
Idea wyjścia ze sztuką w miasto jest bardzo zacna. Tym bardziej jeśli ma ona nieść za sobą pouczający i poruszający przekaz. Co jeśli jednak nie trafia w sedno i w absurdalnym świetle przedstawia ważne społecznie kwestie? Galeria Rusz zestawiła ze sobą słowa: faszyzm, fanatyzm i uwaga, uwaga - feminizm. Jeśli miało to szokować, to udało się, bo oburzonych głosów jest wiele.
Skąd ten pomysł? Pytanie o motywacje Grupy Rusz do stworzenia takiego plakatu wydaje się być kluczowe. Autorzy na swojej stronie internetowej dokładnie ją wyjaśniają:
Galeria Rusz
Szkoda tylko, że takie przedstawienie tematu utrwala i tak zakorzenione w nas stereotypy o złych feministkach, które są fanatyczkami jedynej słusznej idei i niczym faszyści uciekają się do krwawej walki o nią. Jeśli wykorzystamy billboard, który jest jednak środkiem dość masowego przekazu, do propagowania błędnych skojarzeń, nie dziwmy się, że wspomniane przez autorów słowa: "rozwój, równowaga i rozwaga” odchodzą w zapomnienie.
Słuszne oburzenie? Jeden z głośnych komentarzy w tej sprawie pojawił się na łamach Codziennika Feministycznego:
Grzegorz Stompor
Codziennik Feministyczny
Podobnie zareagowało wielu użytkowników Facebook’a. Pojawiły się opinie, że jest to wstyd i niewiedza autorów prac. Oczywiście przeczytamy też pochwały i nazywanie współczesnego feminizmu „feminazizmem”. Była to jednak zdecydowana mniejszość komentarzy.
Użytkowniczka facebook'a
Profil Codziennika Feministycznego
Plakaty Galerii Rusz pojawiły się w Warszawie i w Toruniu, można było oglądać je do końca lipca. Nie wszyscy jednak dali radę przejść obok billboardów bez żadnej reakcji. Odpowiedź pojawiła się bardzo szybko. Feminizm zamieniono na „Fronda”. Słusznie czy nie, odbiorcy sztuki postanowili w niej aktywnie uczestniczyć.
Pytanie tylko czy było to uczestnictwo. Twórca billboardu widzi to zupełnie inaczej.
Rafał Góralski
Galeria Rusz
Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl
