"To jest dla nas upokarzające". Afera o zaproszenia to nie błąd Kancelarii Prezydenta. To porażka polskiej dyplomacji

Do wizyty Donalda Trumpa w Polsce zostało kilka dni, a już wybuchła wojna o zaproszenia i spotkania.
Do wizyty Donalda Trumpa w Polsce zostało kilka dni, a już wybuchła wojna o zaproszenia i spotkania. Fot. flickr.com/Evan Guest CC SA 2.0
Za kilka dni, do Polski przyleci prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Podobno wszystko jest już zapięte na ostatni guzik, ale wczoraj wybuchła afera dotycząca zaproszeń dla parlamentarzystów z opozycji. Czy rzeczywiście jest o co kruszyć kopie, co pokazuje zaplanowany przebieg wizyty i czego tak naprawdę możemy spodziewać się po Donaldzie Trumpie?

Oprócz spotkania w cztery oczy i rozmów polityków i dyplomatów delegacji amerykańskiej i polskiej, wszyscy chętni będą mogli zobaczyć i posłuchać przemówienia amerykańskiego prezydenta na Placu Krasińskich. Będą tam też obecni politycy, co już wywołało polityczną awanturę. A dokładniej zaproszenia na uroczystość, które politykom opozycji wysyła amerykańska ambasada. Politycy Platformy Obywatelskiej twierdzą, że "to skandal", "nie mają amerykańskiej wizy" czy "żyjemy na Białorusi". O tym, kto powinien wysyłać zaproszenia na spotkanie z prezydentem USA, co oznacza taki a nie inny przebieg wizyty i czego możemy spodziewać się po kontrowersyjnym prezydencie Stanów Zjednoczonych zapytałem dr Janusza Siborę, eksperta od protokołu dyplomatycznego i dyplomacji.
Jeszcze Donald Trump nie przyjechał do Polski, a już wybuchła afera związana z wizytą, a dokładnie z zaproszeniami na nią. Kto powinien zaprosić posłów i senatorów na spotkanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych?



To jest z pozoru prosta sprawa, ale jak pokazują podobne wydarzenia z przeszłości, wcale tak nie jest. Wszystkie wizyty prezydentów Stanów Zjednoczonych można prześledzić na stronach Departamentu Stanu i wyczytać z nich wiele ciekawych informacji. Prezydenckie wizyty dzielą się na wizyty oficjalne, oficjalne państwowe i robocze. Są także wizyty, które nie mają jasnego statusu i w takim przypadku są przez amerykańskich urzędników opisywane. I takie wizyty, w środowisku zajmującym się dyplomacją i protokołem są nazywane wizytami konferencyjnymi wielostronnymi. Bo przypomnijmy, że Donald Trump przyjeżdża do Polski na szczyt Trójmorza. I tak naprawdę jedyną amerykańską wizytą oficjalną była wizyta prezydenta Busha w czerwcu 2001 roku. Pamiętajmy, że Trump przyjeżdża na zaproszenie Andrzeja Dudy i prezydent Chorwacji, co zresztą prezydent Duda wyeksponował podczas swojej ostatniej wizyty w Chorwacji, a więc przynajmniej z założenia ma być to spotkanie wielostronne z wieloma uczestnikami, także z tymi z zagranicy.

Patrząc na to, jak ta wizyta jest organizowana, widać, że ma ona charakter naprawczy. Po tym co stało się na szczycie NATO w Brukseli, gdzie w swoim przemówieniu Trump opuścił słynne już 27 słów i na kampanijne przemówienie Angeli Merkel, które wygłosiła w namiocie piwnym, moim zdaniem musi na to jakoś zareagować. Po tym co się stało podczas ostatnich spotkań Trumpa z europejskimi przywódcami, Wolfgang Ischinger, odpowiedzialny za konferencje bezpieczeństwa w Monachium powiedział, że należy na nowo zdefiniować stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Europą. W swoim przemówieniu porównał Donalda Trumpa do „wielkiej kuli do wyburzania”. Na to wszystko nałożyło się także przemówienie Emanuela Macrona do obywateli amerykańskich, w którym to powiedział, że Amerykanie zawsze mogą przyjechać do Francji i znajdą tu drugą ojczyznę. Na to wszystko prezydent Stanów Zjednoczonych musi zareagować.
A co do Polski...

