Millenialsi, którzy za nic mają nowe trampki i komórki. Poznaj dwójkę, która zbudowała w górach własny raj na ziemi

Marcin i Samuela spełnili swoje wielkie marzenie i żyją w samowystarczalnym gospodarstwie na Podkarpaciu.
Marcin i Samuela spełnili swoje wielkie marzenie i żyją w samowystarczalnym gospodarstwie na Podkarpaciu. Fot. Kalpapāda / Facebook
Współcześni hippisi. Biedacy z wyboru. A może po prostu młodzi ludzie, pragnący nadać swojemu życiu sens. Coraz więcej millenialsów, również w Polsce, szuka alternatywy dla stałej pracy, posiadania domu, a nawet posługiwania się pieniędzmi. Niektórzy ruszają nad brzeg Biebrzy, inni postanawiają spędzić resztę życia w podróży. A jeszcze inni, jak Marcin i Samuela, zakasują rękawy i budują w górach samowystarczalne siedlisko, które ma ich żywić do końca życia. – To wciąż jest nisza, ale wskazująca na coś bardzo istotnego – komentuje Anna Maria Szutowicz, etnografka i atropolożka kultury, od lat zajmująca się badaniem młodych.

A może by tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady?
Jeśli nie w Bieszczady, to może chociaż po sąsiedzku, na Pogórze Dynowskie. Zanim Marcin i Samuela osiedlili się na stałe, bardzo długo szukali swojej wymarzonej działki, najchętniej na jak największym pustkowiu. W końcu, nie mogąc pozwolić sobie na dłuższą zwłokę i odkładanie marzenia - środki finansowe topniały, trzeba by znowu iść do "normalnej” pracy - wybrali jedną z działek i osiedlili się. Tak powstała Kalpapāda.



W przypadku tej dwójki "rzuć wszystko i jedź” niewiele miało wspólnego z naiwnym romantyzmem. Jeszcze kilka lat wcześniej zaczęli zgłębiać literaturę dotyczącą funkcjonowania naturalnych ekosystemów. Wpadli na pomysł, że jeśli ich nowy dom będzie funkcjonować na wzór takiego ekosystemu, po kilku latach, kiedy siedlisko osiągnie dojrzałość, będzie w stanie ich wyżywić przy minimalnym nakładzie pracy z ich strony.

Kalpapāda - w tradycji indyjskiej mityczne drzewo, spełniające życzenia. Wzmianki o nim znaleźć można w Rygwedzie (1.75; 17.26) i innych sanskryckich tekstach.

– Cały otaczający nas świat składa się z elementów, które oddziałują na siebie pozytywnie, neutralnie lub negatywnie. Naszym celem jest takie rozmieszczenie elementów na terenie siedliska, aby oddziaływały na siebie pozytywnie lub neutralnie – tłumaczy Marcin na prowadzonym przez siebie blogu. Zaraz potem zaczyna brzmieć o wiele mniej jak hippis, a o wiele bardziej jak biolog. – Innymi słowy, chodzi o stworzenie symbiotycznych relacji pomiędzy jak największą ilością elementów. Dzięki temu niewielka ilość energii będzie potrzebna do ich funkcjonowania.

By zrealizować swój projekt, para musiała dokładnie przeanalizować miejsce, w którym zamierzała się osiedlić. Wziąć pod uwagę ukształtowanie terenu, skład gleby, roślinność, a nawet kąt padania promieni słonecznych na ziemię w dniach letniego i zimowego przesilenia. To wszystko miało im pomóc w jak najkorzystniejszym z punktu widzenia procesów zachodzących w przyrodzie zaprojektowaniu budynków i innych potrzebnych im do życia sprzętów.

Kalpapada – niektóre z rozwiązań wykorzystujących energię słoneczną:

- ogród, sad, żywopłot, las, ogród leśny itp. - dzięki energii słonecznej produkują pożywienie, lekarstwa, materiały budowlane, opał itd.
- suszarnia słoneczna (dehydrator) - wykorzystuje energię słoneczną do suszenia owoców, warzyw, ziół i grzybów
- okna wystawione na południe wpuszczają naturalne i darmowe oświetlenie
- słoneczne kolektory powietrzne czy ściana Trombe'a - dogrzewają budynek
- ogniwa fotowoltaiczne - zamieniają energię słoneczną na elektryczną
- szklarnia lub tunel - pozwalają wydłużyć okres wegetacyjny wielu roślin
- słoneczna kuchenka - skupia promienie słoneczne podgrzewając garnek Czytaj więcej

