Rząd wreszcie bierze się za alimenciarzy, którzy nie płacą. "To kosmetyka i wyborcza zmyłka"

Polska to kraj o jednej z najniższych ściągalności alimentów na świecie – milion polskich dzieci nie dostaje należnych im pieniędzy, kolejne dwa miliony dostają je nieregularnie.
Polska to kraj o jednej z najniższych ściągalności alimentów na świecie – milion polskich dzieci nie dostaje należnych im pieniędzy, kolejne dwa miliony dostają je nieregularnie. Fot. demotywatory.pl
Począwszy od 1 lipca dane dłużników alimentacyjnych będą przekazywane do wszystkich biur informacji gospodarczej, czyli tzw. BIG-ów. Zmiany mają skutecznie utrudnić życie osobom nie łożącym na utrzymanie własnych dzieci. „To kosmetyka, która niewiele zmieni” – mówią matki ze stowarzyszenia Dla Naszych Dzieci od miesięcy walczące o zmianę prawa.

Dane są alarmujące
– W Polsce żyje milion dzieci, które nie dostają zasądzonych im alimentów – alarmuje Instytut Spraw Publicznych. – Kolejne dwa miliony należne im pieniądze otrzymują nieregularnie. Wszystko dlatego, że kiepsko działa u nas mechanizm egzekucyjny – sądy wydają wyroki i orzekają o wysokości comiesięcznego obowiązku alimentacyjnego, ale żadna z instytucji nie czuwa później nad tym, by zobowiązany rzeczywiście na konto dziecka określoną kwotę przekazywał.



Ratunkiem dla osób nie mogących wyegzekwować alimentów od byłych mężów czy żon miał być w założeniu Fundusz Alimentacyjny. Ten jednak ratuje tylko te rodziny, w których dochód na osobę nie przekracza 725 zł. Progu nie rewaloryzowano od blisko dekady, mimo znacznego wzrostu płacy minimalnej. Na pieniądze z Funduszu może więc dziś liczyć jedynie niewielka grupa spośród wszystkich uprawnionych. I tak w 2013 roku FA wypłacił świadczenia zaledwie 339 tys. osobom. Przy czym średnia miesięczna wysokość świadczeń sięgnęła 324 złotych, rzadko który z rodziców otrzymał maksymalną kwotę – 500 zł.

Socjolożka, badaczka ruchów społecznych i feministka dr Elżbieta Korolczuk, w rozmowie z naTemat zwraca uwagę na to, że polskie prawo przewiduje szereg skutecznych narzędzi stworzonych właśnie po to, by egzekucję sądowych wyroków ułatwić. Większość nie jest jednak stosowana. Nie płacenie alimentów nie spotyka się też z żadną konkretną formą społecznego potępienia, co tylko zachęca „alimenciarzy” do wykorzystywania licznych luk w systemie. O sprawie szczegółowo pisaliśmy kilka tygodni temu, w ramach akcji „Alimenty – twój czas honoru”.

Statystyki


W 2013 roku gminy w całym kraju prowadziły postępowanie wobec 243,2 tys. dłużników alimentacyjnych. Zaś skuteczność tych działań sięgnęła... 7,90 proc.

W 2014 roku do kancelarii komorniczych wpłynęło 59,3 tys. wniosków o egzekucję alimentów. Poziom jej skuteczności, mierzony stosunkiem liczby spraw załatwionych przez wyegzekwowanie świadczenia do łącznej liczby spraw załatwionych w danym okresie w 2014 r., wyniósł 19,43 proc.

Rządowy pomysł lekiem na całe zło?
Sytuację ma poprawić ostatni pomysł rządu – od 1 lipca dane dłużników alimentacyjnych trafią do wszystkich BIG–ów. W Polsce działają cztery takie instytucje: BIG InfoMonitor, Krajowy Rejestr Długów BIG, Rejestr Dłużników ERIF BIG i Krajowe Biuro Informacji Gospodarczej (KBIG).

– Do tej pory było tak, że samorządy informację o tym, kto alimentów nie płaci, musiały przekazać tylko jednemu z BIG–ów – wyjaśnia Halina Kochalska, rzecznik prasowy BIG InfoMonitor. – Teraz, niejako w odpowiedzi na niską ściągalność alimentów w Polsce, zdecydowano, że takie informacje będą trafiały do wszystkich biur informacji gospodarczej. Ponieważ nie wszystkie instytucje korzystają z list wszystkich czterech BIG-ów, zgłoszenie dłużnika do każdego z nich spowoduje, że dłużnikowi trudniej będzie uniknąć sankcji.

