Gasnące papierosy, owocowe ziemniaki i marmolada tylko z cytrusów, czyli sześć najbardziej absurdalnych przepisów UE

Papieros zgaśnie zanim zdążysz powiedzieć sakramentalne "tak" Fot. Artur Kubasik
Papierosy ostatnio coraz częściej gasną mi w trakcie palenia. Myślałam, że bezpowrotnie straciłam umiejętność prawidłowego zaciągania. Nic bardziej mylnego. Palę poprawnie, tylko Unia Europejska postanowiła mi tą przyjemność ukrócić i wprowadziła samogasnące papierosy. Nie dość więc, że od dłuższego czasu nie mogę kupić żarówki, to jeszcze nie zapalę i nie zjem marmolady truskawkowej. Unia Europejska wchodzi nam z butami do życia. Czy tego chcemy, czy nie.

Absurdalne przepisy Unii Europejskiej to już dyscyplina sportowa. Przerzucać można się nimi bez końca. Czasem śmieszą, coraz częściej jednak straszą. Od siedmiu lat europoseł Mirosław Piotrowski prowadzi konkurs na najbardziej porażające uregulowania prawne Unii Europejskiej. Z posłem konkurować nie będziemy, możemy za to przedstawić swoją „ulubioną szóstkę”. W końcu niedawno minęła ósma rocznica od wstąpienia w szlachetne progi Wspólnot. Czas więc na trzeźwą ocenę najgłupszych unijnych wyskoków.

1. Papierosy
Jestem palaczką więc to mój osobisty numer jeden. Od listopada 2011roku papierosy sprzedawane w Unii same się gaszą, jeżeli nie zaciągamy się nimi przez kilkanaście sekund. Przepis z założenia ma ograniczyć ilość samospaleń, w efekcie jednak budzi tylko frustrację i chęć przerzucenia się na tańsze i smaczniejsze skręty.

2. Owoce
Unia Europejska to kiepska nauczycielka biologii. Według niej marchewka, słodki ziemniak czy jadalna część rabarbaru to owoc, a nie warzywo. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: Unia Europejska dotuje dżemy w Portugalii, a dżem może być zrobiony tylko z owoców, więc wszystkie warzywa, które były stosowane do robienia przetworów, na papierze zamieniły się w owoce. Warto też zapamiętać, że według matki Unii dżem i marmolada to dwie, zupełnie inne rzeczy. Pierwsze jest owocowe, a drugie tylko cytrusowe. Biada temu, kto się pomyli.


3. Ślimaki
Nie tylko na florze nie zna się Unia, ale także na faunie. Według przepisów ślimak to ryba słodkowodna, a nie zwykły mięczak. Wszystko po to żeby Francuzi, najbardziej znani ślimakożercy, nie stracili na swoim biznesie. Nazwanie ślimaka rybą, pozwala im na otrzymywanie dotacji tak samo wysokich, jak za hodowanie ryb. Głupota? Cóż, jak widać w Unii pieniądz rządzi atlasem zwierząt.

4. Żarówki
Przepaliła wam się żarówka? Jesteście w tarapatach. Od pewnego czasu, nasze stare, dobre przyjaciółki zostały odgórnie wymienione na energooszczędne frustratki. Nie zdąży się taka rozpalić na dobre, jak już chcemy ją zgasić. Na szczęście sprytni Europejczycy wpadli na pomysł obejścia tego absurdu. Od pewnego czasu żarówki powyżej 60W sprzedawane są jako „mini-grzejniki”. Można? Można!

5. Pan/Pani
Z dobrymi manierami Unia też jest na bakier. Biurokraci unijni jakiś czas temu, po licznych debatach, zaczęli tworzyć neutralnie płciowo język. W związku z tym zakazali używania grzecznościowego zwrotu „Pan/Pani” uznając go za seksistowski. Przy okazji dostało się też niektórym żeńskim odpowiednikom zawodów. Żegnaj policjantko i stewardesso! Witaj Unio.

6. Morze też może
Nie warto było walczyć o Bałtyk, skoro tak łatwo można go stracić. Unia Europejska pozbawiła nas ostatnio dostępu do morza, zgodnie z regulacją, że odległość od granicy do morza nie może przekraczać określonej liczby kilometrów. Cóż, Tatry mamy za daleko, o czym świadczyć może fakt, że z Zakopanego na Hel jedzie się pociągiem 17 godzin. Po co jednak zmieniać kolej, jak lepiej odebrać nam morze.
Trwa ładowanie komentarzy...