Proszę sobie przypomnieć jak wyglądała konferencja ministra Waszczykowskiego i ministra Szczerskiego kiedy byli na pogrzebie Zbigniewa Brzezińskiego. Wtedy pytano prezydenckiego ministra o szczegóły, a on był tak tym podekscytowany, że powiedział trochę za dużo. Usłyszeliśmy wtedy, że my nic nie wiemy, o wszystko będziemy pytać Stany Zjednoczone”. Z doświadczenia wiem, jak znam historię wizyt prezydentów Stanów Zjednoczonych w Polsce pochodzącą z odtajnionych akt i notatek, sposób planowania wizyty ze strony amerykańskiej wygląda tak, że Amerykanie wymuszają na stronie przyjmującej swoje rozwiązania. Czyli na przykład, jak w przypadku wizyty Busha w 1989 roku, wystąpienie prezydenta przed Zgromadzeniem Narodowym. Wtedy strona polska nie za bardzo chciała, ale jak możemy przeczytać w tych notatkach, sekretarz stanu, który zajmował się tą wizytą, powiedział polskiej stronie „Wierzymy, że dacie sobie z tym radę”. Nawet takie drobiazgi jak sposób zapowiadania wejścia prezydenta są przedmiotem nacisku i instrukcji Amerykanów. My de facto realizujemy wszystkie żądania tamtej strony.

Wracając do tego co dzieje się dzisiaj. Mnie to o tyle nie zaskakuje, że w czasie pierwszej wizyty Baracka Obamy w Polsce, prezydent składał kwiaty bohaterów getta i na grobie nieznanego żołnierza przy którym spotkał się z Powstańcami warszawskimi. I na to wydarzenie, zaproszenia dla kombatantów wystosowała ambasada amerykańska. Ja widziałem takie zaproszenie. Zwracał na nie uwagę jeden z zaproszonych. Na zaproszeniu było napisane: Ambasada Amerykańska w Warszawie. Nie ma czegoś takiego. Jest ambasada Stanów Zjednoczonych. Amerykanie sobie po prostu roszczą pewne rzeczy, niezgodnie z przyjętymi regułami i obyczajami. Oczywiście zaproszenia przez ambasadę są przyjęte przez protokół w przypadku spotkań odbywających się na terenie ambasady. Jest ona enklawą eksterytorialną i pełni wtedy rolę rezydencji głowy państwa. I to jest norma. Czasami nawet użycza się takiej rezydencji jeśli trzeba i to wszystko mieści się w protokole. Ale tę wizytę Trumpa można zaklasyfikować jako wizytę roboczą, więc Donald Trump jest gościem, a nie gospodarzem.

Moim zdaniem czynienie takich ustępstw na rzecz strony amerykańskiej, na wyraźne jej żądanie, bo to quasi przemówienie, bo albo robimy spotkanie w formule otwartej dla obywateli, na które wszyscy mogą spontanicznie przyjść albo po zarejestrowaniu. Ale w tym momencie tworzy się jakiś precedens, sztucznie produkowany entuzjazm, bo organizuje się jakąś grupę ludzi, która ma wiwatować na cześć prezydenta. Jest to moim zdaniem upokarzające, bo honoru nam nie przynosi. Bo jednak społeczeństwo obywatelskie w Wielkiej Brytanii zebrało ponad 1,5 mln podpisów pod petycją, mówiącą o tym, że nie chcą go na terenie swojego kraju widzieć. My mamy teraz taką sytuację niehonorową, dyskomfortową, że na ziemi polskiej gospodarzem jest prezydent Stanów Zjednoczonych.

Trzeba jednak powiedzieć, że nie jest to pierwszy raz, bo na przykład przy pierwszej wizycie Obamy, prezydent Komorowski zaprosił szefów innych państw bez dokładnych uzgodnień ze stroną amerykańską, która jak tylko się o tym dowiedziała, przez jakiś czas groziła nawet zerwaniem tego spotkania. Wtedy Obama postanowił się odegrać na Komorowskim i zrobił to podczas konferencji w Pałacu Prezydenckim, gdzie to Obama skończył konferencję. To był policzek dla polskiego prezydenta. Uśmiechy, klepanie po plecach czy inicjowanie uścisków dłoni pokazuje, że prezydent USA jest współgospodarzem spotkania. A w tym przypadku chyba jest jeszcze gorzej, bo mamy tu do czynienia ze spotkaniem starannie wyselekcjonowanych osobami i politykami. To jest upokarzające dla strony polskiej, ciągle widać ten układ wasalny. I to widać, że na ziemi polskiej to nie prezydent Polski organizuje to spotkanie tylko prezydent amerykański robi sobie taką eksterytorialną enklawę i on tam jest gospodarzem.

Czyli można powiedzieć, że nasza dyplomacja całkowicie poddaje się naciskom tej drugiej strony?

Tak. Podobnie było w przypadku wizyty Hollanda w Polsce, kiedy to strona francuska wymogła na naszej dyplomacji przemówienie francuskiego prezydenta przed Zgromadzeniem Narodowym. A przypomnijmy, że coś takie mogło się odbyć na końcu jego kadencji, za coś, za jakieś osiągnięcia a nie na początku, in blanco. A poza tym, nasz prezydent powinien we Francji dostać to samo. A co dostał? Uczestnictwo w majowej paradzie w rocznice zakończenia II Wojny światowej. To nie są równorzędne rzeczy. Choć podobnie amerykanie potraktowali Francuzów, kiedy wymusili na nich uczestnictwo ówczesnego kandydata na premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna w uroczystościach rocznicowych lądowania wojsk w Normandii. Francuzi nie chcieli tego zrobić, ale wreszcie zaprosili Browna, bo Amerykanie uważali, że dobrze będzie wyglądało zdjęcie, na którym popierany przez nich kandydat będzie z przywódcami europejskimi. Niedawno pytano mnie czy wizyta Trumpa w Polsce jest ważna. Każda wizyta amerykańskiego prezydenta jest ważne, ale niektórymi wizytami można się chwalić, a za niektóre wstydzić. I w taki sposób Francuzi by go nie przyjęli, Niemcy też są niechętne, ale nie z powodu szczytu G20 nie maja wyjścia. W dyplomacji nie można tworzyć kanałów jednostronnych, tylko czy ta formuła nie jest dla nas upokarzająca? Czy nie pokazuje to takiego podejścia serwilistycznego i tego, że my się tak trochę cieszymy z byle czego?

Co pokazuje formuła i kalendarz spotkań podczas tej wizyty? Czy tylko mi wydaje się, że jest ona organizowana „na szybko”?

Tak, powiedziałbym nawet, że jest organizowana na wariackich papierach. 8 czerwca tak naprawdę zapadła decyzja o przyjeździe Trumpa do Polski. I to zapewne stało się po tych wykreślonych trzech zdaniach. Moim zdaniem sekretarz obrony i sekretarz stanu postawili się prezydentowi, że albo pojedzie to naprawić, albo oni podają się do dymisji. Prezydent Trump miał małe pole manewru.

Czy możemy już cos powiedzieć o przemówieniu Donalda Trumpa, które wygłosi na Placu Krasińskich?

Moim zdaniem przemówienie Trumpa będzie ostre, buńczuczne i dobrze napisane. To nie będzie przemówienie takie jak mogliśmy usłyszeć do tej pory. One były po prostu słabe. Ja sądzę, że to będzie przemówienie, które będzie chciał nazwać doktryną Trumpa. Ono będzie mocno antyrosyjskie. I to będzie dla nas problem, bo Rosja z pewnością na to zareaguje. Donald Trump odjedzie, a my zostaniemy z problemem. Będą też tematy gospodarcze, bo pamiętajmy, że Amerykanie chcą zablokować projekt budowy Jedwabnego Szlaku. On będzie chciał trochę bez pokrycia zablokować ekspansje chińską na tym terenie. Kwestie wojska to będzie 80 procent przemówienia. Trump traktuje tą wizytę jako sposób na wzmocnienie siebie w kraju i w oczach przywódców na szczycie G20. Prezydent USA będzie też próbował wbić klin w to co o obecnych stosunkach europejsko-amerykańskich mówi Merkel i Macron.

Politycy z obozu rządzącego nie zaprzeczyli, że starano się o pochwały dla "dobrej zmiany". Czy prezydent Trump może coś takiego w swoim przemówieniu powiedzieć?

Oczywiście wprost tego nie powie, ale możemy oczekiwać jakieś zawoalowanej pochwały. Trump będzie raczej szukał punktów wspólnych obecnej polityki amerykańskiej i polskiej. To może być sprawa nieprzyjmowania uchodźców, kwestie energetyczne, neoprotekcjonizm gospodarczy. Też pewnie odniesie się do sposobu wyboru i głosowania. Na pewno będzie Kościuszko, na pewno będzie Pułaski, na pewno będzie armia Hallera czy Polacy z Chicago.

Podczas zagranicznych wizyt widać, że prezydent USA ma problem z przestrzeganiem protokołu i reguł przyjętych podczas takich wizyt. Dlaczego to robi?

On z rozmysłem nie przestrzega protokołu dyplomatycznego. Ona swój własny protokół Trumpowy. On się cieszy z każdego razu kiedy uda mu się zapiąć marynarkę w odpowiednim momencie. Czy słynna sprawa trzymania się za ręce. Przy takich okazjach, nie okazuje się emocji i osobistych stosunków. Nie wiadomo też, kogo Trump ze sobą przywiezie. Bo jeżeli przyjedzie małżonka, to naturalne, że nią zajmie się polska pierwsza dama. Ale jeśli przybędzie także jego córka, która ma pozycję jego doradcy? On łamie wszystkie dotychczasowe przyjęte obyczaje i normy. On to wszystko łamie, jest ekscentrykiem, jest ponad to wszystko.

Rozumiem, że on to robi specjalnie i te wszystkie zasady zna?

Oczywiście. On je wszystkie zna. A to co robi, jest świadome i wynika z jego charakteru i instynktu niszczyciela. On potrafi się zachować zgodnie z zasadami, ale to nie jest w jego stylu.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...