Ściągalność alimentów w Polsce i na świecie


Ściągalność alimentów we Francji w ok. 75 proc. przypadków kończy się sukcesem. Jeszcze lepsze statystyki mają kraje Skandynawii czy USA. W Polsce to – wedle różnych źródeł – kilka do maksymalnie kilkunastu procent. 

Takie zmiany mają być rządowym batem na alimenciarzy, bo w większym stopniu utrudnią im dostęp do kredytów, telefonów komórkowych w ofercie na abonament, zakupów ratalnych czy... prowadzenie biznesu. I to właśnie ten ostatni argument ma okazać się kluczem do sukcesu. Jak wyjaśnia rzeczniczka, dlatego, że większość firm działających, czy to wyłącznie na krajowym czy także międzynarodowym rynku, wzajemnie sobie nie ufa. To z kolei skutkuje częstym i wzajemnym sprawdzaniem kontrahentów właśnie za pomocą informacji BIG–ów. Jak się okazuje, miano dłużnika alimentacyjnego, też biznesom może zaszkodzić.

– Mieliśmy kiedyś przypadek, w którym dług alimentacyjny sięgał miliona złotych – mówi Kochalska. – Gdy informacje o tym trafiły do InfoMonitora, okazało się, że utrudniają dłużnikowi prowadzenie działalności gospodarczej, bo zmniejszają zaufanie współpracowników do należących do niego firm. Pan ten spłacił potem całą należność w ciągu niecałych dwóch miesięcy. Mamy tu zatem do czynienia z sytuacją, w której dłużnika do spłacenia alimentów skłania nie tylko brak dostępu do zakupów ratalnych, bo jego sytuacja materialna jest dobra, co właśnie problemy w prowadzeniu biznesu.

Polki nie wiedzą, że BIG-i pomagają
Co do zasady, gminy zgłaszają rodziców do BIG tylko w sytuacji, gdy wypłacają na dzieci świadczenia z funduszu alimentacyjnego. Tymczasem każdy z rodziców, który ma wyrok sądowy orzekający o uprawnieniu do otrzymywaniu alimentów, a ich nie otrzymuje, może wprowadzić do bazy BIG informację o tym, kto nie płaci alimentów.

Do tej pory z tej możliwości korzystało niewielu. Z danych InfoMonitora wynika, że na ponad 160 tys. zgłoszeń o niewywiązywaniu się z obowiązku alimentacyjnego, jedynie 39 wpłynęło od osób prywatnych, resztę zamieściły gminy, które m.in. w ten sposób próbowały odzyskać pieniądze wypłacane z funduszu alimentacyjnego.

Niewiedza to jednak tylko jedna z przyczyn braku działania rodziców. Drugą wydaje się brak wiary w skuteczność BIG–ów. – Tu wiele zależy od czynnika ludzkiego, od dobrej woli osób do płacenia alimentów zobowiązanych a tym polski system alimentacyjny nadal pozostawia wiele możliwości – komentuje Iwona Janeczek ze stowarzyszenia "Dla Naszych Dzieci". – Realną zmianą, korzystną dla dzieci alimenciarzy byłoby zniesienie progu uprawniającego do świadczeń z Funduszu Alimentacyjnego lub chociaż zmiana jego wysokości na korzyść rodziców o zaległe alimenty walczących. Nam dałoby to dostęp do środków na utrzymanie dzieci a państwo zmobilizowałoby do ścigania dłużników.
– Na pewno jest to dobry pierwszy krok, jednak bardzo dużym problemem jest chowanie się dłużników alimentacyjnych w szarej strefie, umawianie się z pracodawcą, że zatrudni ich na czarno od momentu, kiedy mają zasądzone alimenty – komentuje z kolei na łamach internetowego serwisu „Gazety Wyborczej” Agata Chełstowska z Obserwatorium Równości Płci ISP.

Konieczność likwidacji progu uprawniającego do świadczeń z FA w rozmowie z naTemat podkreślała także pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania prof. Małgorzata Fuszara. Dziś jednak nie udało nam się z nią skontaktować.

napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...