Obraz sprzedany za 2,3 mln złotych, a na nim prawie nic. Nie szkodzi, bo Roman Opałka tworzył coś naprawdę unikatowego

Obrazy Romana Opałki miały coraz jaśniejsze tło, przez co zapisywane przez niego liczby stawały się coraz mniej widoczne.
Obrazy Romana Opałki miały coraz jaśniejsze tło, przez co zapisywane przez niego liczby stawały się coraz mniej widoczne. Fot. Michał Mutor / AG
Żadne współczesne polskie dzieła sztuki nie kosztują tyle, co obrazy Romana Opałki. 15 grudnia padł absolutny rekord - podczas aukcji w Warszawie za jego "Detal 3065461 - 3083581” zapłacono 2,3 miliona złotych. I nie budziłoby to może takich emocji, gdyby nie fakt, że na tym obrazie nie ma prawie nic - płótno jest niemal całkowicie szare.

Opałka bowiem znany jest przede wszystkim ze swoich "obrazów liczonych". Pół wieku temu ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich artystów postawił na całkowicie czarnym płótnie białą jedynkę i tym samym rozpoczął wielkie odliczanie. Liczby malował przez resztę swojego życia, każdego dnia, najpierw na czarnych, potem na szarych płótnach o odcieniach zawsze o 1 procent jaśniejszych od poprzedniego. Dodatkowo Opałka nagrywał swój głos odliczający to, co malował, a z czasem zaczął załączać aktualne zdjęcie swojej twarzy.
Projekt nazwany "Opałka 1965. Od jednego do nieskończoności” stał się zapisem upływającego czasu w jego własnym życiu. Metaforą tego, że początkowo silnie zaznaczając swoją obecność w świecie, w końcu powoli z niego znikamy, "oddajemy powietrze innemu”. Opałka całkowicie zniknął 6 sierpnia 2011 roku w Rzymie. Pozostawił po sobie dziesiątki "obrazów liczonych”. Pierwszy, nazwany "Detalem”, na którym widnieją białe liczby od 1 do 35327 na czarnym tle, można zobaczyć w Muzeum Sztuki w Łodzi.
Roman Opałka

Moja idea jest prosta jak życie, rozwija się od narodzin do śmierci. To zadanie na całe życie, bo ostatnia liczba, którą kiedyś namaluję, będzie oznaczać kres mego istnienia. Próbuję namalować coś, co nie było jeszcze namalowane. Namalować czas trwania jednej egzystencji.

Choć dziś obrazy Opałki sprzedawane są za miliony, początki były trudne. — Nawet żona uważała, że zwariowałem — wspominał artysta. Nie obyło się też bez krytyki czy nawet oplucia jego obrazu podczas wystawy w Budapeszcie. W czasach, kiedy sztuka konceptualna była już dawno ceniona na świecie, wielu polskich krytyków nie pozostawiało na Opałce suchej nitki. Andrzej Osęka przed laty komentował na przykład, że od jego dzieł bardziej interesująca jest lektura książki telefonicznej - w końcu tam też są liczby.
Sukces przyszedł późno, ale Opałka zdążył stać się - w tamtym czasie - najdroższym żyjącym malarzem w historii. W 2010 roku trzy jego obrazy sprzedano w Londynie za ponad 3 miliony złotych. W 2014 roku, już po śmierci artysty, "Detal 2890944-2910059” sprzedano za ponad 2 miliony złotych. Tegoroczny rekord potwierdza tylko wartość projektu życiowego Opałki.

Opałka marzył, by osiągnąć granicę siedmiu siódemek, czyli "7 777 777”. Szacował, że płótno wówczas stanie się całkowicie białe, a malowane przez niego liczby znikną. Nie zdążył, w wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej” tuż przed śmiercią przyznał, że maluje teraz liczbę "pięć milionów sześćset cztery tysiące coś tam”. Dalej nie pamięta, bo "przecież by zwariował”.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...