Hillary Clinton jak Claire Underwood. Czy znany serial pomoże jej w drodze do Białego Domu?

Hillary Clinton oficjalnie potwierdziła swój start w walce o fotel prezydenta USA. Sondaże wróżą jej zwycięstwo.
Hillary Clinton oficjalnie potwierdziła swój start w walce o fotel prezydenta USA. Sondaże wróżą jej zwycięstwo. Fot. JStone / www.shutterstock.com
Hillary Clinton startująca już po raz drugi w wyścigu prezydenckim wyciągnęła wnioski z porażki sprzed siedmiu lat. Przestała mówić o sobie, zaczęła zwracać się do wyborców. W rankingach uchodzi za faworytkę. Na jej korzyść świadczy też fakt, że jak dotąd startu w wyborach nie zapowiedział nikt, kto talentem czy charyzmą mógłby równać się z Barackiem Obamą, z którym Clinton w 2008 r. przegrała walkę o nominację z ramienia demokratów. A co ciekawe, popularności Hillary Clinton przysporzyć może także... jedna z głównych bohaterek kultowego już serialu „House of Cards”.

Clinton kontra Underwood
To, że parę głównych bohaterów „House of Cards” stworzono w oparciu o losy Hillary i Billa Clintonów, amerykańskie media sugerowały już nie raz. Postać Claire Underwood pokazała, że pierwsza dama niekoniecznie jest miłą panią, której jedynymi obowiązkami jest promowanie działalności charytatywnej i odwiedzanie dzieci w szpitalach. Claire jest bezlitosnym graczem, który decyduje o najważniejszych kwestiach, nie ma skrupułów, zna się na swojej robocie. Jednym słowem jest rasowym politykiem, który nie boi się podejmowania decyzji.



O tym, czy serialowa pierwsza dama pomoże Clinton przekonamy się w przyszłym roku. Już dziś jednak możemy z pewnością stwierdzić, że Hillary pod względem swego doświadczenia politycznego nie ma sobie równych. Po pierwsze dlatego, że zna kulisy pracy w Białym Domu. Spędziła w nim przecież osiem lat – od stycznia 1993 r. do stycznia 2001 r. – jako pierwsza dama. Tuż przed końcem drugiej kadencji Billa Clintona, w 2001 r. Hillary wybrana została senatorem stanu Nowy Jork, by kilka lat później zostać sekretarzem stanu USA zastępując na tym stanowisku Condoleezzę Rice.

Zagraniczne media zwracają także uwagę na to, że wielkim atutem Hillary Clinton jest doświadczenie także w życiu osobistym. Już w kilka dni po narodzinach, jedynej jak na razie, wnuczki polityk, w październiku ubiegłego roku, Iain Dey z „The Times” pisał: – Maleńka wnuczka Hillary Clinton może okazać się kluczem do politycznego sukcesu i pomóc swojej babci, byłej pierwszej damie USA, dojść do wymarzonej prezydentury. W swoim artykule dziennikarz przytaczał także słowa jednego z byłych doradców Clintona, który miał stwierdzić, że „fakt bycia babcią można uznać wyłącznie za jej plus”.
CNN

Hillary Rodham Clinton na tę chwilę przygotowywała się przez całe swoje życie. (…) A jej biografia to znacznie więcej niż życiorys żony, matki czy dumnej babci małej Charlotte. Choć być może właśnie one staną się jej swoistą kartą przetargową i receptą na to jak zaskarbić sobie sympatię elektoratu klasy średniej.

