Nie nowe drogi, chodniki i place zabaw, tylko... uliczne ładowarki do telefonów. Tego Polacy potrzebują dziś najbardziej

Smartfony – ilu ludzi nie potrafi już bez nich żyć?
Smartfony – ilu ludzi nie potrafi już bez nich żyć? Fot. Shutterstock
Ładowarki do smartfonów, to największe zapotrzebowanie mieszkańców dużych miast. Większość, w ramach tzw. budżetu obywatelskiego, domaga się od lokalnych władz zainstalowania na ulicach ładowarek do telefonów. Podłączanych do prądu, zasilanych energią słoneczną, a nawet napędzanych siłą ludzkich mięśni. Chce ich zresztą wielu radnych. Przyda się? Bez wątpienia. Ale to również kolejny dowód na to, jak bardzo nie potrafimy się już obejść bez telefonu...

Kto choć raz nie znalazł się w takiej sytuacji? Jesteśmy w centrum, czekamy na ważny telefon, a tu trach! Bateria siada. Niby rano była naładowana, w końcu ładowała się całą noc. Niby tego pilnujemy, często nosimy ze sobą ładowarkę. Tylko co z tego, skoro nie można jej nigdzie podłączyć? Człowiek wpada w popłoch. Bez telefonu jak bez ręki. Dzień nie układa się już tak, jak powinien. Wszystko idzie nie tak, jak trzeba.

Kto wtedy myśli o dziurawym chodniku? O tym, że w okolicy nie ma placu zabaw, woda zbiera się w piwnicy, trzeba odnowić elewację, nie ma parkingów? A jeszcze 5 lat temu, np. w Sopocie, proponowano takie obywatelskie inicjatywy. Ważna była promocja dojeżdżania rowerem do szkoły/pracy, dotacja na prowadzenie schroniska dla bezdomnych zwierząt albo wymiana pieców węglowych na pompy ciepła czy choćby modernizacja i rozbudowa placów zabaw. A teraz?

Miasto będzie nowoczesne
– Każdemu z nas, kiedyś, telefon rozładował się w najmniej oczekiwanym momencie. Pamiętacie wtedy swoją irytację? – pyta na Facebooku lubelski radny z PO Michał Krawczyk. Jego propozycja jest ostatnio w Lublinie dość głośno omawiana. I dyskutowana w lokalnych mediach. Tym bardziej, że radny argumentuje, iż ładowarki nie tylko ułatwią życie mieszkańcom, ale też wpłyną na obraz całego miasta. Dzięki nim turyści będą patrzeć na Lublin jak na miasto nowoczesne.
Michał Krawczyk, radny

A gdyby w Lublinie na przystankach autobusowych były ładowarki do telefonów na USB? A gdyby na głównych placach i w parkach ustawić ładowarki zasilane baterią słoneczną? Można w każdej chwili podejść, chwilę odsapnąć, podładować i pójść dalej. Testowano to już w kilku polskich miastach. Złożyłem w tej sprawie interpelację do prezydenta proponując takie rozwiązania w Lublinie. Co o tym myślicie? Czytaj więcej

Mieszkańcy myślą dobrze. Podobnie, jak prezydent, który już – cytowany przez lubelską ”Gazetę Wyborczą” – deklaruje, że pomysł bardzo fajny i bardzo potrzebny. – Oczywiście jestem za – powiedział Krzysztof Żuk.
Ale Lublin to jedno. Takich ładowarek chcą też w Krakowie, Łodzi, Szczecinie, Rzeszowie, Koszalinie... Spójrzmy wokół siebie w autobusie, tramwaju, na przystanku. Gwarancja, że wypatrzymy około dziesięciu osób wpatrzonych w smartfona, niemal 100-procentowa. Kiedyś ludzie czytali gazety. Dziś, dla zabicia czasu, grają na telefonach. A to w końcu baterię ”zżera”.


Koszt? Setki tysiące złotych
Stąd akcja zbierania podpisów pod propozycje do budżetu obywatelskiego. W wielu z nich ładowarki są niemal priorytetowe. ”Informacja „Słaba bateria” może nas dopaść w najmniej odpowiednim momencie. Potem musimy prosić znajomych o możliwość wysłania SMS-a, który nie może poczekać” – zachęcają mieszkańców Krakowa pomysłodawcy petycji. Jeśli samorząd ją przyjmie, w Krakowie powstanie kilkanaście punktów, w których będzie można doładować telefon.
Pomysłodawca petycji, Łukasz Listwoń