Dziś Kalpapāda jest już niemal gotowa i sprawnie funkcjonuje – ogród żywi mieszkańców siedliska, a także tych, którzy chętnie ich odwiedzają. Para ma dostęp do wody, energii elektrycznej, a nawet internetu, niemniej początki nie były łatwe – brodzenie w glinie, ciężkie prace ogrodowe, zmaganie się ze szkodnikami, które niszczyły sałatę i inne rośliny jadalne, problemy z panele, fotowoltanicznym, który nie produkował tyle prądu, ile by się chciało, upały i burze na przemian z dotkliwym chłodem i droga dojazdowa zamieniająca się w trzęsawisko.

Jednym z pierwszych naszych projektów był prysznic solarny. Ta pierwsza wersja w przyszłości zostanie zapewne zastąpiona...

Posted by Kalpapāda on Tuesday, February 28, 2017
Mimo trudów, niepogody i bardzo szczuplutkich funduszy już w 2015 roku Marcinowi i Samueli udało się rozpocząć budowę leśnej chatki, w której docelowo mogliby zamieszkać – z drewnianych pali i desek, kostek słomy, gliny, z klepiskiem w środku i paleniskiem. Wszystko jak najtańszym kosztem, łącznie za około 2 tys. złotych, własnymi rękami albo przy pomocy "dobrych dusz”, które co jakiś czas wpadały do tego maleńkiego raju na końcu świata, by im pomóc. Obok chatki powstał nawet tymczasowy prysznic z wodą ogrzewaną promieniami słonecznymi. – Nie, żeby mycie w balii było jakieś gorsze – mówi Marcin. – My, jeśli czegoś pragniemy, to po prostu znajdujemy sposób, jak to coś zmaterializować – wyjaśnia.

Para żyjąca w podkarpackim lesie jeszcze nie osiągnęła stanu, w którym mogłaby funkcjonować całkowicie bez pieniędzy, ale nieustannie zbliża się do tego celu. Oboje są przekonani, że jeśli się chce, wszystko po prostu da się jakoś zrobić. – Oprócz pozytywnego myślenia, warto zaopatrzyć w ogromną ilość cierpliwości – pisze Marcin na swoim blogu.
Marcin Krzeszewski, Kalpapada

Doświadczenie niskiego stanu konta, odbijania się od zera czy upłynniania środków na bieżąco, pokazało nam, że w tym kraju nie można z tego powodu doświadczyć wielkiego dyskomfortu. Oczywiście jest to kwestia bardzo indywidualna. Nam granicę jego odczuwania znacznie przesunęło poczucie wolności, które wcześniej odbierały nam zobowiązania finansowe. W znoszeniu biwakowych warunków pomocne jest również poczucie sensu takiego działania, pewnego rodzaju misji, oraz świadomość, że jest to dla nas cywilizacyjny reset, wielka nauka uważnego obcowania z naturą i początkowy okres przejściowy, większej, życiowej przygody. Czytaj więcej

"Wolność, absolutna wolność i niezależność"
Przykładów poszukiwania alternatywnych form zdobywania pożywienia czy mieszkania jest więcej. Pisaliśmy niedawno o innej Polce, Annie Książek, która znalazła inny sposób na poradzenie sobie z niepewną przyszłością - spędzenie reszty życia w podróży dookoła świata. – Nigdy nie wyobrażałam sobie pracy od 9 do 17, z szefem czy szefową i narzuconymi obowiązkami – wyjaśnia podróżniczka, zapytana o to, czy trudno było porzucić jej "normalne" życie w społeczeństwie.

Sprawdziwszy, co obecnie dzieje się u Ani, dowiaduję się, że obecnie znajduje się na Bałkanach. Noclegi nie kosztują jej praktycznie nic, jedzenie często dostaje od innych w zamian za wolontariacką pracę. Prócz tego wydaje pieniądze właściwie tylko na środki transportu, kiedy jest za zimno, by podróżować autostopem, albo na przykład lekarza czy aparat, który ktoś jej ostatnio ukradł. Kiedy pytam ją, co najbardziej podoba jej się w takim stylu życia, odpowiada bez wahania – Wolność, absolutna wolność i niezależność. Możliwość podążania za własnymi marzeniami, zmieniania świata, robienia tego, co jest zgodne ze mną i moimi wartościami.

Czasem warto zatrzymać się, uspokoić i naładować otaczającym nas pięknem tej jedynej, niepowtarzalnej chwili.

Posted by Kalpapāda on Monday, January 9, 2017
Młodzi szukają sensu
– Młodzi mają dzisiaj wielki głód wartości – wyjaśnia Anna Maria Szutowicz, badaczka polskich millenialsów. – Tym, co się powtarza w tych historiach, jest motyw ucieczki od jakiegoś masowego, nieprawdziwego, toksycznego świata. Ci młodzi ludzie mają poczucie, słuszne zresztą, że rynek, praca, paradygmat ciągłego rozwoju i posiadania, są jakimś kieratem, od którego chcą się uwolnić.

Antropolożka wyjaśnia jednak, że wciąż jest to zjawisko stojące w opozycji do mainstreamu. – Kiedy pomyślimy o większości młodych ludzi w Polsce, to dla nich pokusa konsumowania wciąż jest zbyt silna. Powiedzą bohaterom tej opowieści "szacun” i "fajnie”, ale na co dzień nie są w stanie się im oprzeć. Dane pokazują, że ponad 2/3 młodych ludzi (w wieku 16-29 lat) w Polsce, deklaruje, że lubi kupować i ciągle pragnie nowych rzeczy – wyjaśnia.

Badaczka zauważa też w zjawisku odchodzenia od konsumpcjonistycznych wzorców w stronę minimalizmu analogię do ruchu hipisowskiego w Stanach Zjednoczonych. Przypomina, że tam tworzyły go buntujące się dzieci nasyconych po wojnie rodziców, którzy w ramach nowego ładu lat 50. skupili się na akumulacji sprzętów AGD i radości z picia kawy rozpuszczalnej. – Również dzisiejsi młodzi ludzie w Polsce, dla których świat posiadania jest czymś nieatrakcyjnym, z dużym prawdopodobieństwem są dziećmi rodziców, którzy zachłysnęli się, bardziej lub mniej, konsumpcją.

Kiedy rzuciłem swoją ostatnią pracę zapytałem google, jak żyć bez pieniędzy. Po polsku nie znalazłem wtedy artykułów w...

Posted by Kalpapāda on Tuesday, March 7, 2017
I choć zjawisko poszukiwania alternatywnych form funkcjonowania w świecie i społeczeństwie jest wciąż pewną niszą, zdaniem badaczki wskazuje na coś bardzo istotnego. – Kiedy popatrzymy na dane GUS-u, to widzimy, że społeczeństwo polskie od kilkunastu lat stale się bogaci - gospodarstwa domowe mają coraz więcej pieniędzy, a z portfeli tych gospodarstw w coraz większej mierze korzystają młodzi ludzie. Historie takie jak tej pary albo żyjącej w podróży Ani pokazują to, że dzisiejsi młodzi im bardziej są najedzeni, tym mniej pragną konsumować dobra, a tym bardziej chcą konsumować doświadczenie.

Zarazem Ania, pięknie opowiadająca o tym, jak poznaje ciągle nowych ludzi, jak i jej koleżanki w Polsce, które kolekcjonują lakiery do paznokci i cienie do powiek za 5 złotych, będą miały tutaj coś wspólnego - nieustanne pragnienie nowych bodźców, które jest charakterystyczne dla pokolenia millenialsów. – Podróże mają rozwijać, ale przede wszystkim dostarczać przyjemności i dobodźcowywać. Większość młodych te potrzeby będzie realizować w Rossmannie, a nie w Bangkoku – wyjaśnia antropolożka.

Mieszkańcy Kalpapādy ustawiają się na drugim biegunie życiowych pragnień - oni nadmiarowi bodźców mówią stop. – To debata, która już trwa: czy ilość komunikatów i wytworów rynkowych, które naszym zdaniem przytłaczają dzisiejszych młodych ludzi, w końcu spotka się z ich wetem – mówi Szutowicz. – Dane ilościowe dla Polski wskazują, że jak na razie młodzi wciąż chcą więcej i więcej, ich apatety na "nowe-fajne” rośnie. Natomiast socjolodzy, antropolodzy cały czas wypatrują momentu, kiedy ten trend się wyczerpie.

Losy Marcina i Samueli możemy śledzić na ich blogu Kalpapāda.

Anna Maria Szutowicz - etnografka i antropolożka kultury. Właścicielka Y&Lovers - agencji specjalizującej się w projektowaniu i analizie badań młodych Polaków oraz doradztwie strategicznym na ich bazie. Pracuje z teamem egoistycznych, roszczeniowych, uzależnionych od fidbeku i lajków badaczy i od nich uczy się jak żyć.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...