Na kasztanach można zarobić. ”Rekordziści przynoszą po 200-300 kg. W ubiegłym roku wypłaciliśmy 70 tys. zł”

50 gr za kilogram – oto średnia cena
50 gr za kilogram – oto średnia cena Fot. Shutterstock
Sezon w pełni, drzewa uginają się pod ciężarem. Kasztanów w bród, nic tylko zbierać. Punktów skupu w Polsce przybywa, bo – jak się okazuje – zainteresowanie rośnie z każdym rokiem. Cena może nie powala na kolana, ale grosz do grosza.... I jaki relaks! A żołędzie? Za nie płacą jeszcze więcej. Czy na tym biznesie w ogóle można zarobić?

50 groszy – to średnia cena za kilogram kasztanów dla przeciętnego Kowalskiego. Ale – w zależności od rejonu Polski, jakości kasztana i jego ilości na drzewach – może się wahać od 40 do nawet 75 groszy. – W ubiegłym tygodniu kolega mojej córki z drugiej klasy przywiózł z tatą 194 kg i powiedział, że jeszcze wróci. To doskonały sposób na spędzenie z dzieckiem czasu na świeżym powietrzu. I motywacja dla dzieci, by samemu zarobić jakieś pieniądze, może potem do czegoś dołożyć – mówi Anna Middelveld, która razem z mężem, Holendrem, od blisko 10 lat skupuje kasztany pod Gorzowem Wielkopolskim.



Zebrali prawie 10 ton
Anna Middelveld współpracuje ze szkołami, przedszkolami i innymi placówkami w kilku województwach, jeździ z mężem setki kilometrów po Polsce, by odebrać od nich worki z kasztanami, przyjmuje klientów indywidualnych. – Wydaje mi się, że ten rok będzie lepszy. W ubiegłym roku mąż przelał na konta szkół i innych placówek 70 tys. zł. Szkoła rekordzistka zebrała 9,6 tony – mówi.
Teoretycznie sezon trwa do końca października, ale oczywiście trudno przewidzieć, kiedy tak naprawdę się skończy. Wystarczy większy mróz i po kasztanach. Jak z grzybami. Dziś są, jutro nie ma. A te zebrane muszą być suche, pozbawione pleśni. Nie wolno ich trzymać w torbach foliowych, ani w cieple. Na ogół trafiają potem do koncernów farmaceutycznych. Na przykład jako składnik maści na żylaki, a także innych leków i kosmetyków.
Kolejka do skupu już od rana
Spójrzmy na Chełm. Jak pisze ”Dziennik Wschodni” tu wręcz zapanowała istna gorączka, a przed popularnym punktem skupu u pani Stanisławy Sowy kolejka ustawia się już od samego rana.

Rekordziści w ciągu dnia przynoszą nawet po 200 kg. W ich przypadku dniówka sięga 100 zł. W tym sezonie Stanisława Sowa wyekspediowała już ze swojego punktu 3,2 tony kasztanów. W magazynie ma jeszcze 7,7 t i wciąż przyjmuje kolejne partie. – Kasztany zbierają bezrobotni, emeryci i renciści, dzieci, ale też osoby na pierwszy rzut oka dobrze sytuowane – mówi pani Stanisława. Płaci dostawcom po 50 groszy za kilogram kasztanów. Cieszy się, że w tym roku obrodziły. W poprzednich sezonach kasztany były drobne i było ich mało. Czytaj więcej

Anna Middelveld mówi, że przeciętni klienci przynoszą do niej po 200-300 kg. Przyjeżdżają też inne skupy, które chcą kasztany przekazać dalej, bo same nie mają ani możliwości wysuszenia, ale wstawienia półproduktów dalej. Głównie do koncernów farmaceutycznych. Takich skupów w ostatnim czasie jest bardzo dużo. Dzwonią nawet z województwa lubelskiego czy mazowieckiego, nawet z Ukrainy.

– Idziemy pełną parą. Pracowaliśmy przez weekend, żeby przerabiać. Kasztany nie mogą długo leżeć. A jeszcze musimy je odebrać ze szkół – mówi. Właśnie wraz z mężem szykuje się do wyjazdu do województwa śląskiego i opolskiego. – Jest kilka placówek, które zgłosiły, że mają po kilka ton kasztanów. Trzeba je odebrać – mówi Anna Middelveld.
A konkurencja nie śpi. W internecie mnóstwo jest ogłoszeń, że skupują kasztany. Z ”Dziennika Wschodniego”:
Bogusław Domański, szef firmy  Krautex z Kol. Łopiennik Dolny

Kasztany suszymy, po czym mielimy bądź kroimy. Tak przygotowany surowiec sprzedajemy zakładom, które przerabiają go na ekstrakt stosowany np. przy produkcji leków lub kosmetyków. Poza Polską odbiorców mamy w krajach Unii i USA. Czytaj więcej

Czy można na tym biznesie zarobić?
– Indywidualny klient dostaje od nas 35-50 gr. W tym roku cena nie jest wyższa. My przekazując dalej, do suszenia, otrzymujemy 50-70 gr. – przyznaje Joanna Liberadzka, której rodzina prowadzi skup w Drawsku Pomorskim. Ale, jak każdy biznes, nie jest tak różowo. – Skupuję kasztany, ale potem się martwię, jaka firma mi je przyjmie. Dajmy na to, na przykład w tym roku nie potrzebują kasztana, a w przyszłym roku będzie na niego szał. A wtedy może go zwyczajnie nie być. I być może cena za kg skoczy do 1,50 zł. Nigdy nie wiadomo – mówi. I to boli ją najbardziej. Bo kasztanów w Polsce są ogromne ilości i jeszcze brak świadomości, jak bardzo można je wykorzystać.
– Tej dobroci natury mamy tak dużo... A naprawdę mamy zdrowe kasztany, nie ma jeszcze tyle chemii. Gro ludzi mogłoby je zbierać zawodowo. Urzędy pracy, czy lokalne władze też mogłyby się w to zaangażować – mówi Joanna Liberadzka. Dziś większość polskich kasztanów trafia za granicę...

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...