Ćwiczyć każdy może, pytanie gdzie? O tych rzeczach nie myślisz wybierając klub, a robią różnicę

Fot. Jatomi
Jesteś zdecydowany, zrobisz to - wyłowisz z dna szafy adidasy, wybierzesz najmniej obciachowy t-shirt, jaki masz, spakujesz wszystko do plecaka, z którym po pracy dumnie wkroczysz do klubu fitness i zakomunikujesz chęć udziału w zajęciach. Przy pierwszej wizycie nie zwrócisz pewnie uwagi na wielkość przebieralni, ani stan pryszniców. Nie rozejrzysz się za butelkami z płynem do dezynfekcji sprzętu, ani nie zapytasz ile lat dany sprzęt jest już eksploatowany. Bo to przecież detale, dla zmotywowanego - nic trudnego. Prawda? Nieprawda.

Duma, jaka rozpiera człowieka “kanapowego” kiedy w końcu uda mu się rozpocząć przemianę w entuzjastę aktywności jest wielka. Często na tyle, aby przesłonić oczywiste sygnały, że miejsce które wybraliśmy na arenę boju o idealnie płaski brzuch i perfekcyjnie wypukły biceps w dłuższej perspektywie przestanie nam odpowiadać. Problem w tym, że wtedy jesteśmy już z daną miejscówką uwiązani karnetem na kilka następnych tygodni. Jeśli dodatkowo są to pierwsze sportowe tygodnie w ogóle, jest duża szansa, że będziecie szukać wymówek do “wagarów”. Żeby nie było za łatwo, trzeba więc wybrać klub, który powodów do odpuszczania dostarczy wam jak najmniej.
1. Naczelna zasada: nie płać za pierwsze wejście
Jeśli masz wybór: wejść do klubu, kupić karnet i zacząć ćwiczyć oraz: wejść do klubu, nie płacić i zacząć ćwiczyć - wybierz bramkę numer dwa. Teoretycznie wydaje się to oczywiste, ale w praktyce rzadko oczekujemy, że ktoś da nam coś za darmo więc nie szukamy tego typu opcji. A wejścia “na zachętę” to praktyka, która stała się już właściwie standardem, dlatego nikt raczej nie zdziwi się, jeśli poprosisz o taką możliwość.

2. Abonament czy karnet?
Mniejsze kluby fitness z reguły prowadzą system karnetów - na daną liczbę wejść w tygodniu, ewentualnie z opcją “open” na siłownię. Większe sieci preferują abonamenty - za określoną kwotę możesz korzystać z dowolnej liczby zajęć i siedzieć na siłowni do upadłego.
Jeśli zastanawiasz się nad opłacalnością drugiej opcji, pomyśl o tym, jak o restauracji “all you can eat” - płacisz raz i próbujesz wszystkich dań. A że na początku lista dostępnych w klubie aktywności będzie dla ciebie równie zrozumiała, co nazwy potraw w menu “chińczyka”, to możliwość prowadzenia niezobowiązujących testów jest nie do przecenienia.
3. Sprawdź grafik
Ambitne założenia pod tytułem: TBC trzy razy w tygodniu na 7 rano szybko zweryfikuje życie. Czasem zaśpisz, czasem zwyczajnie odpuścisz, co jest całkowicie okej, pod warunkiem, że potem wagary odrobisz. Ale żeby mieć taką możliwość, grafik twojego klubu musi być wystarczająco pojemny. Sprawdź, jak często odbywają się zajęcia na które zamierzasz chodzić oraz ile widzisz w rozpisce ewentualnych zamienników.
4. Sprawdź ofertę prowadzonych zajęć (nawet tych, na które nie zamierzasz chodzić)
Myślisz, że joga jest nudna? Że na pilatesie nie można się zmęczyć? A próbowałeś? Jeśli odpowiedź brzmi: nie i wcale nie zamierzam” to tym bardziej poszukaj klubu, który również takie zajęcia oferuje i to najlepiej we wspomnianej wcześniej opcji open. Mając możliwość korzystania ze wszystkich atrakcji, prędzej czy później (choćby przez pomyłkę) trafisz do sali, w której ludzie wyginają kończyny pod wszystkimi możliwymi kątami i istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że ci się spodoba. A nawet jeśli nie - o tym, że czegoś nie lubisz, będziesz mógł mówić na podstawie własnych doświadczeń, a nie obejrzanych na YouTubie filmików.
5. Przypilnuj pilnujących
Podczas oględzin wybranego klubu koniecznie zagadnij pracujących tam trenerów. Sprawdź poziom entuzjazmu, z jakim odnoszą się do ćwiczących i czy w ogóle wchodzą z nimi w jakąkolwiek interakcję. Z miejsca w którym rola “trenera” ogranicza się do wydawania kluczyków do szafek w przebieralni - uciekaj czym prędzej. Trener powinien ci pokazać, jak obsługuje się poszczególne sprzęty i kontrolować sposób wykonywania ćwiczeń. Jasne, że nie będzie stał przy tobie cały czas, ale powinien zareagować, kiedy na przykład zbyt zawzięcie wymachujesz kettlem.

Warto zapytać również o możliwość zorganizowania treningów indywidualnych, nawet jeśli do idei ćwiczeń “pod nadzorem” podchodzisz sceptycznie. Trener personalny nie tylko zaproponuje ci zestaw dostosowany do twoich możliwości, ale również upewni się, że wszystkie ćwiczenia wykonujesz poprawnie - co ma kluczowe znaczenie, jeśli rzeczywiście zależy ci na efektywności.
6. Zajrzyj do szatni
O tym, jak istotnym miejscem w klubie jest szatnia przekonasz się najpewniej wtedy, kiedy po treningu, zamiast do domu, zaplanujesz wyjście “do ludzi”. To oznacza, że oprócz prysznica, w klubie będziesz musiał lub musiała doprowadzić się do porządku. Sprawa teoretycznie bardziej problematyczna z kobiecej perspektywy, ale bądźmy szczerzy: duże lustra, przy których można poprzeglądać się (dłuższą) chwilę, bez konieczności wykonywania dodatkowej serii ćwiczeń na łokcie, doceni również wielu panów.

POLUB NAS NA FACEBOOKU