Stanisław Piotrowicz robi z siebie ofiarę nagonki.
Stanisław Piotrowicz robi z siebie ofiarę nagonki. Fot. Sławomir Kamiński / AG

Stanisław Piotrowicz po kilku tygodniach burzy medialnej postanowił się publicznie bronić. – Nie ulega wątpliwości, że jestem dzisiaj najbardziej w państwie atakowany – zaczął Stanisław Piotrowicz. Polityk przedstawiał dokumenty, które miały potwierdzać jego wersję wydarzeń – tę o obronie opozycjonisty Antoniego Pikula.

REKLAMA
Na tej konferencji prasowej Stanisław Piotrowicz miał zmierzyć się ze swoją przeszłością. – Nie przypadek, że zacząłem być atakowany, kiedy stałem się twarzą przywracania ładu konstytucyjnego – powiedział polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Tłumaczenia Piotrowicza
Tłumaczył, że trafił do prokuratury w Jaśle na dwa tygodnie, skontaktował się z obrońcą Pikula – Józefem Zającem, pojechał do aresztu i własnoręcznie sporządził protokół. – Sprowadzał się do tego, żeby Pikul odwołał zeznania, w których przyznaje się do winy. Szef prokuratury wyrzucił mnie za to z delegacji – mówił poseł PiS, pokazując kolejne skany dokumentów.
– Parafowałem akt oskarżenia mając świadomość, że on jest nieskuteczny i po 5 dniach sąd zwrócił sprawę do prokuratury. Jestem głęboko przekonany, że wpływ na taki bieg spraw miał protokół, który wówczas sporządziłem – powiedział Piotrowicz.
Przerwane pytania
– Co by się stało, gdyby pan nie podpisał? – pytali dziennikarze. – Podpisałem dlatego, że wiedziałem, że nie będzie skuteczny. Ponieważ moi przełożeni parli do oskarżenia, wiedziałem, że jedyną drogą jest, by sąd zwrócił ten akt oskarżenia do prokuratury – mówił polityk PiS.
Polityk PiS mówił, że nie rozmawiał o procesie Pikula ani z nim, ani z jego obrońcą – senatorem Józefem Zającem, który zginął w katastrofie smoleńskiej. – Nigdy z nim na ten temat nie rozmawiałem. Z nikim nie rozmawiałem. Przez 30 lat żyłem w poczuciu, że zrobiłem coś dobrego. Nigdy nie oczekuję wzajemności, ale jest mi przykro, że ze strony tego, któremu pomogłem nie można liczyć na sprawiedliwą ocenę – mówił.
Na koniec Piotrowicz przeczytał skargę sprzed kilkunastu lat, którą pod jego adresem wystosował poseł SLD. I tym konferencja się zakończyła – rzeczniczka PiS Beata Mazurek zakończyła spotkanie dziennikarzami, pomimo że ci sygnalizowali, że mają jeszcze sporo pytań.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl