Wilno i Lwów to polskie miasta – taki transparent wywiesili w Kijowie kibice Legii. „Wstyd dla Polski”

Kibice Legii Warszawa podczas meczu w Kijowie wywiesili transparent z odwołaniem do polskiego Lwowa i Wilna
Kibice Legii Warszawa podczas meczu w Kijowie wywiesili transparent z odwołaniem do polskiego Lwowa i Wilna Fot. facebook.com/LegiaWarszawa
Skandal po meczu Legii Warszawa z Metalistem Charków. Polsce kibice na stadionie w Kijowie wywiesili baner z przesłaniem, że Wilno i Lwów to polskie miasta, a wcześniej „zaszokowali” Ukraińców swoim zachowaniem na Majdanie. „Wstyd dziś być Polakiem w Kijowie” – napisał korespondent Polskiego Radia Piotr Pogorzelski

Z wojną w tle
Legia wygrała z Metalistem, ale to nie o wyniku mówi się najwięcej. Wiadomo było, że mecz ze względu na sytuację polityczną na Ukrainie będzie miał podtekst, ale chyba nikt nie spodziewał się, że Polacy i Ukraińcy będą ustawiali po przeciwnych stronach barykady. Z pierwszych komentarzy wynika jednak, że tak się stało. Głównie za sprawą jednej z flag, która pojawiła się na trybunie fanów warszawskiego klubu.


Na biało-czerwonym tle kibice umieścili nazwy Wilna i Lwowa, co zostało odebrane jak komunikat: „Te miasta są polskie”. Już wcześniej pisaliśmy, że w środowisku kibicowskim często pojawiają się żądania zwrotu Kresów Wschodnich, ale teraz, kiedy jedność terytorialna Ukrainy jest poważnie zagrożona, taki przekaz jest dodatkowo kontrowersyjny.

„Jakie porcje wrażliwości trzeba było sobie amputować, by w kraju ogarniętym permanentną żałobą, po tych, którzy w nierównej walce próbowali przeciwstawić się agresji obcego mocarstwa, wywieszać flagę o polskim Lwowie? Rozumiem, że ci, którzy zarzucili na kijowski stadion biało-czerwoną płachtę z haniebnym napisem, chętnie przystaliby na słynną już propozycję Putina” – napisała po meczu blogerka serwisu Polityka.pl Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz, która przez kilka lat mieszkała na Ukrainie. (Narzeka też, że polscy kibice śpiewali "ruska k**wa", ale na tę przyśpiewkę kibice rywali zareagowali entuzjastycznie - brawami).

Na baner zwróciło też uwagę wielu Ukraińców. O sprawie poinformowała m.in. strona internetowa klubu Dynamo Kijów. „W oczywisty sposób fani zadeklarowali, że te terytoria należą do Polski” – napisano. W tekście gest kibiców Legii określa się jako prowokację.
Jak się okazuje, transparent kibiców Legii może również posłużyć do celów propagandowych. Rosyjskojęzyczny portal antfashist.com tropiący ukraińskich (i nie tylko) faszystów napisał, że nie pierwszy raz w Polsce pada postulat rewizji granic. „Pragnienie zemsty i odzyskania rdzennie polskich ziem jest silne, niezależnie od oficjalnej polityki kraju” – stwierdził autor artykułu, na „dowód” załączając m.in. to zdjęcie.

Breslau we „Wrocku”

Sympatycy Legii o transparencie dyskutują na facebookowym profilu klubu. Zdania są podzielone. Jedni dziękują, komentują, że "prawidłowo" i że Lwów i Wilno to rzeczywiście polskie miasta. Inni są oburzeni. "Ciekawe, jak by się wam podobały napisy Breslau und Danzg w niemieckich barwach we Wrocku", "I po cholerę jechać do Kijowa z takim banerem? Emocji wam mało", "Putin byłby dumny" – piszą.

Przedstawiciele klubu póki co nie zareagowali. Rzeczniczka Legii Izabela Kuś w rozmowie z naTemat stwierdziła, że "na razie" nie zamierza tej sprawy komentować. Dodała, że klub wie o tym, iż taki baner wywieszono.

Kibiców broni Marcin Siembida, prezes Stowarzyszenia Razem dla Kresów (w maju kandydował z list Ruchu Narodowego do Parlamentu Europejskiego). Jak twierdzi, flaga to po prostu "nawiązanie do historii, nic więcej". – Jeśli ktoś zobaczy flagę, to dowie się, że Lwów był Polski, Wilno też. Tylko dla nieuka, dla leminga, może ona oznaczać coś innego. Legia zawsze wiesza taką flagę przy okazji ważnych meczów, gdzie podkreśla się patriotyzm – komentuje dla naTemat.

– Lwów to polskie miasto, które dzisiaj leży w granicach Ukrainy. Tam jest wiele polskich elementów, a Polacy mają się naprawdę źle, banderyzm rośnie. Trzeba zwracać na to uwagę, skoro polskich rząd nie chce się tym zająć – dodaje.

Taka argumentacja nie przekonuje publicystki "Polityki".
Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz

Dobrze, że delegacja Legii złożyła kwiaty w „miejscach pamięci” w okolicach kijowskiego Majdanu i stadionu Dynama. Szkoda, że warszawski klub nie potrafi wpłynąć na swoich kiboli, którzy w nienawiści wobec Ukrainy mogliby konkurować z najzacieklejszymi „putinowcami” z Rosji, co wczoraj w Kijowie po raz kolejny udowodniono ponad wszelką wątpliwość.

Pijani na Majdanie
Mniej zaskakujący jest fakt, że polscy kibice wywołali kontrowersje swoim zachowaniem poza stadionem. "Na Majdanie już po południu pijani legioniści, latające butelki i przyśpiewki" – donosił w dniu meczu Piotr Pogorzelski, dziennikarz Polskie Radia.

"Wykrzykiwali pijani na Majdanie, nie zważając na miejsce, gdzie zaledwie kilka miesięcy temu ludzie ginęli od kul. Zaszokowani Ukraińcy pytali obecnych w Kijowie Polaków, skąd w warszawskich kibolach tyle agresji (i chamstwa, dodałabym). Jeszcze kilka takich wizyt i dobre zdanie o Polsce zostanie nad Dnieprem niechybnie nadszarpnięte" – pisze Kwiatkowska-Moskalewicz.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Piłka nożnaUkraina
Skomentuj