Głównym celem jest pójście z duchem czasu i wzorem innych miast, w których tego typu rozwiązania są na porządku dziennym. Realizacja tego projektu wpłynie korzystnie na życie mieszkańców, którzy regularnie korzystają ze środków komunikacji miejskiej i urządzeń mobilnych podczas podróży. Czytaj więcej

Nowoczesne tramwaje, pedałowanie na rowerku
Pomysły najczęściej dotyczą montażu gniazdek USB na przystankach. Takie ładowarki pojawiły się m.in. na kilkunastu wiatach w Krakowie oraz we Wrocławiu.
MPK, Wrocław

Bateria w Twoim telefonie za chwile się rozładuje, a myśl o tym, że możesz zostać bez kontaktu ze światem powoduje, że wpadasz w panikę?  Nic prostszego, wsiądź do wrocławskiego MPK i podłącz telefon do ładowarki zainstalowanej w solarisach. Musisz tylko pamiętać, by przed wyjściem z domu do plecaka czy torebki wrzucić kabel z końcówką do gniazda USB. Czytaj więcej

Również Kraków zaprezentował właśnie najnowocześniejszy tramwaj w Polsce – wyposażony w tradycyjne gniazdka elektryczne oraz porty USB.
Nowy pomysł mieszkańców Krakowa to również tzw. ekologiczne ładowarki uliczne – urządzenia służące do ładowania telefonów komórkowych na otwartej przestrzeni, dzięki akumulatorom zasilanym z energii słonecznej. Przy urządzeniu zainstalowany jest rowerek. ”Gdy zasoby energii z panelu słonecznego zostaną wyczerpane, baterię telefonu komórkowego będzie można naładować pedałując na "rowerku" – czytamy w instrukcji zamieszczonej na Facebooku.
Również w Koszalinie zachwalają tzw. streetcharge – ładowarkę solarną w postaci słupa, która w ciągu godziny jest w stanie naładować kilkadziesiąt urządzeń. Pomysłodawcy argumentują, że zainstalowano je już w 18 miastach na całym świecie, m.in. w Nowym Jorku, a także w Australii czy na Bliskim Wschodzie.
”Dzięki realizacji tej inwestycji chcemy, aby Koszalin stał się nowoczesnym, a zarazem ekologicznym Miastem”. Koszt instalacji to 250 tys. zł. ”Czy warto wydać na taki "gadżet" aż ćwierć miliona złotych?  Zapraszamy do dyskusji” – piszą pomysłodawcy.

Absurd i paranoja
Tu trzeba oddać honor tym, którzy podobne pomysły uważają za absurd. Z powodów albo ekonomicznych, albo czysto społecznych. Bo, na Boga, po co płacić za instalację ładowarek, gdy tramwaj rozklekotany, biletów nie ma gdzie kupić? Zwolenników ładowarek jest tylu, co przeciwników. Ci pierwsi mają jednak chęć działania. Ci drudzy – głównie komentują. Pytają o koszta i najczęściej stukają się w głowę.

•deb***izm - może pora zauważyć że jest problem ale z zakupem biletów, tutaj ludzie potrzebują pomocy - nie internet, nie ładowarki.
• Co za idiotyzm!!! Nie ma większych potrzeb w komunikacji miejskiej? Jednopalczaści niech telefony ładuja w domu.
• Komuś chyba wiosenne słoneczko zaszkodziło. Proponuję aby szanowni radni zamiast gadać o pierdołach za pieniądze mieszkańców, wzięli wiaderka szczotki i odpowiednie płyny a następnie udali się do zajezdni umyli wnętrza pojazdów a w szczególności siedzenia, bo można się do nich przykleić takie są brudne. Czytaj więcej

Ale nie chodzi tylko o finanse. Jedni obawiają się o utratę swoich danych, inni o to, że ładowarki wkrótce i tak zostaną zdemolowane. Wreszcie inni – że popadamy w telefoniczną i smartfonową paranoję.

Tu ukłon w stronę studentów z Wrocławia, którzy zupełnie niedawno prowadzili akcję w komunikacji miejskiej, która miała zachęcać do schowania smartfonów i wykonania zwyczajnego uśmiechu do sąsiada. W autobusach i na przystankach przyklejali wlepki. ”Zarzuć komplementem, przecież to nic nie kosztuje” – zachęcali do kontaktu ze współpasażerami. Na przykład ”Pochwal fryzurę sąsiada obok”. Albo: ”Uśmiechnij się do pasażera za tobą, on tylko na to czeka”. Genialna akcja – ocenili krótko internauci. A kto wie? Może również wspólne ładowanie telefonu nagle okaże się dobrą okazją do wymiany choć kilku słów z towarzyszem niedoli?

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...