"Mała Polska" na Dalekim Wschodzie. Przez ponad 50 lat w Mandżurii istniała... polska kolonia

W latach 1897-1949 istniała kolonia polska w Mandżurii.
W latach 1897-1949 istniała kolonia polska w Mandżurii. Zrzut ekranu / Miasto lodu - Polacy w Harbinie pod okupacją japońską
"Mała Polska" w Mandżurii? Tak, i to przez ponad 50 lat. Przyjechali na zupełnie obcą ziemię, aby budować kolej, ale wielu z nich zostało na dłużej. Rozwinęli działalność oświatową, kulturalną i religijną. Szacuje się, że w szczytowym momencie istnienia kolonia polska na Dalekim Wschodzie osiągnęła liczbę ok. 10 tys. rodaków.

1897 rok – tę datę warto zapamiętać, wyznacza bowiem początek polskiej kolonizacji Mandżurii. Co prawda "byliśmy" tam już kilka dekad wcześniej, za sprawą zsyłanych na katorgę przez władze rosyjskie uczestników powstania styczniowego, nie była to jednak obecność dobrowolna. Dopiero pod koniec omawianego stulecia Polacy osiedli w dalekiej krainie (dziś należącej do Chin) na dłużej, z nadzieją na lepsze życie. Oddelegowani przez Główny Zarząd Budowy Kolei Wschodniochińskiej z siedzibą we Władywostoku, mieli ważną misję do spełnienia.
Pierwszą ekspedycją techniczną kierował inżynier Adam Szydłowski. Na wiosnę 1898 roku Polacy byli już w Harbinie, gdzie powstała pierwsza "nasza" osada (dziś miasto zamieszkuje kilka milionów osób). Początkowo załatwiano sprawy organizacyjne, należało bowiem wywłaszczyć ziemię pod przyszłą inwestycję. W miarę upływu czasu docierały jednak kolejne transporty Polaków. Oprócz nich kolej mieli budować także Rosjanie i Chińczycy.


Polacy napływający do Harbinu znali się na rzeczy. Oprócz inżynierów na nieznaną dotąd ziemię ochoczo przybywali przedsiębiorcy czy kupcy – wszyscy z nadzieją na zrobienie biznesu życia. Ponadto prawnicy, lekarze a nawet weterynarze. Inni służyli z dala od ojczyzny w mundurach wojskowych – weszli bowiem do powołanego przez Rosjan Korpusu Straży Pogranicznej. Ktoś przecież musiał strzec porządku i bezpieczeństwa.
Pod koniec XIX stulecia w Mandżurii znalazł się m.in. Stanisław Kierbedź, bratanek znanego polskiego inżyniera w służbie cara (również Stanisława Kierbiedzia, który zasłynął jako pionier budowy mostów żelaznych; to właśnie jego imię nosił pierwszy taki most w Warszawie). Kierbedź otrzymał intratną posadę wiceprezesa zarządu Towarzystwa Kolei Wschodniochińskiej. Miał "pod sobą" wielu polskich fachowców, nadzorujących poszczególne odcinki budowy ważnego połączenia kolejowego. Dość wspomnieć o tysiącach polskich robotników, byłych zesłańcach, ale i tych, którzy widzieli w pracy w dalekiej Mandżurii szansę na dobry zarobek i ogólną poprawę losu.

Dla wielu, zwłaszcza kolejarzy, oddanie inwestycji (w 1903 roku) było początkiem nowego etapu życia. Harbin i okolice okazały się rajem nie tylko dla polskich przedsiębiorców, ale i rolników. Uprawiano znane Polakom warzywa, ale i tytoń. To właśnie za sprawą naszych rodaków powstały w Mandżurii pierwsze gorzelnie, rafinerie cukru, młyny parowe, browar.
Kolonia polska rozwijała się nie tylko za sprawą przynoszącego coraz większe zyski indywidualnego biznesu, ale i pod względem kulturalnym, a także religijnym. Polacy kultywowali rodzime tradycje, a że w przeważającej większości byli katolikami, wymogli na władzach rosyjskich zgodę na budowę świątyń. Pierwszy kościół w Harbinie stanął w 1909 roku. Od kilku lat funkcjonowało już zarządzane przez Polaków Rzymsko-Katolickie Towarzystwo Dobroczynności.


W Harbinie nie tylko można było swobodnie wyznawać katolicyzm, ale też uczyć się języka polskiego! Jego kursy były podstawą działalności szkoły utworzonej za sprawą Stowarzyszenia "Gospoda Polska". Gdy zapotrzebowanie na naukę w ojczystym języku rosło, powołano do życia gimnazjum, którego patronem został autor "Trylogii" Henryk Sienkiewicz.

