Jarosław Kurski stanowczo dementuje plotki i spekulacje.
Jarosław Kurski stanowczo dementuje plotki i spekulacje. Jacek Marczewski /AG

Czy zaczyna się nagonka na "Gazetę Wyborczą”? Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego gazety, nie ma co do tego żadnych wątpliwości i na dowód przytacza swoją rozmowę z redaktor Bugałą. Ta miała pytać, czy redakcja GW zataiła informacje o fakturach Mateusza Kijowskiego.

REKLAMA
O tym, ze dwie redakcje dostały "kwity" na Mateusza Kijowskiego, informował na Twitterze Bartosz Węglarczyk. I choć podobno ma wiedzę na temat tego, o które redakcje chodzi, to nie zdecydował się na podanie tej informacji. Jak sam tłumaczy, "wiedzieć", a "móc udowodnić" to dwie różne rzeczy, w związku z czym prosił o niemieszanie go w aferę związaną z fakturami Kijowskiego.
Tymczasem w sieci pojawiły się spekulacje na temat tego, o które redakcje chodzi. Ktoś puścił plotkę, że jedną z redakcji mogła być "Gazeta Wyborcza". Redaktorzy dziennika mieli nie zdecydować się na upowszechnianie dowodów na to, iż część pieniędzy wpłacanych na KOD trafiała na prywatne konto Mateusza Kijowskiego na podstawie faktur za usługi informatyczne. Celem tego zaniechania miała być ochrona dobrego imienia lidera Komitetu Obrony Demokracji.
Dziennikarka„Wiadomości” Ewa Bugała próbowała u źródła dowiedzieć się, czy rzeczywiście „Gazeta Wyborcza” kryje Mateusza Kijowskiego. Jarosław Kurski zdecydowanie jednak dementuje plotki, a dziennikarka Dominika Wielowieyska pisze o podwójnych standardach zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, którym nie przeszkadzała afera SKOK-ów, ale zajmują się przepływem pieniędzy w Komitecie Obrony Demokracji.
logo
Twitter
Jedno jest pewne, faktury Mateusza Kijowskiego to woda na młyn prawicy. Niejasności wokół pieniędzy KOD przelewanych na konto Kijowskiego długo będą w centrum uwagi prawicowych mediów i sympatyków PiS. Będą o tym krzyczeć tym głośniej, im więcej opozycja wskaże dowodów na to, że głosowanie nad budżetem w sali kolumnowej było bezprawne.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl