Monika Rosa z .Nowoczesnej.
Monika Rosa z .Nowoczesnej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

.Nowoczesna zagłosowała przeciw votum zaufania dla rządu. – I każdy z nas indywidualnie, i jako klub nie mogliśmy sobie na coś takiego pozwolić – mówi Monika Rosa z partii Ryszarda Petru. Krytykuje też ostatnie głosowania w Sejmie. – Wyborcy PiS nie są tak zapatrzeni w swoją partię, by nie zauważyć jak powoli pewne instytucje są wyciągane poza demokratyczną kontrolę – mówi w "Bez autoryzacji".

REKLAMA
Mówiliście, że będziecie konstruktywną opozycją, a już widać, że będziecie twardo głosować przeciw PiS.
To nieprawda. Będziemy głosowali za dobrymi, konstruktywnymi propozycjami, które będzie zgłaszało PiS. Nie mamy z tym żadnego problemu. Ale votum zaufania to co innego, to wyrażenie przekonania, że rząd będzie działał sprawnie, że poprowadzi Polskę w dobrym kierunku. I każdy z nas indywidualnie, i jako klub nie mogliśmy sobie na coś takiego pozwolić. To nie oznacza, że będziemy się sprzeciwiać wszystkiemu, ale tego votum zaufania nie mogliśmy im udzielić.
Słuchając przemówienia Beaty Szydło znalazła pani wątki, za którymi podniosłaby pani rękę na tak?
Oczywiście. To szkolnictwo zawodowe i dostosowania edukacji do rynku pracy, pomoc dla małych i średnich firm, uproszczenie prawa i podatków, CIT na poziomie 15 proc. to dobre rzeczy. Ale były też rzeczy złe, pod którymi nie będziemy mogli się podpisać, jak na przykład likwidacja gimnazjów.
Zarzuca się, że w expose było za mało polityki zagranicznej.
To prawda.
No właśnie, ale .Nowoczesna też niewiele mówi o polityce zagranicznej. Jakie są wasze poglądy?
Uważamy, że silna pozycja międzynarodowa Polski jest połączona z silną pozycją gospodarczą. Nasze bezpieczeństwo gwarantuje silna gospodarka, silne sojusze międzynarodowe i aktywna dyplomacja na forum europejskim. W UE musimy być aktywni, a nie bierni, musimy umieć się dogadywać, kształtować politykę. Ale żeby to robić, musimy mieć argumenty.
No to PiS też mówi, że musimy być aktywni.
Ale aktywność nie polega na tym, żeby nowo zaprzysiężony rząd wysyłał sprzeczne sygnały do Unii Europejskiej, tak jak teraz w sprawie migracji i uchodźców. Nie na tym polega dyplomacja, pewne rzeczy trzeba zachować dla siebie. Drugim elementem jest poszukiwanie nowych rynków w krajach Afryki czy Azji, na przykład Mongolii. To sprawa dla MSZ i Ministerstwa Gospodarki.
To wzmocni naszą pozycję międzynarodową. Nie możemy też zapominać o Ukrainie, gdzie trwa budowa państwa demokratycznego i musimy wspierać budowę instytucji demokratycznych oraz wspólnie z Unią wypracować stanowisko wobec Rosji.
Zapowiedziano wczoraj dwa nowe podatki, od banków i supermarketów oraz podniesienie deficytu o miliard złotych. Pani zdaniem to uzasadnione wydatki?
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że koszty dla budżetu wszystkich zmian proponowanych przez PiS to 50 mld złotych. Więc ani podatek bankowy, ani podatek od supermarketów, ani podniesienie deficytu o jeszcze miliard nie sprawi, że pieniądze się znajdą. A pamiętajmy, kto zostanie obciążony tymi podatkami: ci, którzy korzystają z banków i supermarketów, bo te koszty zostaną przerzucone. Może cele szczytne, ale to wszystko nieprzeliczone.
Cieszą panią problemy PO? Wybory przewodniczącego, wojna Schetyna-Siemoniak. Dla was to chyba dobrze?
Nie mieszamy się w wewnętrzne sprawy PO. Muszą sobie sami radzić z problemami i albo im się uda, albo nie. My będziemy silną opozycją, która będzie też kierowała propozycje do ludzi, którzy głosowali na PO. Oni tymczasem niech sami sobie walczą wewnątrz, my z kolei będziemy przekonywali ludzi, że mamy dla nich program i że po wyborach możemy być jeszcze silniejsi.
Po pierwszym tygodniu w Sejmie widzi pani pole do współpracy z PiS? Bo część polityków, nawet PO, chyba jest zaskoczona jak bezpardonowo PiS działa w Sejmie: ustawa o działach administracji, Trybunał Konstytucyjny, służby specjalne, prezydium Sejmu.
Wszyscy jesteśmy zaskoczeni tym trybem. Pycha kroczy przed upadkiem. Jeśli chodzi o Trybunał, to Platforma otworzyła ścieżkę dla PiS i upadła przez tę pychę. A PiS podąża tą ścieżką jeszcze szybciej.
PiS jest w komfortowej sytuacji, bo do wyborów daleko, mają swojego prezydenta, więc "hulaj dusza, piekła nie ma".
Ani budżet nie jest z gumy, ani nie mamy takiej pozycji międzynarodowej, byśmy mogli pozwolić sobie na gwałtowne ruchy, ani wyborcy PiS nie są tak zapatrzeni w swoją partię, by nie zauważyć jak powoli pewne instytucje są wyciągane poza demokratyczną kontrolę. Oczywiście, PiS ma teraz pełnię władzy, ale to nie wszechwładza.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl