Postawił się Biedronce i Lidlowi. Polski menedżer jednoczy sklepikarzy pod polską flagą i kosi miliardy

Krzysztof Tokarz zagrzewa małych sklepikarzy do wspólnej walki z konkurencją. Chce stworzyć sieć 10 tys. sklepów, które mogłyby stawić czoła dyskontom.
Krzysztof Tokarz zagrzewa małych sklepikarzy do wspólnej walki z konkurencją. Chce stworzyć sieć 10 tys. sklepów, które mogłyby stawić czoła dyskontom. GK Specjał
Bez kapitału jakim dysponuje Biedronka i Lidl chce stworzyć konkurencyjną sieć 10 tys. małych osiedlowych sklepów. Patriotyczny, biało-czerwony szyld i dobre ceny, to sposób by klienci zostawili w kasie 6 mld złotych. Nieznana niedawno firma nagle znalazła się w czołówce polskiego handlu.

– Rynek nie jest zamknięty raz na zawsze. Może aktualne zahamowanie wzrostu sprzedaży w hipermarketach wynika z podnoszenia jakości sklepów mniejszych. Sklepów sieci takich, jakie wchodzą na przykład w skład GK Specjał – mówił kilka dni temu Krzysztof Tokarz, zagrzewając partnerów do rynkowej rywalizacji z sieciami handlowymi należącymi do zagranicznych inwestorów.


Ten 52-letni inżynier, od ponad 20 lat właściciel firmy dystrybucyjnej, nieoczekiwanie okazuje się największym konkurentem Biedronek, Lidlów i zagranicznych sieci hipermarketów. Pod szyldem „Nasz Sklep” zrzesza 4000 małych sklepów osiedlowych. Zapowiada, że za trzy lata będzie ich miał 10 tys., czyli ponad dwukrotnie więcej niż dwie największe sieci dyskontowe.

20 mld przeciw 60
Na branżowych forach natychmiast odezwali się złośliwcy i niedowiarki nakazując Tokarzowi wytrzeźwienie i podanie prawdziwych, a nie podkręconych danych o swoim biznesie. – Plan mam ambitny. Dam radę. Wiem jak to zrobić! – odpowiadał biznesmen. Tokarz nazwał swoje sklepy „nasze”, bo przedstawia się jako twórca największej sieci handlowej z całkowicie polskim kapitałem. Wprost odwołuje się do patriotyzmu zakupowego Polaków. Logo, szyld i inne elementy scenografii sklepów są w biało-czerwonych barwach. Wydawałoby się, że taki wyświechtany numer z góry skazany jest na klęskę. Nic bardziej mylnego.
– Nasz rynek to fenomen, gdzie ścierają się dwa światy. Jeden to wysokokapitałowe inwestycje zagranicznych inwestorów. Z drugiej strony są tacy przedsiębiorcy jak Tokarz, którzy podobnie efektowny biznes zrobili od zera, nie dysponując ogromnym kapitałem – mówi Andrzej Maria Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Według jego danych, w ostatnich dekadach polskie firmy zainwestowały w handel 20 mld euro, a zagraniczne około 60 mld. Faliński dodaje, że przy takich dysproporcjach kapitałowych drobny handel powinien pójść w drzazgi, ale Polska to kraj cudu handlowego: – Tu przedsiębiorcy potrafią uczyć się i doskonalić biznes w trakcie konkurowania – dodaje ekspert.

My i oni
Dlatego w pierwszej dziesiątce firm handlowych trzy należą do polskiego kapitału. Jest Artur Kawa i jego grupa Emperia, właściciel m. in. 240 sklepów Stokrotka – mocny zwłaszcza na wschodzie Polski. W Wielkopolsce i centrum rządzi „Matka Eleonora od Marketów”, czyli pani Woś , która z synami stworzyła sieć delikatesów Piotr i Paweł. Razem z kilkoma innymi biznesami handlowymi w sumie dysponuje siecią 700 punktów handlowych. Matecznikiem Krzysztofa Tokarza jest Rzeszów i cała południowo-wschodnia Polska.

Póki co Grupa Kapitałowa Specjał jeszcze odstaje od największych zagranicznych konkurentów. Jej przychody wynoszą 6 mld zł. Dla porównania Biedronka ma 32 mld, Lidl i Tesco po 10 mld zł obrotów rocznie. Ale na branży robi wrażenie co innego. Krzysztof Tokarz doszedł o takiego wyniku zaledwie w pięć lat, w dodatku nie inwestując milionów na marketing i budowanie sklepów od zera. Mało tego, w pierwszej połowie tego roku sprzedaż w Biedronce (like for like czyli porównanie bez uwzględnienia przychodów nowo założonych sklepów) spadła o 1,2 proc., tymczasem w Naszych Sklepach wzrosła o 15 proc..

Armia 40 tysięcy
Pierwszy biznes handlowy Krzysztof Tokarz założył w 1990 roku. Trzy lata później miał już trzy tzw. „hurtownie patronackie” jak mówiono dużych centrach hurtowego handlu współpracujących z kilkoma dużymi producentami. Potem wszedł w biznes farmaceutyczny zaopatrując placówki nieistniejącego już „zjednoczenia Cezal”. Do niedawna jego głownym biznesem było zaopatrywanie małych lokalnych sklepów. Miał z tego ponad miliard złotych przychodów. Wreszcie wpadł na pomysł, by połączyć swoich kontrahentów w jedną sieć, na tyle sformatowaną i zdyscyplinowaną by stawić czoła Biedronkom. Po bankructwie Bomi odkupił część majątku, w tym sklepy tej marki, jak również sklepy Rast. Otworzył też sieć delikatesów.

Ponieważ polski handel jest rozdrobniony, Tokarz ma jeszcze do zagospodarowania około 40 tys. sklepów należących do indywidualnych handlowców. Wciągając ich pod wspólny szyld oferuje dojście do dobrych jakościowo produktów marek własnych, profesjonalny merchandising, czyli doradztwo handlowe, a także gwarancje finansowe. Biznesmen przekonuje, że po boomie dyskontów, a wcześniej hipermarketów, małych sklepów ubędzie, ale przetrwają te, które oferują towar przyzwoitej jakości i sprzedają go w sposób wygodny dla klienta, czyli najbliżej jego domu.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
BiedronkaBiznesSklepy
Skomentuj