Tajemniczy obraz Witkacego zniknie w prywatnej kolekcji. To być może ostatnia szansa, aby go zobaczyć

Fot. na:Temat
Charakterystyczny kształt budynku hotelu Intercontinental rozpoznaje każdy Warszawiak, ale do środka większość nie zagląda albo w ogóle, albo najwyżej, z pewną dozą nieśmiałości, przy okazji organizowanego tam szkolenia czy konferencji. Jednak ciekawość tych, którzy przez imponujące szklane drzwi zdecydują się od czasu do czasu przejść, zostanie wynagrodzona - na przykład możliwością obejrzenia dzieł Witkacego, Strzemińskiego, Dwurnika czy Hasiora.

Kilkadziesiąt dzieł sztuki nowoczesnej można oglądać w ramach pierwszej wystawy, organizowanej przez Dom Aukcyjny Libra. Warto się spieszyć, bo już 20 marca wszystkie obrazy i rzeźby trafią pod młotek i, być może na zawsze, znikną w domach prywatnych kolekcjonerów. A wśród wystawianych dzieł znajdują się prawdziwe perełki - na przykład portret tajemniczej Jadwigi autorstwa Witkacego.
- Jeśli chodzi o ten obraz, wykonaliśmy pracę iście detektywistyczną - tłumaczy prezes zarządu Libry - Ewa Szok. - Chcieliśmy dowiedzieć się, kim jest owa tajemnicza Jadwiga. Przestudiowaliśmy więc zdjęcia pierwszej narzeczonej Witkacego - Jadwigi Janczewskiej. Ten portret powstał jednak kilkanaście lat po jej samobójstwie, poza tym w porównaniu ze zdjęciami, podobieństwo jest raczej wątpliwe. Nie jest to również jego żona, jednak dopisek “Jadzia myśli” wskazuje na to, że autora łączyła z modelką osobista relacja. Zdobyliśmy więc zdjęcia wielu innych Jadwig, które albo przewinęły się przez jego życie, albo były przez niego portretowane. I żadne nie pasuje. - tłumaczy Ewa Szok.
Cena wywoławcza “tajemniczej Jadzi” to 80 tysięcy złotych, ale eksperci spodziewają się, że zwycięski kolekcjoner może wyłożyć sporo ponad 100 tysięcy. Za co jednak tak naprawdę zapłaci? - Wartość dzieła jest przede wszystkim symboliczna. Wiadomo, że nie chodzi o płótno i drewno. Liczy się nazwisko twórcy, historia dzieła oraz nalepki umieszczone na odwrocie, które dokumentują miejsca wystawienia danego obrazu oraz to, w jakich kolekcjach się wcześniej znajdował, czyli tak zwaną proweniencję - tłumaczy Ewa Szok dodając, że ceny dzieł winduje zarówno reputacja poprzednich właścicieli, jak i galerii, które miały dzieło w swoich zbiorach.
Cenę obrazu, równie dobrze co rozgłos, może też zwiększyć... jego brak: - Kosztowne są także dzieła, które trafiają na aukcje po raz pierwszy. Przykładem może być inny portret kobiecy z aukcyjnej oferty Libry „Na plaży” Jerzego Nowosielskiego, który nigdy nie był wystawiany i długo pozostawał w prywatnych rękach - przekonuje Ewa Szok.
Znaczenie dla wyceny ma też fakt, że dany obraz jest częścią cyklu charakterystycznego dla danego twórcy: - Nasz obraz Ryszarda Winiarskiego “Obszar 148” - najdroższy eksponat na całej aukcji, jest tu dobrym przykładem: stanowi część koncepcji artystycznej opartej na rachunku prawdopodobieństwa. Winiarski rzucał monetą i przenosił wyniki na płótno. W tym przypadku zadanie sobie utrudnił bo używał kostki, co tłumaczy również zastosowanie kolorów - mamy ich tu sześć, tyle co oczek, podczas gdy większość dzieł Winiarskiego jest czarno-białych - tłumaczy Ewa Szok.
Unikalność to właśnie to, na co stawiają kolekcjonerzy: - Nie ma dwóch takich samych kolekcji. Miłośnicy sztuki raczej nie specjalizują się dziełach jednego autora. Nabywca staje się swego rodzaju kuratorem, a zbiór, który tworzy staje się odzwierciedleniem jego osobowości - przekonuje Ewa Szok.
Przeglądając katalog, w którym ceny wywoławcze poszczególnych dzieł są, oględnie mówiąc imponujące, można zastanawiać się, kim są osoby decydujące się na ich zakup. Ewa Szok tłumaczy, że to głównie kompetentni kolekcjonerzy, ale też inwestorzy, których celem jest właściwe ulokowanie kapitału. Aby jednak lokować kapitał w sztuce dyplom finansisty, nawet z najbardziej prestiżowej uczelni, nie wystarczy. - Żeby dokonać dobrej inwestycji, trzeba mieć na temat sztuki wiedzę. Jest wiele fałszywych ścieżek, którymi można pójść zawierzając niewłaściwym ekspertom, obiecującym wysoki wzrost wartości danego dzieła - ostrzega prezes Libry.
Ewa Szok
Prezes zarządu domu aukcyjnego Libra

Należy pamiętać, że świat sztuki od zawsze związany był z rynkiem i finansami. Dawniej sponsorowali go mecenasi - czy to kościelni, czy też wywodzący się z arystokracji. Dzisiaj rynek dzieł sztuki jest chyba najbardziej demokratyczny, a kupujący, którzy wchodzą w niego jedynie z zamiarem zainwestowania funduszy, bardzo często łapią bakcyla - zaczynają się edukować, chodzić na wystawy.

Dzieła wystawione na pierwszej organizowanej przez Librę aukcji zawisną więc w biurach i siedzibach wielkich korporacji, ale również w domowych zaciszach. - Inwestorów sensu stricto, którzy kupiony obraz chowają do sejfu i czekają, aż zyska na wartości jest w sumie niewielu - tłumaczy Ewa Szok dodając, że liczba kolekcjonerów w Polsce jest w ogóle niska: - Wierzymy, że może być ich jeszcze więcej, a polska sztuka nowoczesna - nasz główny obszar zainteresowań - stanie się jeszcze bardziej popularna - stwierdza.
Co ciekawe, działalność Libry, wbrew temu, na co wskazywałaby nazwa, do aukcji ograniczać się nie będzie: - Znaczną część naszej działalności stanowią tak zwane “private sales”, czyli sprzedaż dzieł bezpośrednio osobom zainteresowanym. Mamy dość rozległą wiedzę na temat tego, jakie obrazy mogą pasować do profili określonych kolekcji, czy które dzieło może spodobać się określonemu kolekcjonerowi, dzięki czemu możemy ścieżkę pomiędzy sprzedającym a kupującym znacznie skrócić - informuje Ewa Szok.
Pytana o to, dlaczego warto lokować fundusze właśnie w obrazach czy rzeźbach, Ewa Szok odpowiada, że sztuka ma nad innymi formami inwestycji znaczącą przewagę, bo oprócz portfela wzbogaca również życie. Jeśli wasz nie jest jeszcze wystarczająco zasobny, aby wkroczyć w świat kolekcjonerów, zawsze możecie pozostać sztuki miłośnikami. A ci na pewno powinni odwiedzić organizowaną przez Librę wystawę.

Artykuł powstał we współpracy z Domem Aukcyjnym Libra.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...