
Andres Breivik, najbardziej okrutny morderca w historii tego kraju, zamachowiec, który z zimną krwią zamordował 77 osób, nie ma żadnych skrupułów. Z mocnym podkreśleniem słowa żadnych. Cała Norwegia żyje właśnie jego procesem, w którym to on jest oskarżycielem, a winnym państwo, które łamie jego prawa człowieka. Jest tak pewny siebie, że zamierza iść nawet do Strasburga, byle tylko dowieść, jak bardzo norweski rząd nieludzko go traktuje. I bezczelnie śmieje się Norwegom w twarz. Nikt nie reaguje nawet wtedy, gdy w obecności stróżów prawa wykonuje nazistowski gest. Taki kraj.
Zainteresowanie świata za to bezcenne. O Breiviku piszą dziś wszyscy. Prof. Roman Wieruszewski, były członek Komisji Praw Człowieka ONZ, zupełnie nie może tego zrozumieć. – Po co? Po co o tym piszecie? To skandal. Jestem zbulwersowany tym, że media tak bardzo nagłaśniają tę sprawę. Jemu tylko o to chodzi. Nagle pół Europy zastanawia się, czy Breivik ma w celi dostęp do światła słonecznego. Co mnie to obchodzi? – oburza się w rozmowie z naTemat.
Mniej więcej pół roku temu pisaliśmy o tym, jak najsłynniejszy norweski skazaniec terroryzuje całe więzienie. Że robi, to co chce i wszystko kręci się wokół niego, wszyscy wokół niego skaczą. Najwyraźniej jeszcze za mało, skoro postanowił zaskarżyć norweski rząd.
– Efekt tej skargi jest dla państwa norweskiego kompromitujący. Wszyscy wiemy, że Norwegia jest jednym z najbardziej liberalnych państw. Norweskie więzienia to sanatoria. Bardzo wygodne hotele. Troska o wygodne funkcjonowanie więźniów w zamkniętych zakładach jest legendarna – komentuje poseł PiS Stanisław Pięta.
Są ludzie, do których ja siebie zaliczam, którzy uważają, że prawa człowieka nie istnieją. Istnieją obowiązki człowieka i lepiej definiować człowieka poprzez jego obowiązki. Wtedy te rzekome prawa nigdy nie będą naruszane". Czytaj więcej
Breivik jest sprytny, zna procedury, wie jak i z czego może skorzystać. Jego prawnik też powtarza, że w Norwegii nie ma tradycji takiego izolowania więźniów. – On przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze, który stosowany jest wobec bardzo ograniczonej liczby osadzonych. Przez 4-5 lat był całkowicie izolowany. Dostęp do niego mieli tylko pracownicy więzienia, strażnicy, personel medyczny – mówi Andreas Bakke Foss.
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
