JOW-y najbardziej powszechne w Afryce. Na Zachodzie stosuje je tylko kilka państw

W Kanadzie już w 2012 roku domagano się reformy prawa wyborczego
W Kanadzie już w 2012 roku domagano się reformy prawa wyborczego Fot. Shutterstock
Debata, jaka przetacza się przez polską politykę w kwestii JOW-ów trochę przypomina tę, która toczy się za naszymi granicami. Tyle że w zupełnie odwrotnym kierunku. My chcemy wprowadzać, tam chcą rezygnować. Opinie, że JOW-y to przeżytek zaczynają pojawiać się nawet w afrykańskich państwach. W większości krajów to pozostałość jeszcze z czasów kolonialnych.

Gdyby na Wyspach istniał system proporcjonalny, Nigel Farage i jego partia UKiP, nie miałaby dziś jednego posła w brytyjskim parlamencie, ale ponad 80. W wyborach poparło go blisko 13 procent uprawionych do głosowania Brytyjczyków, czyli około 5 milionów ludzi.



Tymczasem na Szkocką Partię Narodową głosowało 1,5 miliona Brytyjczyków. Mało? Wystarczyło, by zdobyć 56 mandatów.
Można też porównać inaczej. Jak obrazowo przedstawił to ”The Guardian”, na jednego posła UKiP swój głos oddało ponad trzy miliony ludzi. Na jednego szkockiego posła – 26 tysięcy. „System jednomandatowych okręgów wyborczych został uznany za pęknięty i niedostosowany do epoki polityki wielopartyjnej” – podsumowała gazeta. I cytując eksperta dodała: ”Te wybory to gwóźdź do trumny naszego systemu wyborczego”.

Na świecie rezygnują
Od kilku dni brytyjskie media mają doskonałą pożywkę w postaci JOW-ów. Ale, jak się okazuje, nie tylko one. Brytyjskie wybory dolały tylko oliwy do ognia również tam, gdzie jednomandatowe okręgi istnieją, ale poparcie dla nich maleje. Nieefektywne, staroświeckie, niesprawiedliwe – to tylko niektóre określenia.

”Lekcja z Wielkiej Brytanii – dlaczego Kanada potrzebuje proporocjonalnej reprezentacji” – to tytuł w „Vancouver Observer”. Dziennikarz Warren Bell pisze, że dziwny wynik wyborów w Wielkiej Brytanii pokazuje tylko słabość oldskulowego systemu, który ”w coraz większym stopniu porzucany jest przez demokracje na całym świecie”.

Madagaskar i Botswana
Kanada to jeden z nielicznych krajów zachodniej demokracji, w którym system wyborczy oparty jest właśnie na jednomandatowych okręgach wyborczych. Jakie są pozostałe?

Będziemy opierać się na danych międzynarodowego instytutu, który zajmuje się szerzeniem demokracji na świecie – International Institute for Democracy and Electoral Assistance (IDEA).

Według nich, na całym świecie jest dziś 45 państw, w których stosowane są JOW-y. Na Zachodzie takich państw jest zaledwie kilka. To Wielka Brytania (oraz jej terytoria zamorskie np. Brytyjskie Wyspy Dziewicze, a także Wyspa Man) , Stany Zjednoczone i Kanada (te kraje, w których system jest mieszany, np. Włochy czy Japonia nie są uwzględnione).
Na liście są też Indie a także m.in. Azerbejdżan, Wyspy Bahama, Jemen, Bangladesz, Birma i cały szereg państw afrykańskich, które odziedziczyły podobne systemy jeszcze z czasów kolonialnych m.in. Botswana, Nigeria, Kenia, Zimbabwe, Swaziland i Madagaskar.

Malawi podsumowuje prezydenta
Trudno stwierdzić jednoznacznie, czy wszędzie taki system cieszy się dużym poparciem. Różnice polityczno-kulturowe są ogromne i nie sposób na ich podstawie ocenić wprost, czy system się sprawdza czy nie. Na pewno jednak coraz wyraźniej widać ruch, który przeciwko nim występuje. Choćby w Afryce, gdzie padają słowa o coraz większej wyborczej niesprawiedliwości.

Już w ubiegłym roku malawijskie gazety nie szczędziły krytyki JOW-om. ”Ten system nie służy krajowi. Ci co przegrali, stają się zwycięzcami” – pisał malawijski portal bnltimes podając, jako przykład, wybory prezydenckie, w których zwyciężali ci, którzy uzyskali mniej niż 50 procent głosów.

Przykład – co prawda nam odległy, bo dotyczący wyborów prezydenckich, ale pokazuje zjawisko – obecny prezydent Peter Mutharika. Zdobył zaledwie 36 procent głosów, ale wygrał na zasadzie ”zwycięzca bierze wszystko”. ”I choć 64 procent społeczeństwa odrzuciło go, został prezydentem tylko i wyłącznie z powodu systemu wyborczego opartego na jednomandatowych okręgów wyborczych” — pisał bntimes.

Malawijski dziennikarz Ndumanene Devlin Silungwe pisał zaś w innej gazecie: ”W moim osobistym odczuciu system wyborczy, w którym zwycięzca bierze wszystko to tykająca bomba. Zasada jednomandatowych okręgów powinna być uchylona”.

W Nowej Zelandii zrezygnowali
Z kolei w Nigerii, dawnej brytyjskiej kolonii, przeciwko jednomandatowym okręgom wypowiada się sam wiceprezydent elekt, profesor prawa Yemi Osinbajo. – Być może jest to jedno z fundamentalnych pytań, czy nasz kraj potrzebuje takiego systemu wyborczego, w którym zwycięzca bierze wszystko. Powinniśmy zastanowić się nad systemem proporcjonalnym – mówił kilka tygodni temu.

Silnie działające lobby widać już m.in. w Kanadzie. Organizacja Fair Vote Canada coraz głośniej wzywa do tego, by najbliższe wybory parlamentarne były ”ostatnimi niesprawiedliwymi wyborami w tym kraju”, a media pokazują, jak rezygnacja z JOW-ów dobrze wpłynęła np. na wyborców w Nowej Zelandii.
”Odkąd Nowa Zelandia wprowadziła proporcjonalne głosowanie frekwencja wyborcza skoczyła o 20 procent” – przekonuje „Vancouver Observer” ostrzegając, że w Kanadzie już dochodziło już do podobnych sytuacji, jak w Wielkiej Brytanii, a może być jeszcze gorzej. ”Będzie tak, jeśli pozwolimy, by politycy dalej byli wybierani w wyniku tego staroświeckiego i nieefektywnego systemu wyborczego” – ostrzega Warren Bell.

Napisz do autorki: katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...