi nie były aż tak mocne.

Pytanie: A propos kultury: pani poliamoryczny styl życia jest - delikatnie mówiąc - z tych mniej konserwatywnych, więc jako prezydent Warszawy tęczę na pl. Zbawiciela zostawi pani pewnie na zawsze?

Odpowiedź: Trudne pytanie. Na pewno powinna się odbyć na jej temat jakaś debata publiczna, która się nie odbyła, zanim tęcza została odbudowana po pierwszym spaleniu. Tam jest społeczność lokalna, którą zignorowano - mieszkańcy powinni być zapytani, czy życzą sobie takiego obiektu na stałe.

Odpowiedź po autoryzacji: Jeśli chodzi o tęczę i jej przyszłość, to powinna się była odbyć na jej temat debata publiczna, konsultacje społeczne, mediacje. Tak się jednak nie stało. Tam jest społeczność lokalna, którą zignorowano. Mam wrażenie, że władze miasta nie są zainteresowane mediacją w tej sprawie, gdyż Platforma Obywatelska zbija kapitał na podkręcaniu tego konfliktu.

Próbując zatrzeć złe wrażenie, które mógłby wywołać ten wywiad, Joanna Erbel przeholowała. I strzeliła sobie w kolano. Teraz niektórzy czytelnicy będą mogli odnieść wrażenie, że kandydatce Zielonych nie tylko brakuje wiedzy o ważnych potrzebach i problemach mieszkańców Warszawy, ale także, iż nie wie co mówi.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WarszawaWybory
Skomentuj