
Co szósty Polak robi zakupy tylko w Biedronce. 2700 sklepów tej sieci sprzedaje towary za 42 mld złotych rocznie. To liczby pokazujące siłę największej w Polsce sieci handlowej. Kto podpisuje kontrakt z Biedronką niemal automatycznie staje się milionerem. A kto zrywa zostaje... biedakiem.
Właśnie przekonała się o tym firma Wawel z Krakowa, producent czekolad oraz cukierków Michałków. Jako spółka notowana na giełdzie musi publikować komunikaty o zagrożeniach dla własnego biznesu. Niedawno ostrzegła inwestorów o nieudanych negocjacjach "z kluczowym partnerem" (w domyśle Jeronimo Martins Polska). Produkty Wawel miałyby zejść z półek sklepów Biedronki, bo obie firmy nie dogadały się w sprawie cen, zasad współpracy i rozliczeń.
Mieszko wpycha się na Wawel Nieoficjalnie wiadomo, że Wawel domagał się wyższych cen i lepszych warunków. Z Biedronką przepycha się już tradycyjnie każdego roku. Zaś sama spółka ma niemieckiego właściciela, który najwidoczniej nie nawykł do tego, aby kłaść uszy po sobie. Tym razem sieć handlowa miała zareagować: "jak nie, to nie", oceniając, że na miejsce po Wawelu ustawi się kolejka chętnych. Michałki można przecież zastąpić Michaszkami z firmy Mieszko, a produkcji czekolad marek własnych mogłaby się podjąć konkurencyjna Goplana z grupy Colian.
Dlatego Wawel zainkasował potężny cios. Zaraz po publikacji oświadczenia notowania akcji runęły o 10 procent. To efekt strachu inwestorów o firmę, w której biznes zależy od wypłaty z Biedronki – około 150 milionów złotych (jedna czwarta całych przychodów) rocznie. Dzięki kontraktowi Wawel sprzedawał w dyskoncie cukierki czekoladowe na wagę, oferował swój najbardziej znany produkt "Michałki", a na zlecenie produkował czekoladę Magnetic. Teraz Dariusz Orłowski, prezes Wawelu zmienił front. W najnowszym komunikacie twierdzi, że współpraca nie zostanie zerwana, ale kontynuowana "jednak z mniejszym zakresie".

Sam Wawel nie chce komentować sprawy. Jednak internauci, czy nawet sami klienci, już stanęli po stronie producenta Michałków.
Komentarze klientów
Taniej o grosz W branży istnieje coś takiego jak przekleństwo niskiej ceny. Przysłowie handlowców mówi, że zawsze znajdzie się ktoś tańszy o grosz, kto zgodzi się zrobić interes. W ten sposób dyskonty są w stanie rozgrywać przeciw sobie producentów i stale obniżać ceny.
Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu
To jednak nie wszystko. Jeden z handlowców branży FMCG opowiada, że sieci znalazły nowy sposób na dokręcenie śruby dostawcom. Już nie poszukują dobrych produktów w atrakcyjnej cenie, tylko organizują konkurs na dostawę np. mleka, masła czy szynki. Obowiązuje w nim zasada "koszty 5 plus". Jak to działa? Kto chce sprzedawać produkty do sieci handlowej, musi ujawnić i przedstawić całość swoich kosztów związanych z produkcją i dostawą produktów do sklepu. Następnie sieć przedstawia swoje warunki, że do tych kosztów dorzuci producentowi 1, albo 2 czy 5 proc.. I to cały zysk przedsiębiorcy, ani grosza więcej.
– Takie rozwiązanie faworyzuje wcale nie przedsiębiorczych, dobrze zorganizowanych i rzetelnych, ale firmy z najniższymi możliwymi kosztami. Czyli te, które stosują umowy śmieciowe, minimalne wynagrodzenia, oszukują na składzie produktów, zmniejszają wagę produktów itd. To właśnie przyczyna całego zła i biedy w naszym handlu – dodaje rozmówca naTemat.
Biedronka stanowczo nie zgadza się z tezą o nadużywanie pozycji dominującej na rynku. – Nasza sieć funkcjonuje w oparciu o mechanizmy rynkowe i ta zasada dotyczy również prowadzonych przez nas rozmów z partnerami. Prowadzone przez nas negocjacje to, w każdym przypadku, rozmowy równych stron, a relacje i kontakty handlowe realizujemy ze szczególnym poszanowaniem dla autonomii i interesów wszystkich partnerów – dodają przedstawiciele sieci.
Biedronka
Biuro Prasowe
Jeśli dostawcy mieliby być ciemiężeni i dręczeni, to na pewno jest to sprawa dla Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ten jednak odpowiada, że w przypadku Biedronki, Lidla, Tesco i innych największych sieci handlowych ma związane ręce. Paradoksalnie żadna z tych sieci nie ma pozycji dominującej, czyli 40 procent udziałów w całym rynku. Tylko wtedy UOKiK mógłby zająć się relacjami pomiędzy przedsiębiorcami i sprawą nadużywania pozycji giganta.
Maciej Chmielowski
Biuro prasowe UOKiK
Jest jednak inne rozwiązanie podobnych problemów. Już 12 lipca wchodzi w życie ustawa regulująca kwestie tzw. nierówności kontraktowej w obrocie produktami spożywczymi i rolnymi (w tym pomiędzy dostawcami a sieciami handlowymi. "Przewaga kontraktowa" występuje wtedy, gdy pomiedzy firmami istnieje znaczna dysproporcja w potencjale ekonomicznym i jednocześnie słabsza ze stron nie ma wystarczających możliwości sprzedaży lub kupna produktów rolnych lub spożywczych od innych przedsiębiorców.
Biedronka
Biuro Prasowe
Przedsiębiorca, który ma podejrzenia stosowania wobec niego praktyk nieuczciwie wykorzystujących przewagę kontraktową, może złożyć zawiadomienie do UOKiK. Ten zaś będzie wszczynał postępowania, sprawdzał umowy, korespondencję. Kara może wynieść do 3 proc. obrotu przedsiębiorcy osiągniętego w poprzednim roku. Dotkliwe.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
