Polski podróżnik zdobywa aktywne wulkany. "Coś mnie do nich ciągnie wbrew niebezpieczeństwom"

Grzegorz Gawlik zdobywa wulkany. Tu w masce gazowej na  Anak Krakatau w Indonezji
Grzegorz Gawlik zdobywa wulkany. Tu w masce gazowej na Anak Krakatau w Indonezji Fot. Grzegorz Gawlik
Kiedy staje na skraju krateru ma na sobie maskę przeciwgazową, rękawice i kask. Buty mu się topią, bo lawa przez wiele lat utrzymuje temperaturę kilkuset stopni. Podróżnik Grzegorz Gawlik najchętniej wchodzi na wulkany pośród dzikiej przyrody i praktycznie nieodwiedzane przez innych ludzi. Był już na 41 wierzchołkach na kilku kontynentach, chce zdobyć setkę.

Sam Pan przyznaje w wywiadach, że to trochę niebezpieczna fascynacja. Jest się czego bać zdobywając wulkan?



To prawda. I często jest mi zadawane pytanie, czy się nie boję. Odpowiedź nie jest łatwa, bo krótkie nie byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Mam świadomość zagrożeń, staram się być dobrze przygotowanym i wnikliwie obserwować, jak zachowuje się wulkan, ale rzeczywiście coś mnie do nich ciągnie wbrew wszystkim niebezpieczeństwom.

Mamy wulkany nieaktywne, drzemiące, gdzie ryzyko erupcji praktycznie nie występuje i tam, w zależności jaki to jest wulkan, napotykamy na inne trudności. Trzeba brać pod uwagę wysokość, bo niektóre wulkany znacznie przekraczają 6000 m n.p.m., lodowce, skały, wiatr, czy skrajne temperatury. Aktywne wulkany dysponują też podobnym zestawem niebezpieczeństw plus jednym szczególnym dodatkowym - ryzykiem erupcji.
Czym aktywniejszy wulkan i częściej wybucha, tym bardziej niebezpieczny. Jest krucho, wulkan i krater są popękane na skutek erupcji, gorąco, bo niektóre wyziewy mają kilkaset stopni Celsjusza. Do tego trujące gazy, w tym siarkowodór.

Buty topią się w takiej temperaturze? Jak się Pan ochrania przed działaniem wulkanu?

Rzeczywiście długie przebywanie w rejonie gorących ekshalacji wulkanicznych albo na lawie, która zastygła, ale potrafi przez wiele lat utrzymywać kilkuset stopniową temperaturę, powoduje, że buty czasem ulegają częściowemu stopieniu. To samo dotyczy dolnych partii spodni i kilka razy przez to miałem przymusową depilację łydek...

Temperatura, trujące gazy i osypujące się skały zmuszają do używania maski przeciwgazowej, gogli ochronnych, rękawic i kasku. Przy tym trzeba mieć świadomość, że gdy przebywam w kraterze aktywnego wulkanu albo jego okolicach, to w promieniu wielu kilometrów nie ma nikogo, kto w razie wypadku mógłby mi pomóc, a najmniejsza erupcja w takiej chwili to śmiertelne zagrożenie.
Takie warunki panują na Copahue na pograniczu Argentyny i Chile w Patagonii i wulkan Soputan na wyspie Sulawesi. Mają dla Pana szczególne znaczenie? Już są na liście 41 zdobytych wulkanów?

Są. Tak naprawdę każdy wulkan pod jakimś względem szczególny. Dodałbym do tych dwóch jeszcze Anak Krakatau w Indonezji. Wszystkie trzy są trudno dostępne i aktywne. Nawet jeśli ktoś się pojawi w okolicy, to ogranicza się do obejrzenia z dołu masywów wulkanicznych. Na sam wierzchołek, czy tym bardziej do krateru, praktycznie nikt nie schodzi.

I to jest bardzo ważna różnica. Część wulkanów, nawet aktywnych można w miarę bezpiecznie obserwować stojąc u ich podnóża, czy przebywając w dolnych partiach. Diametralną różnicę czyni, gdy chcemy dojść na skraj krateru, albo do jego środka. Z tym się łączy wzrost zagrożenia. Należy bowiem pamiętać, że aktywne wulkany także między erupcjami wykazują pewną aktywność i niestabilność. Jest gorąco, pełno gazów, niepewne podłoże, szczeliny w lawie i materiale piroklastycznym oraz wstrząsy sejsmiczne.

Staje Pan nad samym kraterem i czym się Pan wtedy zajmuje?

W pierwszej kolejności sprawdzam, czy czasem nie dałoby się zejść na jego dno. Pod warunkiem, że zauważyłem tam coś ciekawego. Termometrem przemysłowym badam temperaturę podłoża, zastygłej lawy, wyziewów wulkanicznych.

Sprawdzam jaki rodzaj gazów wydobywa się ze środka. Przyglądam się różnym formacjom skalnym, pęknięciom, uformowaniu lawy i wykwitom siarki. Przysłuchuję się odgłosom, bo aktywny wulkan wydaje czasami różne dziwne dźwięki.

Można też zaobserwować, jakie rodzaje erupcji mają miejsca w danym wulkanie, którędy lawa wypływa z krateru. Ale nie wszystkie erupcje związane są z wypływem lawy, czasami w karaterach są jeziora - gorące, toksyczne, kwasowe.

W terenach tropikalnych można obserwować też, jak roślinność i zwierzęta próbują przetrwać w tych trudnych warunkach.
Mógłbym wymienić jeszcze sporo innych rzeczy. Ala sama atmosfera aktywnego wulkanu, tych wszystkich zjawisk wulkanicznych, geologicznych, sejsmicznych i ta niepewność, bo w każdej chwili może dojść do erupcji, powodują jedyne w swoim rodzaju doznania.

Na wulkan wchodzi Pan sam? Dużo ludzi uprawia na świecie ten ekstremalny sport?

Wschodzę sam, przynajmniej na te bardzo aktywne. Kilka osób próbowało mi towarzyszyć. Ale czym bliżej krateru, tym czuje się więcej zagrożeń i tym jest trudniej. Rozsądek im podpowiadał, by zawrócić. I tak czyniły. Prawie nikt nie zajmuje się zdobywaniem tych bardzo aktywnych wulkanów i wchodzeniem do kraterów. Na takich wulkanach do tej pory zawsze byłem sam, chociaż pewnie paru takich jak ja na świecie jest.
Coraz bardziej rozwija się turystyka. Wycieczki wchodzą na te bardziej przewidywalne, bezpieczniejsze wulkany, nawet jeżeli są aktywne. Chociaż jak pokazuje niedawny przykład z Japonii, taki wulkan też niespodziewanie potrafi zabić kilkadziesiąt osób. Wysokie i zlodowacone wulkany bywają celem wypraw alpinistycznych.

Turystyki wulkanicznej nie musimy szukać daleko. Popularnym przykładem jest włoski Wezuwiusz, gdzie można dojść na skraj krateru. Ryzyko erupcji podczas wchodzenia praktycznie nie występuje.

Już gorzej jest z bardzo aktywną sycylijską Etną. Sama kopuła szczytowa z trzema kraterami jest bardzo niebezpieczna i tam się nikt nie zapuszcza poza takimi pasjonatami jak ja. Jeżeli Etna akurat nie wybucha, to turystycznie można się dostać do wysokości 2930 m.n.p.m.
41 wulkanów za Panem. Jaki będzie następny i kiedy chciałby Pan na niego wejść?

Bilans 9 lat trwania mojego projektu to 41 wulkanów, w tym 26 aktywnych. Byłem też w 53 innych miejscach wulkanicznych, na przykład w jaskiniach lawowych czy na polach gejzerów. Na liczbę 53 również zwracam uwagę, bo do niektórych miejsc trudniej było dotrzeć, niż na niejeden wulkan.

Założenie jest takie, by zdobyć 100 wulkanów w tym przynajmniej 50 aktywnych, bardzo różnorodnych i w bardzo różnych regionach świata. Mój projekt się skończy, gdy zdobędę setny wulkan. To potrwa przynajmniej kolejne 9 lat.

W przyszłym roku wybiorę się prawdopodobnie ponownie na Islandię, bogatą w wulkany. Oraz do Grecji. Jednak nie po to, by się opalać, tylko po to, by przyjrzeć się tamtejszym wulkanom. Wielu się dziwi, że czasami spędzam na przykład miesiąc na tropikalnych wyspach, ale zamiast odpoczywać pod palmą i w morzu, jestem na wulkanach.

Projekty wulkaniczne, to nie wszystko co robię, wspinam się również w górach wysokich, włóczę po lasach tropikalnych, lodowcach czy pustyniach. Dla większego urozmaicenia. Im bardziej dziko, im bardziej dzika przyroda tym lepiej.
Trwa ładowanie komentarzy...