(…) Dzisiaj Bill Clinton odpada. Reflektor należy do Hillary. Czytaj więcej

Nie dziwi zatem fakt, że to właśnie 67–letnia Hillary jest dziś uznawana przez wielu za jedynego polityka, który jest w stanie zapewnić Demokratom utrzymanie prezydenckiego fotela po zakończeniu drugiej kadencji przez Obamę. Zwłaszcza, że na froncie jak dotąd nie pojawił się nikt, kto w walce o nominację Demokratów mógłby Hillary zagrozić. Potencjalnie wśród jej rywali wymienia się jak dotąd jedynie byłego gubernatora stanu Rhode Island Lincolna Chafee, byłego gubernatora stanu Maryland Martina O'Malley, byłego senatora z Wirginii Jima Webb oraz wiceprezydenta Joe Bidena.

Powodów do radości pani Clinton mogą dostarczać także przedwyborcze sondaże.
SONDAŻE

Badanie „Wall Street Journal” i NBC News

86 proc. Amerykanów deklaruje, że może sobie wyobrazić, iż w prawyborach Partii Demokratycznej poprze Hillary Clinton. Odmiennego zdania jest tylko 13 proc. ankietowanych.

Badanie Pew Research

59 proc. demokratów zapowiada, że w prawyborach udzieli poparcia Hillary Clinton.

Hillary jak nowa?
O tym, że Hillary wyciągnęła wnioski z błędów popełnionych w poprzedniej kampanii można przekonać się już po obejrzeniu jej pierwszego spotu. Filmik opatrzony tytułem „Zaczynamy” umieszczono na oficjalnej stronie polityk tuż po tym jak potwierdziła swój start w walce o nominację Partii Demokratycznej. Przez dłuższy czas widać na nim tylko ludzi, zwykłych Amerykanów, którzy szykują się do jakiejś zmiany w swoim życiu, nowego wyzwania – nowa praca, nowe mieszkanie, narodziny dziecka, wyjazd na studia.
Sama Clinton pojawia się dopiero w ostatnich kilkudziesięciu sekundach materiału. I wprost zwraca się do amerykańskiej klasy średniej: – Amerykanie walczyli, by przezwyciężyć kryzys gospodarczy, ale wszystko nadal sprzyja tym "na górze". Amerykanie potrzebują zwycięzcy i ja chcę być tym zwycięzcą. A na koniec była pierwsza dama jeszcze bardziej precyzuje swój elektorat zaznaczając: – Kiedy rodzina jest silna, Ameryka jest silna.

Marketingowcy i dziennikarze już zdążyli spot pochwalić. Bo – w przeciwieństwie do tego, co zrobiła w 2008 r. – postawiła w nim na ludzi. Formuła materiału jasno daje wyborcom do zrozumienia, że to oni są tu najważniejsi. To duża zmiana w zestawieniu z kampanią sprzed siedmiu lat, w której Clinton to siebie samą stawiała na pierwszym planie.

Ideał jeszcze daleko
Sukces pani Clinton wróży też obecny prezydent Barack Obama, który na wieść o jej decyzji stwierdził: – Jestem przekonany, że będzie wspaniałym prezydentem.

Ale by osiągnąć sukces, Clinton musi poprawić jeszcze dwie kwestie. Po pierwsze musi popracować nad spontanicznością i otwartością, bo jak dotąd niezmiennie od lat w starciu z dziennikarzami zachowuje się po prostu sztywno, co zresztą media nieustannie jej wytykają. – Zamiast zimnej, wyrachowanej i uprzywilejowanej prymuski, jaką oglądaliśmy w 2008 roku, Hillary tym razem zamierza być ciepła, spontaniczna(...). Zamiast traktować media z wyższością lub je ignorować, jak w 2008 roku, teraz będzie się starała być dla nich miła – sarkastycznie na łamach "The New York Times" zaznacza Maureen Dowd.

Po drugie – musi być bardzo konkretna. Tymczasem pytanie o to co konkretnie nowego pani Clinton zamierza zaoferować Amerykanom jak na razie pozostaje otwarte. A szkoda, tym bardziej, że siedem lat temu to również Clinton uchodziła za jedną z faworytek w walce o prezydenturę. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku nie udało jej się nawet zyskać partyjnej nominacji.
Trwa ładowanie komentarzy...