
Paweł Kukiz to największe zaskoczenie kampanii prezydenckiej. Silne trzecie miejsce to ogromny kapitał na kampanię parlamentarną. Jeśli jesienią pospolitemu ruszeniu muzyka uda się choć zbliżyć do 9 proc., które teraz dają mu sondaże, będzie brakującym ogniwem w drodze PiS do władzy. Kaczyński już zaczął obsypywać Kukiza komplementami.
Jej objawieniem jest Paweł Kukiz, który według ostatniego sondażu Millward Brown dla TVN24 może liczyć na 9 proc. poparcia. – Jest autentyczny. Idzie do polityki nie po coś, ale idzie zmieniać Polskę – komplementował go w TOK FM Grzegorz Schetyna, który zna się z Kukizem od czasów PRL, kiedy razem organizowali strajki studenckie.
I to właśnie krajobraz po wyborach parlamentarnych jest tym, co zaprząta umysły polityków. Każdej opcji. Bo Prawo i Sprawiedliwość ma wyraźny cel: rządzić. Jarosław Kaczyński przegrał już tyle wyborów, że kolejna klęska oznaczałaby koniec jego kariery politycznej. Dlatego jest w stanie poświęcić wiele, by mieć większość. Jeszcze latem 2014 r. przyjął pod swoje skrzydła buntowników z Solidarnej Polski i PJN (którzy dzisiaj są członkami Polski Razem).
Dlatego politycy PiS starają się nie atakować Kukiza. Po występie u Wojewódzkiego i zachęcie ze strony showmana, by głosować na Kukiza, prawica rzuciła się w wir tego, co uwielbia robić: zaczęła tworzyć teorie spiskowe. Kukiza okrzyknięto koniem trojańskim PO, udawanego prawicowca, który ma odebrać głosy Andrzejowi Dudzie, a później w wyborach parlamentarnych także PiS-owi.
Kaczyński zmienił zdanie, ale prawicowe media nadal skaczą po Kukizie. Do uświadamiania medialnej armii Kaczyńskiego ruszył Jarosław Gowin. – Kukiz jest szczerym antysystemowcem i wierzy, że wprowadzi do Sejmu wystarczająco dużą grupę posłów, by wraz z obozem zjednoczonej prawicy odsunąć od władzy koalicję rządzącą – przekonuje. I dodaje, że już 11 maja zaczną się na prawicy rozmowy o współpracy w przyszłym parlamencie.
Nie wiadomo jeszcze, jak jego program zmieni się pod naciskiem ludzi, z którymi może budować listy do Sejmu. Jeszcze kilka dni temu wymieniał wśród nich m.in. szefa śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" Dominika Kolorza czy lidera rolniczego OPZZ Sławomira Izdebskiego. Teraz Kukiz zapewnia, że nie będzie tworzył partii z byłym działaczem Samoobrony ani z nikim innym. Ale to jeszcze nie oznacza, że nie będzie wspólnej listy.
Sam Korwin-Mikke może być jednak niestrawny dla Jarosława Kaczyńskiego. Kilka dni temu prezes PiS znowu ostro go zaatakował, nazywając go "elementem patologii, która podtrzymuje system" i porównując do Władimira Żyrinowskiego w Rosji. Po liderze partii KORWiN takie ataki spływają, a i Kaczyński pokazywał, że jest pragmatykiem. Prawie dekadę temu nazywał Andrzeja Leppera "warchołem", a jego współpracowników "ludźmi o marnej reputacji", by później zaprosić ich do rozmów koalicyjnych.
Można nawet dolary przeciwko orzechom postawić, że PiS wygra wybory, ale to nie znaczy, że będzie mieć władzę. Nawet jeśli wygra, to reszta partii, gdyby nie było Korwina i Kukiza, będzie tworzyć koalicję antypisowską. Interesem PiS jest dziś, żeby był ktoś, kto poszerzy zdolność koalicyjną. Czytaj więcej
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
