Duda po amerykańsku. Na konwencji atakuje Komorowskiego za błędy PO, sam stawia się w roli następcy Lecha Kaczyńskiego

Konwencja Andrzeja Dudy była przygotowana "na bogato".
Konwencja Andrzeja Dudy była przygotowana "na bogato". Fot. Twitter/k_sikora
PiS wszedł na nowy poziom organizacji imprez partyjnych. W odróżnieniu do zwykle siermiężnych nasiadówek konwencja wyborcza Andrzeja Dudy była zorganizowana z pompą, ale i z pomysłem. Andrzej Duda tłumaczył swój start rozmową z Lechem Kaczyńskim, który 8 kwietnia nazwał jego i Pawła Wypycha kontynuatorami jego misji. Atakował też urzędującego prezydenta za bierność.

Andrzej Duda był niekwestionowaną gwiazdą konwencji. Podczas spotkania nie przemówił Jarosław Kaczyński, a wystąpienie kandydata na prezydenta poprzedziła mowa mało charyzmatycznej wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Beaty Szydło. Na tym tle Duda błyszczał, szczególnie, że jego przemówienie było dokładnie przygotowane.
Trudno jednak powiedzieć, by Duda czymś zaskoczył jeśli chodzi o treść. Poza dużą częścią poświęconą Lechowi Kaczyńskiemu i swojej drodze do PiS krytykował swojego konkurenta. Mówił, że prezydentura Komorowskiego jest mało aktywna, że lokator Belwederu zajmuje się tylko podpisywaniem ustaw przesłanych mu przez rząd. Nawet tych złych. Dlatego po raz kolejny powtórzył, że jego pierwszą decyzją będzie przygotowanie ustawy znoszącej podwyżkę wieku emerytalnego.

Sporo miejsca kandydat PiS poświęcił też ostatnim protestom, wskazując na brak otwartości Komorowskiego na dialog. Zapewnił, że jego Pałac Prezydencki zawsze będzie otwarty, a on sam ma za dużo energii, by pilnować żyrandola. Zastanawiam się jednak, jak wyglądałoby przemówienie Dudy bez protestów górników czy rolników.

Prawo i Sprawiedliwość zaczęło kampanię wyborczą z wysokiego C. Dlatego nieco dziwny wydaje się pomysł, by wrócić do objazdu po powiatowych remizach i salkach gminnych. Przez to Duda znowu zniknie z radarów mediów. Przez to kapitał zebrany przez wielką konwencję zostanie stracony. Ale może o kapitał tu chodzi - widać, że inauguracja kampanii kosztowała krocie, PiS może po prostu nie mieć środków na tak drogą kampanię przez pełne trzy miesiące.
Na razie jego kampania dystansuje kampanię Bronisława Komorowskiego. Kontrast między partyjną nasiadówą w piątek a zebraniem sympatyków (by nie napisać fanatyków) był uderzający. Jeśli tylko PiS-owi nie zabraknie inwencji na pozostałe 90 dni sztabowcy Komorowskiego powinni się martwić.
Trwa ładowanie komentarzy...