Niezwykła serdeczność, pyszne jedzenie, wspaniałe widoki. Gruzja - uczta dla ducha i ciała

Prawosławny mnich, klasztor Cminda Sameba. W tle góry Kaukazu.
Prawosławny mnich, klasztor Cminda Sameba. W tle góry Kaukazu. Fot. W. Kowalski / naTemat
Wyliczyć z pamięci wszystko to, co turystom ma do zaoferowania ten niewielki kaukaski kraj, byłoby trudne, jeśli nie niemożliwe. Gruzja, bo o niej mowa, to bowiem kraina szczęśliwości, swoista uciecha dla ducha i ciała. Każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Szczególnie Polacy. Bo nie ma chyba w Gruzji dorosłej osoby, która nie pamiętałaby wsparcia, jakim w 2008 roku polski prezydent Lech Kaczyński obdarzył naród gruziński. Tutejsi naprawdę żywiołowo reagują na każdy przejaw polskości, uśmiechają się, podkreślają, że przyjaźń polsko-gruzińska jest wieczna. Jesteśmy w tym kraju zawsze mile widziani.
Ale nie trzeba pochodzić z kraju nad Wisłą, aby doświadczyć szczególnej serdeczności tych, którzy mieszkają u stóp Kaukazu. Znana jest niezwykła gościnność Gruzinów - dla nich sprawą honoru jest sprawienie, aby cudzoziemcy czuli się jak u siebie w domu. A przy okazji spróbowali miejscowych specjałów. Naprawdę jest czego. Na słynnych sakiewkach wypełnionych mięsem w sosie własnym - chinkali, a także plackach nadziewanych białym serem - chaczapuri, się nie kończy. Nie trzeba kombinować - sam świeży gruziński chleb smakuje wybornie.
Ponoć obrazą dla tutejszych gospodarzy jest odmowa skorzystania z zaproszenia na domową ucztę, przygotowywaną z iście gruzińską fantazją. Trzeba spróbować każdej potrawy. Jest wielki stół, wielopokoleniowe rodziny, wszyscy wspólnie ucztują i wznoszą toasty. Nierzadko za nas, Polaków. Podobnie w restauracjach - jeśli przyznasz się, że jesteś z Polski, zagrają ci i zaśpiewają do posiłku. Będą krzyczeć "Gaumardżos!", czyli po naszemu "na zdrowie".
Ale Gruzja to nie tylko wspaniali ludzie - to też obcowanie z naturą. Zapierające dech w piersiach krajobrazy towarzyszą nam niemal na każdym kroku. Szczególnie pięknie jest na północy kraju, w paśmie Kaukazu. Opisywane już w mitach greckich góry - według przekazów do jednej z gór miał być przybity Prometeusz (stąd np. w Gruzji Jaskinia Prometeusza) - rzeczywiście robią wrażenie.
Na północy, u stóp lodowca na wysokości 1750 metrów n.p.m., życie toczy się dużo wolniej niż w stolicy kraju - Tbilisi. W oddalonym od granicy z Rosją o zaledwie kilkanaście kilometrów rejonie Stepancmindy (dawnym Kazbegi) jest wszystko. Między innymi kurort dla wszystkich, którzy kochają sporty zimowe. Swego czasu powstała tu doskonała baza hotelowa. W bezpośredniej bliskości znajduje się typowa gruzińska wieś - Gergeti.
W niej gospodarstwa, zwierzęta hodowlane i uśmiechający się ustawicznie oraz służący pomocą ludzie. Wielką frajdą dla turysty jest możliwość poznania realiów egzystencji gruzińskich górali.

Stepancminda nieprzypadkowo ma w swej nazwie imię pierwszego męczennika - św. Szczepana. W ogóle Gruzini to naród wielce religijny. Wcale to nie dziwi, skoro ich kraj zaliczany jest do jednej z kolebek europejskiego chrześcijaństwa. Naprawdę trudno nie zauważyć tam wielowiekowych monastyrów, wznoszonych zazwyczaj w trudno dostępnych miejscach. W ich murach człowiek choć na chwilę zapomina o trudach życia codziennego.
Jedną z głównych atrakcji w pobliżu Stepancmindy jest prawosławny klasztor Cminda Sameba, czyli "Święta Trójca". Położony na brzegu rzeki Terek, wokół - góry Kaukazu z jednym z największych szczytów - Kazbekiem. Sam monastyr także ma górującą pozycję - wznosi się niemal na wysokości 2200 metrów n.p.m. Jest ważnym punktem na trasie tzw. Gruzińskiej Drogi Wojennej, która prowadzi do rosyjskiej granicy.
Przy zalegającym śniegu kilkaset ostatnich metrów trzeba pokonać pieszo - w trudnych warunkach na samo miejsce nie dojeżdża transport kołowy. Droga do celu jest wyboista i bagnista - ale warto ją pokonać. Amatorzy górskich wędrówek mogą iść całą drogę o własnych siłach - trasę pokonają w 3-4 godziny. To, co ujrzą na miejscu, zapamiętają na długo.
Co chyba najistotniejsze, aby doświadczyć pięknych gruzińskich widoków, serdeczności mieszkańców, doskonałego jedzenia oraz wina, nie trzeba być bogaczem. Najtańsze loty do krainy szczęśliwości, jak bez wątpienia można nazwać Gruzję, oferuje WizzAir. Węgierski przewoźnik lata do Kutaisi na zachodzie kraju dwa razy w tygodniu. Wyloty z Katowic lub Warszawy (lotnisko im. Chopina). Gruzja jest naprawdę piękna. Polecamy!

Tekst powstał we współpracy z liniami lotniczymi Wizz Air

Trwa ładowanie komentarzy...