Grupa naTemat

Kiedy Polska podbije kosmos? Czekamy na podpis premiera Tuska

Wizualizacje w planetarium Centrum Nauki Kopernik.
Wizualizacje w planetarium Centrum Nauki Kopernik. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta  
Członkostwo Polski w Europejskiej Agencji Kosmicznej jest tuż-tuż. Negocjacje zostały zakończone, ale rząd zwleka z ostatecznym podpisaniem dokumentów. Obawiają się, że społeczeństwo nie zaakceptuje takiego wydatku? Tymczasem pozostajemy w tyle za naszymi sąsiadami, a nawet za niektórymi państwami Afryki.

Prawie cała zachodnia Europa zarabia już na kosmosie. Do ESA (European Space Agency) należą już nie tylko potęgi gospodarcze, ale też między innymi Rumunia czy Czechy. O członkostwo ubiega się wiele państw nowej Unii, a także te spoza niej jak Turcja czy Ukraina, które współpracują z Agencją. Czemu tak bardzo chcą uczestniczyć w działaniach ESA?

Przede wszystkim duże pieniądze

Bo oprócz tego, że trzeba wpłacać tam pieniądze, można wyciągnąć ich dużo więcej. Jak przekonują twórcy petycji do premiera Donalda Tuska ponaglającej go do podpisania porozumienia (możemy ją znaleźć na PolskaWesa.pl), w latach 2014-2020 wydamy na ESA 150 milionów euro, ale wróci do nas 600 milionów w kontraktach dla firm. Trzeba też wspomnieć o pieniądzach, które wpłacamy do Unii Europejskiej, z których część, czy wstąpimy do ESA, czy nie, i tak będzie tam płynąć.

O jednym takim, co ukradł kosmos. Nie on pierwszy i nie ostatni

Jak powiedział nam koordynator petycji do premiera Mateusz Wolski z Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów, na przykład Czesi, którzy są już od jakiegoś czasu w ESA, potrafili wykorzystać środki. – Na Galileo (europejska wersja systemu GPS – przyp. red.), które przechodzi nam teraz koło nosa, Czechy dużo zarobiły. Powstanie u nich centrala systemu, która będzie tworzyła kilkaset miejsc pracy w sektorze najnowszych technologii. U nas jest brak chęci politycznej, żeby wykorzystać szanse związane z członkostwem w ESA.


Daleko w tyle

W podobnym, ale ostrzejszym tonie mówi też przewodniczący Prezydium Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych Polskiej Akademii Nauk prof. Piotr Wolański: – Zostalibyśmy w ogonie świata, nawet kraje afrykańskie mają swoje agencje kosmiczne i wysyłają satelity. Nieprzystąpienie byłoby dla nas dużą stratą – mówi profesor. – Nigeria rok czy dwa lata temu wysłała swojego satelitę teledetekcyjnego – dopowiada Mateusz Wolski. Ten środkowoafrykański kraj na liście państw świata według PKB nominalnego jest dwa razy dalej niż Polska (według rankingu Banku Światowego: Polska – 20, Nigeria – 45).

Wbrew pozorom, nie tylko potężne firmy mogą uszczknąć coś z kosmicznego tortu. Jak przekonuje nas Mateusz Wolski, na spotkaniu dla przedstawicieli firm w Ministerstwie Gospodarki – które dotyczyło środków z ESA – było ponad setka osób. – Dosłownie zabrakło miejsc na sali – mówi Wolski. Tłumaczy nam też, że Europejska Agencja Kosmiczna faworyzuje przy podziale pieniędzy małe i średnie przedsiębiorstwa, bo te dają najwyższą jakość.

Czemu się spieszyć?

Przede wszystkim dlatego, że cały czas tracimy, nie zarabiając na kontraktach z ESA. Ale nie tylko. Pośpiech jest wskazany, ponieważ na jesieni odbędzie się ważne spotkanie przedstawicieli członków Agencji. Spotykają się średnio co pięć lat. – Tam są podejmowane strategiczne decyzje, ustala się politykę na najbliższe lata i dyskutuje o współpracy z UE. Jeśli Polska zdecyduje się wstąpić przed tym spotkaniem, to będziemy siedzieć przy stole jako pełnoprawny partner. Jeśli premier podejmie decyzję później, to nie będziemy mieli wpływu na wiele kwestii – tłumaczy Wolski. Poza tym wynegocjowane teraz dobre warunki, mogą się nie utrzymać.

Uczniowe w USA będą studiować księżyc za pomocą kamery NASA

Czemu zatem premier zwleka? Prof. Piotr Wolański z PAN mówi, że negocjacje zostały zakończone i czekamy tylko na szefa rządu i Platformy Obywatelskiej. – Można się domyślać, że chodzi o sprawy finansowe. Trzeba pamiętać, że inwestycje kosmiczne są długofalowe i zwracają się w długoterminowym okresie – tłumaczy profesor.

Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Cyfryzacji, Innowacyjności i Przedsiębiorczości, poseł Platformy Obywatelskiej Jan Kaźmierczak opowiada nam, że już w poprzedniej kadencji na komisjach gospodarki, a także nauki, "były dyrektywy, że trzeba się dopominać" naszego wstąpienia do ESA. – Komisje rekomendowały podjęcie działań w celu naszego członkostwa, potencjalne korzyści są duże. Przypominał o tym projekt studentów z Politechniki Warszawskiej – mówi Kaźmierczak.

O polskim satelicie pisaliśmy tutaj

Maciej Mroczek, wiceprzewodniczący Zespołu Parlamentarnego ds. Przestrzeni Kosmicznej z Ruchu Palikota, powtarza nam, że "czekamy na finalny podpis, który musi złożyć premier". – Tylko to nas wstrzymuje przed wejściem do ESA. Trudno powiedzieć dlaczego tak się dzieje. Uważam, że premiera powstrzymuje kwestia składki członkowskiej. Trzeba jednak pamiętać, że jest ona bardzo atrakcyjna, wszystkie negocjacje poszły bardzo dobrze – mówi poseł RP i dodaje: – To jest świetny interes dla Polski. Gdyby się stało tak, że w tym roku nie wejdziemy do ESA, to w przyszłym mogą nie być równie atrakcyjne warunki. Zależy nam na czasie – kończy poseł.

Ministerstwo Gospodarki, które zajmuje się tematem, nie udzieliło nam komentarza.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
NaukaGospodarkaKosmos
Skomentuj