Polski prezes wytłumaczył Reutersowi, dlaczego nie płaci Polakom 3000 euro. Niech powie to fachowcom na emigracji

Dariusz Blocher, szef Grupy Budimex - ma rekordowe zyski, ale nie może płacić pracownikom tyle ile chcą, potem narzeka, że nie ma komu pracować na budowach.
Dariusz Blocher, szef Grupy Budimex - ma rekordowe zyski, ale nie może płacić pracownikom tyle ile chcą, potem narzeka, że nie ma komu pracować na budowach. fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Skoro mamy w Polsce rynek pracownika, na którym to kandydaci do pracy dyktują warunki zatrudnienia. to dlaczego podwyżki płac są wciąż tak skromne? Fenomen wyjaśnił Dariusz Blocher, szef Budimexu, jednej z największych firm budowlanych w Polsce. Dziennikarzom Reutersa poskarżył się, że większość fachowców wyjechało z Polski za pieniędzmi, a tym pozostałym w kraju nie może płacić tyle, ile oczekują.

Reuters najpierw opisał "dramat polskiego biznesmena". W latach 2018-2020 szykują się wielkie inwestycje, w dodatku częściowo finansowane dotacjami unijnymi. Szef Budimexu, jednej z największych firm w branży budowlanej, żali się, że nie będzie kim robić. Stolarze, murarze, spawacze pojechali w świat w poszukiwaniu lepszych zarobków. Pozostali na rynku fachowcy żądają zaporowych stawek – czemu firma ledwie może sprostać.



– Nie możemy zaoferować każdemu pracownikowi 3-4 tys. euro, ponieważ żaden inwestor nie zapłaci za to – powiedział dziennikarzom Dariusz Blocher. Dodał, że średnie wynagrodzenie to nadal 1096 euro miesięcznie. W kolejnym zdaniu wytłumaczył, jakim cudem udaje mu się wciąż spinać biznes. – Są budowle w Polsce, gdzie około 50 procent robotników to cudzoziemcy, głównie ze Wschodu: Ukrainy, Białorusi, Mołdawii – stwierdził.

Bingo! Jeśli do tej pory zastanawialiście się, gdzie się podziały wasze podwyżki, to prezes właśnie to wytłumaczył. Ku szczęściu przedsiębiorców, w wielu branżach wciąż znajdują się osoby gotowe pracować za połowę czy jedna trzecią rynkowej stawki. Dokładnie to samo powiedział niedawno Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy, ekonomista z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. I przy okazji wykpił narzekania pracodawców na brak rąk do pracy: jeśli ktoś będzie szukał taniego specjalisty np. za 2 tys. pensji miesięcznie, to nie znajdzie go do końca życia.
Łukasz Komuda
wypowiedź dla Wyborcza.pl

Dużo się teraz pisze o pracownikach z Ukrainy. Dla mnie to się kłóci z patriotyzmem. Jedynym sposobem na podniesienie wynagrodzeń, prócz wzrostu gospodarki, jest niedopuszczanie do rynku pracy tych, którzy są gotowi pracować za pół ceny. Czytaj więcej

Dlaczego więc prezes firmy Budimex wciąż szuka fachowców za 4500 zł i czy nie ma z czego płacić pracownikom? O nie, w 2016 roku firma odnotowała rekordowe wyniki finansowe – przy 5,5 miliardach przychodów było to 751 mln zł (zysk brutto). A to wszystko przy nędznej kondycji rynku, gdy odnotowano spadek produkcji budowlano-montażowej o 14,4 proc.

Według wyliczeń firmy doradczej PwC, średni koszt budowy 1 km autostrady w Polsce w wynosił 9,61 mln, a średnia w Europie to 9,4 mln euro (to bilans inwestycji drogowych UE za lata 2007-2013). Skoro koszty budowy dróg mamy europejskie, to dlaczego na tym samym poziomie nie są wynagrodzenia budujących je pracowników? Tego już prezes nie wyjaśnił, choć jego firma należy do wiodących na tym rynku. Za to Reuters puścił w świat jego narzekania. Opublikował je "Daily Mail", wzbudzając zapewne uśmiech politowania czytających to polskich emigrantów.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...