Jarosław "Masa" Sokołowski o interesach mafii z biskupami: "Sprzedawaliśmy im kradzione samochody"

Z relacji byłego gangstera wynika, iż biskupi zaopatrywali się w kradzione auta od przedstawicieli tzw. mafii.
Z relacji byłego gangstera wynika, iż biskupi zaopatrywali się w kradzione auta od przedstawicieli tzw. mafii. Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
– Każdy chodził do kościoła. Każdy był wychowywany w duchu katolicyzmu. Tak, jak ja – mówi w najnowszym wywiadzie dla "Faktu" Jarosław "Masa" Sokołowski, jeden z dawnych przywódców tzw. mafii pruszkowskiej. Na analizie religijności swojego dawnego środowiska jednak nie poprzestaje i ujawnia, jaką rolę duchowieństwo ogrywało w biznesach gangsterów.

– Obłuda, cynizm tych ludzi powodują, że ja nienawidzę księży i nigdy w życiu nie puściłbym dziecka do kościoła – stwierdza Sokołowski. I przekonuje, że opinia ta jest niebezpodstawna, bo wyrobiona na podstawie tego, jak wielu duchownych współpracowało z polskimi gangsterami. – Wielokrotnie i wielu. I to w randze biskupa – mówi "Masa".



– Robiliśmy biznesy. Sprzedawaliśmy im na przykład kradzione samochody. O których wiedzieli, że są kradzione – ujawnia Sokołowski. Jak tłumaczy, w latach 90-tych, gdy zorganizowana przestępczość przeżywała nad Wisłą swój renesans, wpływowi hierarchowie woleli zaopatrywać się w nowe samochody nie na Zachodzie, a u rodzimych dostawców. Zgodnie jednak z założeniem, że po co przepłacać za mercedesa 200 tys. dol., gdy byli ludzie sprzedający takie pojazdy za jedyne 10 tys.

Ostatnia aktywność medialna "Masy" to kolejna odsłona sukcesywnie ujawnianych przez niego kulisów funkcjonowania zorganizowanej przestępczości w Polsce w początkowym okresie III RP. Przypomnijmy, iż wcześniej Jarosław Sokołowski obrazował, jaką rolę miały w tzw. mafii kobiety, a następnie przedstawiał fakty ze współpracy polskich dilerów narkotykowych z najbardziej wpływowymi kolumbijskimi kartelami.

Źródło: "Fakt"
Trwa ładowanie komentarzy...