ZUS wmawia prezesowi firmy, że nie potrzebował tej pracownicy. Tylko dlatego, że muszą wypłacić jej duży macierzyński

ZUS wskazał palcem młodą pracownicę w firmie komputerowej. stwierdzając, że 8 tys. złotych na rękę do dla niej zbyt dużo. Wszystko po to aby obniżyć jej zasiłek macierzyński.
ZUS wskazał palcem młodą pracownicę w firmie komputerowej. stwierdzając, że 8 tys. złotych na rękę do dla niej zbyt dużo. Wszystko po to aby obniżyć jej zasiłek macierzyński. fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Panie prezesie, Pan nie potrzebował tego pracownika. A pani pensja (to do młodej matki) nie powinna wynosić 8 tys. netto, ale najwyżej 4 tys. zł. To wszystko fikcja w celu wyłudzenia świadczeń! To wnioski wojowniczego inspektora ZUS po kontroli w warszawskiej firmie informatycznej Evercode.

Alarm i podejrzenia ZUS-u wzbudził fakt, że młoda kobieta tuż po zatrudnieniu na etacie otrzymywała wysoką pensję. Następnie zaszła w ciążę, pracowała i szczęśliwie urodziła. Niby legalnie, normalnie, zgodnie z polityką prorodzinna rządu, jednak dla instytucji takie matki to poważny problem. Im lepiej zarabiają, tym więcej ZUS musi im wypłacać pieniędzy w czasie urlopu macierzyńskiego.

Dziewięć miesięcy temu zatrudniłem do Evercode dziewczynę. Ciężko pracowała za 8kpln netto na umowę o pracę będąc w ciąż...

Opublikowany przez Sebastian Skrzynecki na 22 kwietnia 2017
Wpis prezesa pokazuje bezradność wobec systemu. Im bardziej będzie się stawiał i protestował, tym większe problemy sprawi młodej matce i pracownicy. – Na razie korzystamy z dostępnej ścieżki i rozmawiamy z ZUS. Z drugiej strony okazało się, że może jest jakiś systemowy problem i dlatego w najbliższej przyszłości spróbujemy zorganizować spotkanie wielostronne i pochylić się nad problemem – komentuje Sebastian Skrzynecki.



Sposobu na wojowniczych inspektorów właściwie nie ma, bo zgodnie z przyznanymi uprawnieniami pod pretekstem wyłudzenia mogą już zakwestionować każdą umowę. Następnie żądają zwrotu świadczeń. A potem niczym w komedii o PRL "cham się uprze i mu daj". To jednak dopiero czubek góry lodowej.

ZUS przeciwko rodzicom
Katarzyna Kalata, niedoszła prezes ZUS, ujawnia, że tylko do jej firmy zajmującej się rozliczeniami z ZUS trafiło kilkadziesiąt podobnych przypadków. – To tak, jakby każdy, kto w miarę przyzwoicie zarabia, a skorzysta ze świadczeń ZUS, miałby być automatycznie kontrolowany, a wraz z nim firmy, pracodawcy itd. – mówi Kalata. Podaje listę już kilkunastu przegranych przez zakład ubezpieczeniowy spraw sądowych. Za każdym razem scenariusz był jak wyżej.

Niedawno opisywaliśmy bulwersującą historię przedsiębiorczej matki, której ZUS dał 30 dni na zwrot 300 tys. złotych. Jej "winą" było to, że prowadziła zyskowna firmę, a druga ciąża, poród i zwolnienie chorobowe zapaliło czerwone światełko w systemie urzędników.

W dodatku im większa skala problemów finansowych w ZUS, tym wojowniczy inspektorzy coraz niżej schylają się po pieniądze. Jak dodaje Kalata, na jej biurko trafiła właśnie sprawa ojca, któremu zakwestionowano 1400 złotych wypłaconego świadczenia za dwutygodniowy urlop tacierzyński. Cóż z tego, że mógłby boksować się w sądzie i za około trzy lata wygrać sprawę. Jeśli skorzysta z pomocy prawnej, to koszty dochodzenia sprawiedliwości przekroczą to, co mógłby odzyskać.

Na własnej stronie ZUS publikuje w czytelny sposób komu i jakich sytuacjach należą się świadczenia rodzicielskie. To oczywiście zgodne z prorodzinną polityką rządu i tylko w teorii. Nie wiadomo, dlaczego instytucja po cichu rozpętuje akcje przeciwko rodzicom, zwłaszcza bogatym. Rzecznik ZUS pytany o głośne ostatnio przypadki kontroli matek i ich pracodawców odmawia komentarza. Twierdzi, że każdy z przypadków wymagałby osobnej analizy, a nie wypada mu się wypowiadać o sprawach konkretnych osób. Z kolei pytanie, czy działania kontrolne ZUS to rodzaj akcji w sprawie matek, zbywa "a od ilu przypadków zaczyna się akcja?"

Specjalne uprawnienia śledcze ZUS
Tymczasem w Senacie właśnie gmerają przy ubezpieczeniach społecznych. Autorzy projektu i Marcin Zieleniecki, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej stworzyli dla ZUS idealny paragraf do polowania na pieniądze. Mówi o tym, że zakład będzie mógł dowolnie ustalać tzw. "płatnika składek", że będzie miał możliwość arbitralnego ustalenia rzekomych zaległości w składkach ubezpieczeniowych, a decyzje finansowe będzie wystawiał z rygorem natychmiastowej wykonalności. Sięgnie po umowy pracownice za 5 lat wstecz.

Już wyjaśniamy na czym to polega. Wyobraźcie sobie programistę, fotografa, jakiegokolwiek innego freelancera do wynajęcia. Pracował w kilku firmach. W jednej miał etat, a pozostałe umowy i dochody były zwolnione ze składek ZUS. Tylko od aktywności i inwencji inspektorów ZUS zależeć będzie, od jakich umów i który z szefów programisty zapłaci składkę (swobodna ocena płatnika składek). Może wybierze sobie tę największą umowę i od niej zażąda składek, a może od wszystkich naraz, co zostanie nazwane "zbiegiem umów" w celu wyłudzenia.
Wojciech Warski, Business Centre Club

Uchwalone ekspresowo przez Sejm i trafiające obecnie pod obrady Senatu przepisy będą mogły być stosowane masowo nie tylko wobec firm nadużywających w przeszłości prawa, ale i wobec firm, które dawały zlecenia osobom już opłacającym składki ubezpieczeniowe gdzie indziej i które w związku z tym – całkowicie legalnie - nie odprowadzały ich od następnych umów. Może to być narzędzie nieuzasadnionych represji finansowych wobec firm i pracowników.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...