
Zmiana ekipy rządzącej to zawsze okazja do podziału łupów, którymi stają się nie tylko ministerstwa i urzędy, ale też państwowe spółki i media publiczne. Im grono zasługujących na takie powyborcze "frukty" jest większe, tym zacieklej zaczynają oni wewnętrzną walkę w swoim środowisku. Dziś najbrutalniejsza zapowiada się o posady w mediach publicznych, jaką zaczynają ze sobą toczyć dziennikarze, którzy dotąd najwydatniej pomogli PiS przejąć pełnię władzy w Polsce.
REKLAMA
Zwycięstwo to sam problemy...
Dopóki Prawo i Sprawiedliwość czyniło sobie tradycję z przegrywania każdych kolejnych wyborów, oś podziału środowiska medialnego była prosta. Otwarcie sympatyzujący z partią Jarosława Kaczyńskiego redaktorzy tych, którzy takich sympatii nie wykazywali obwołali "mediami reżimowymi", a siebie "niezależnymi" i "niepokornymi". Ten schemat działał całkiem nieźle, bo na twardym elektoracie PiS i przy wsparciu tej partii prawicowi dziennikarze mogli dbać o swoje interesy. Ich powiązania biznesowe najlepiej opisuje ten popularny w sieci schemat:
Dopóki Prawo i Sprawiedliwość czyniło sobie tradycję z przegrywania każdych kolejnych wyborów, oś podziału środowiska medialnego była prosta. Otwarcie sympatyzujący z partią Jarosława Kaczyńskiego redaktorzy tych, którzy takich sympatii nie wykazywali obwołali "mediami reżimowymi", a siebie "niezależnymi" i "niepokornymi". Ten schemat działał całkiem nieźle, bo na twardym elektoracie PiS i przy wsparciu tej partii prawicowi dziennikarze mogli dbać o swoje interesy. Ich powiązania biznesowe najlepiej opisuje ten popularny w sieci schemat:
Przeciętnemu Kowalskiemu pewnie do dziś wydaje się, że powyższe redakcje żyją więc w tej "niezależnej" i "niepokornej" symbiozie, twardo broniąc wartości, których bronić nakazuje zarząd partii z Nowogrodzkiej. Tymczasem zdaje się, że między redakcjami rozpoczęły się wzajemne ataki na froncie wojny o zdobycie jak najlepszej pozycji w Polsce, którą już za kilka dni kierować będzie Jarosław Kaczyński.
Wojna domowa
Na pierwsze symptomy ostrego zwarcia między konkurującymi o względy nowej władzy redakcjami na Twitterze wskazywał już kilka dni po wyborach Michał Majewski, jeden z twórców medialnego szumu wokół afery podsłuchowej.
Na pierwsze symptomy ostrego zwarcia między konkurującymi o względy nowej władzy redakcjami na Twitterze wskazywał już kilka dni po wyborach Michał Majewski, jeden z twórców medialnego szumu wokół afery podsłuchowej.
Twitter jest idealnym narzędziem do zaobserwowania tego, co dzieje się w środowisku, którego przedstawiciele to murowani faworyci do rywalizacji o najważniejsze posady w TVP i Polskim Radiu. W tygodniku i na portalu braci Karnowskich nie czytamy jeszcze o tym, że na przykład redakcja "Gazety Polskiej" czy "Do Rzeczy" dołączyła do grona zdrajców ojczyzny, ani vice versa, ale rosnące napięcie między ludźmi Tomasza Sakiewicza, braci Karnowskich i pozostałych gwiazd prawicowych mediów wyraźnie rzuca się jednak w oczy właśnie w sieci.
Pierwsze dni po wielkim zwycięstwie PiS to nie był dla nich czas wielkiej fety i wspólnego świętowania wieloletniego wysiłku, który wreszcie doprowadził do obalenia rządu Platformy Obywatelskiej. Szybko zaczęły się tworzyć między nimi podziały, które prowadziły między innymi do takich dyskusji:
W tym przypadku prawicowym dziennikarzom poszło na początku o kolejną odsłonę nagrań z nielegalnych podsłuchów, które założono wysokim urzędnikom państwowym i wpływowym biznesmenom. Ostro robi się miedzy "niepokornymi" jednak także w sprawie tego, jak Jarosław Kaczyński formuje nową Radę Ministrów.
Przedstawiciele środowiska prawicowych mediów już nawet nie ukrywają, że relacje między liderami ich redakcji nie są obecnie najlepsze. Co wyśmienicie ilustruje kolejna twitterowa wymiana zdań, która miała chyba doprowadzić do wyciszenia emocji, ale przyniosła odwrotny skutek.
Prezes TVP może być tylko jeden
Przypomnijmy, że najbardziej wypływowi dziennikarze pism znanych z wielkiej sympatii wobec PiS są dziś wymieniani jako faworyci do objęcia czołowych stanowisk w mediach publicznych, z których nowe ugrupowanie rządzące ma wyrzucić tych, którzy tworzyli krytyczne wobec prawicy materiały.
Przypomnijmy, że najbardziej wypływowi dziennikarze pism znanych z wielkiej sympatii wobec PiS są dziś wymieniani jako faworyci do objęcia czołowych stanowisk w mediach publicznych, z których nowe ugrupowanie rządzące ma wyrzucić tych, którzy tworzyli krytyczne wobec prawicy materiały.
Szczególnym kąskiem jest fotele prezesa i członków zarządu Telewizji Publicznej. "Gazeta Wyborcza" donosiła niedawno, iż jej informatorzy z PiS zdradzają, że największe szanse na przejęcie władzy w TVP mają Tomasz Sakiewicz z "Gazety Polskiej" i jego najbliżsi współpracownicy, w tym szczególnie Katarzyny Hejke.
Tymczasem o braciach Karnowskich, których tygodnik "wSieci" i portal wPolityce.pl bywają nazywane "organami medialnymi PiS", wspomniani informatorzy mówią jedynie, iż "jeden z Karnowskich coś w TVP może dostać, ale naprawdę nic jeszcze nie wiadomo".
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
