Tak wożą przywódców Japonii, Niemiec i reszty świata. Z tymi kolumnami żadne seicento się przypadkowo nie zderzy

Tak wygląda ochrona japońskich przywódców na drodze. Gdyby taką miała premier Beata Szydło, dziś byłaby cała i zdrowa...
Tak wygląda ochrona japońskich przywódców na drodze. Gdyby taką miała premier Beata Szydło, dziś byłaby cała i zdrowa... Fot. YouTube.com/trh200v1tr
Przejazd kolumną rządową przez Oświęcim Beata Szydło przypłaciła traumatycznymi wspomnieniami zderzenia jej limuzyny z drzewem i wielodniową hospitalizacją. Tak skończyła się podróż przywódczyni jednego z największych europejskich państw w zespole zaledwie trzech pojazdów, których kierowcy zdecydowali, iż konieczne jest wyprzedzanie na podwójnej ciągłej przed skrzyżowaniem. Za to, że coś poszło nie tak rządzący obarczają tylko kierowcę seicento, z którym BOR się zderzył. A powinni chyba zerknąć na to, jak ich ochrona różni się do tej, którą mają koledzy ze szczytów władzy.

10 lutego 2017 roku Beata Szydło zapamięta pewnie do końca życia. Uczestniczyła w zdarzeniu drogowym, po którym wioząca ją rządowa limuzyna czołowo zdarzyła się z dość dużym drzewem. Z wstępnych ustaleń wynika, iż doszło do tego, gdy na podwójnej ciągłej przed skrzyżowaniem złożona z trzech aut kolumna rządowa rozpoczęła manewr wyprzedzania fiata seicento. Prowadzący to auto 21-latek skręcił w lewo, gdy minęło go pierwsze auto na sygnałach, reszta złożonej z 3 pojazdów kolumny musiała ratować się awaryjnymi manewrami. Kierowca limuzyny premier Szydło uznał chyba, że najlepszym wyjściem będzie uniknięcie kontaktu z małym autem miejskim i wjechał w drzewo.



Do tego nie doszłoby zapewne, gdyby szefowa polskiego rządu podróżowała tak, jak jej koledzy z po fachu z innych państw świata. Gdy oni wyjeżdżają na drogi, mają obstawę znacznie liczniejszą i unikającą potencjalnie zbyt niebezpiecznych manewrów. Gdyby Beata Szydło podróżowała pod ochroną japońskich funkcjonariuszy wyglądałoby to więc na przykład tak:
Jak widać, aut w kolumnie japońskiego dygnitarza jest znacznie więcej niż było w kolumnie polskiej premier. Szczelnie otaczają one limuzynę z VIP-em, a funkcjonariusze nawet wychylają się z ich okien, by mieć pewność, że nikt z kolumną się nie zderzy.

Przykładów takiej troski o to, by przywódca państwa nie był narażony choćby na powypadkową traumę i długą hospitalizację nie trzeba jednak szukać aż w Japonii. Inaczej niż polskie Biuro Ochrony Rządu obowiązki związane z ochroną najważniejszych osób w państwie wykonują też odpowiedzialni za takie zadania członkowie niemieckiego Bundeskriminalamt i policjanci tamtejszej drogówki:
I tutaj rzucają się w oczy mundurowi na motocyklach blokujący boczne uliczki, gdy kolumna z kanclerz Angelą Merkel jedzie główną drogą. Warto też zwrócić uwagę, z jak niewielką prędkością wszyscy poruszają się w terenie zabudowanym małego miasteczka.

A te przykłady to i tak nic przy tym, co dzieje się na drodze, gdy autem podróżują inni światowi przywódcy. Amerykańscy prezydenci na dłuższych odcinkach swymi słynnymi limuzynami podróżują rzadko. Gdy już jest taka konieczność, ochrona na trasie przedstawia się tak:
Żadne, nawet najbardziej niespodziewanie skręcające seicento nie doprowadziłoby też do zagrożenia zdrowia i życia prezydenta Rosji. Kolumny z Władimirem Putinem omijają legendarne moskiewskie korki dzięki jeździe pod prąd, ale o tym, czy można wykonać jakikolwiek manewr ochrona upewnia się w ten sposób:
Na to, by skręcające auto przypadkowo mogło uderzyć w pojazd z najważniejszym politykiem na pokładzie nie pozwalają sobie nawet we Francji. Choć prezydenta wozi się tam w hatchbacku, skład kolumny i zabezpieczenie przejazdu stoją na najwyższym poziomie:
Warta miliony pancerna limuzyna z kilkoma setkami koni pod maską oraz głośne i kolorowe "bomby" to bowiem zbyt mało, by skutecznie ochronić VIP-a. Premier Beata Szydło i chroniący ją funkcjonariusze BOR w miniony piątek przekonali się o tym bardzo boleśnie...

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...