
– W sierpniu 1980 roku byliście szczeniakami i staliście na czele światowej rebelii. Robiliście rewolucję, mając 26-27 lat... – mówi Zbigniew Hołdys w rozmowie z Władysławem Frasyniukiem, którą publikuje najnowszy "Newsweek". Z której wyłania się dość silne podobieństwo dzisiejszego zrywu młodych przeciw władzy do tego, który przed laty doprowadził do obalenia komunizmu.
REKLAMA
Jednym z głównych podobieństw, o których dyskutują Zbigniew Hołdys i Władysław Frasyniuk, okazuje się być brak świadomości rządzących na temat tego, co czuje społeczeństwo. – Jemu się chyba wydawało, że JOW-y oznaczają poważną debatę na temat jednomandatowych okręgów wyborczych, podczas gdy one zostały odczytane przez ludzi: „Jebać Obecną Władzę” – i to zarówno PiS, jak i PO. I zamiast być naturalnym przywódcą i odwołać się do wartości uniwersalnych, które budują klasę średnią, budują polską inteligencję, dać im poczucie, że jest jakaś konkretna propozycja na najbliższe pięć lat, on powiedział: gotowy jestem zmienić konstytucję, byle utrzymać własny stołek – komentuje Frasyniuk przegraną kampanię prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Legendarny opozycjonista z czasów PRL ocenia, iż na polskiej scenie politycznej zabrakło wiarygodności i odpowiedzialności za słowo, a co za tym idzie, prawdziwych przywódców. – Przywódca to jest ktoś, kto się nie podlizuje, kto potrafi pójść pod prąd – stwierdza rozmówca Hołdysa. Zdaniem Frasyniuka, właśnie to doprowadziło do wzrostu popularności Pawła Kukiza. Któremu jednak też nie wróży wielkiej przyszłości.
Kukiz porwał ludzi energią, ale też wiarą, że jest szczerze i autentycznie zdenerwowany – a to, że nie ma nic do zaproponowania, jest kompletnie bez znaczenia. Swoją drogą obawiam się, że to go przerosło, że skończy tragicznie – może nawet jak Lepper.
Pawłowi Kukizowi zarzuca on także, że i ten polityk buduje wizerunek swojego ruchu na czczeniu wielkich klęsk z historii Polski, a nie sukcesów. – Jak patrzę na „młodego”, 50-letniego Kukiza, który występuje w koszulce Narodowych Sił Zbrojnych, to sobie myślę, że ten facet nie zna własnej historii, powołując się na tych, którzy przegrali. Niezależnie od oceny – przegrali – mówi.
I podkreśla, że Polacy z niezrozumiałym uporem kładą nacisk na kult klęsk takich, jak powstanie warszawskie, a niechętnie powołują się na pamięć o wielkim sukcesie, jakim było powstanie przeciw reżimowi komunistycznemu i w zasadzie całej sytuacji geopolitycznej panującej na świecie pod koniec lat 80-tych.– 13 grudnia po prostu nie jestem w stanie włączyć telewizora. Cały czas oglądam jakieś durne grupy rekonstrukcyjne, które pokazują, jak ZOMO mnie napierdala! Ludzie – to myśmy napierdolili to ZOMO! No, wygraliśmy! – grzmi Frasyniuk.
Dlatego też rozmówca "Newsweeka" obranie zupełnie innej drogi radzi drugiemu z liderów oburzonych status quo Polaków. – Ważne, żeby taki Ryszard Petru pamiętał, że ci młodzi w Polsce zrobili jedyne powstanie narodowe, które zakończyło się sukcesem – ocenia.