Spokojne życie Polaków w dalekim kraju zakłócił wybuch I wojny światowej, która w znacznym stopniu doświadczyła znajdujące się wciąż pod zaborami polskie ziemie. Tysiące uchodźców trafiło właśnie na obszar kolonii mandżurskiej. Rodacy pomagali im jak mogli, utworzyli nawet na ich rzecz Towarzystwo Pomocy Ofiarom Wojny. Do Harbinu przedzierali się też polscy żołnierze z V Dywizji Syberyjskiej. Widok rodaków w mundurach musiał wzruszać.
Relacja naocznego świadka

Widziałem potem wielkie miasta odrodzonej Ojczyzny, widziałem rewie wojsk na placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie i wiele innych imponujących i wzruszających obrazów, ale żadne z doznanych wtedy uczuć nie mogło dorównać wzruszeniu, jakiego doznałem na widok tego jednego tajemniczego oficera w konfederatce z orzełkiem, który jak duch zjawił się w parku dogorywającego konsulatu rosyjskiego w zapadłym mieście Mandżurii.

Kim Yong Deog, "Kolonia polska w Mandżurii 1897-1949", Kraków 2001.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w Harbinie utworzono konsulat generalny, na którego czele stanął Michał Morgulec. Choć w latach 20. i 30. państwo polskie prowadziło ożywioną akcję repatriacyjną, w Mandżurii wciąż pozostało kilka tysięcy rodaków. Ukazywały się polskie gazety (m.in. "Tygodnik Polski"), choć codzienne życie nie należało do łatwych.
Kolej Wschodniochińska była tematem sporów między Chinami a Rosją sowiecką już od kilku lat, kiedy w 1929 roku wybuchł przygraniczny konflikt obu państw. Chińczycy coraz częściej patrzyli podejrzliwie na Europejczyków z Harbinu. Polacy poważnie myśleli o emigracji. Tym bardziej, że zdecydowaną większość stanowili rzemieślnicy i robotnicy, dla których nie było już pracy. Na dodatek w latach 30. rozgorzała nowa wojna, tym razem chińsko-japońska. W jej efekcie powstało w Mandżurii marionetkowe państwo uzależnione od Cesarstwa, Mandżukuo.

Wybuch II wojny światowej praktycznie przesądził o losie kolonii polskiej. Początkowo, pod władzą Japończyków, Polakom nie wiodło się tragicznie, jednak po przystąpieniu Kraju Kwitnącej Wiśni do sojuszu z Niemcami, a także wciągnięciu w wojnę USA (grudzień 1941), zlikwidowano polski konsulat. Powstał co prawda Polski Komitet Opiekuńczy, ale jego wpływ na społeczność Polaków był coraz mniejszy. Stopniowo zamykano działające w Harbinie polonijne instytucje społeczne i oświatowe, mimo interwencji naszych dyplomatów.

Ich kres nastąpił już po opanowaniu Mandżurii w 1945 roku przez Sowietów. Z ramienia Polskiego Komitetu Obywatelskiego wspierano akcję repatriacyjną do kraju rządzonego przez komunistów. Części rodakom udało się jednak wyemigrować do Australii, jeszcze inni osiedli w Stanach Zjednoczonych. Utworzenie w 1949 roku Chińskiej Republiki Ludowej uważa się za koniec kolonii. Do 1963 roku działało jeszcze Zrzeszenie Obywateli Polskich w Chinach, ale bogate tradycje polonijne były już tylko wspomnieniem.
To, co najgorsze, przyszło jednak z rewolucją kulturalną. Okoliczności sprawiły, że po Polakach nie pozostał nawet cmentarz. Zdewastowany wówczas Kościół św. Stanisława, wzniesiony na potrzeby kolonistów, cudem ocalał. Dziś ta największa katolicka świątynia w prowincji Heilongjiang jest jedną z niewielu pamiątek po harbińskiej Polonii.

Ale w tym szczególnym dla nas mieście ciągle można usłyszeć ojczystą mowę. W 2009 roku na miejscowym uniwersytecie otwarto nowy kierunek – polonistykę! W ramach współpracy z Uniwersytetem Gdańskim chińscy studenci doskonalą swoje umiejętności językowe także w Polsce.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Zmasowane podpalenia w Szwecji[/b]. Spłonęło blisko 90 samochodów

Zmasowane podpalenia w Szwecji. Spłonęło blisko 90 samochodów

No w końcu! [b]Znamy datę wyborów samorządowych[/b]

No w końcu! Znamy datę wyborów samorządowych

Michał BoniMichał Boni

15 sierpnia będziemy oglądali defiladowy przemarsz warszawską Wisłostradą wojsk różnych formacji z historii Polski. Wieść niesie, że będą oddziały z czasów Mieszka i Chrobrego, aż do najbardziej współczesnych. Takie defilady w sposób naturalny rodzą poczucie dumy. Pokazują najlepsze tradycje, dają siłę, wyzwalają emocje i budują tożsamość, polską tożsamość.