
Jeszcze nie zdążył dojechać do domu po Woodstocku, a prawicowy internet już chce go wyrzucać z Trójki i poddać genetycznej lustracji. Wszystko przez słowa, że następny festiwal odbędzie się na Wiejskiej, a także rzekomy okrzyk "j***ć PiS!". Piotr Bukartyk w rozmowie z naTemat mówi, jakie słowa faktycznie wypowiedział i dlaczego nie boi się konsekwencji ze strony "dobrozmiennej" Trójki.
REKLAMA
Prawicowy internet trzęsie się z oburzenia. Wszystko dlatego, że Piotr Bukartyk miał krzyczeć ze sceny, by "j***ć PiS".
Tymczasem w rozmowie z naTemat artysta zaprzecza, by takie słowa padły z jego ust. Doniesienia sympatyków partii ocenia jako fake news.
– To ludzie pod sceną krzyczeli, co należy zrobić z PiS-em, a nie ja – tłumaczy Bukartyk. – Mnie nie wypada tego krzyczeć, więc powiedziałem tylko, że się z nimi zgadzam – wyjaśnia muzyk. A co ze słowami o tym, że następny Przystanek Woodstock może odbyć się na Wiejskiej, przed siedzibą parlamentu? – To rzeczywiście powiedziałem, bo uczestnicy festiwalu zapytali mnie, czy w następnym roku też przyjadę. Więc powiedziałem, że tak, będę, zarówno wtedy, gdy impreza odbędzie się znowu w Kostrzynie nad Odrą, jak i wtedy, gdy przeniesie się przed Sejm – mówi Bukartyk.
Artysta tłumaczy, że sam nie interesuje się polityką, ale polityka zainteresowała się nim, dlatego często można go spotkać w tłumie protestujących. Dlaczego nie ma go na scenie? – Nie występuję z politykami – mówi krótko. Jest znany z tego, że ma do nich sceptyczny stosunek. – Dla mnie polityka ma twarz poseł Krystyny Pawłowicz – uzasadnia Bukartyk. – Zgadzam się ze słowami Jurka [Owsiaka - red.], że politycy nie powinni zadzierać z rock & rollem – komentuje odnosząc się do trudności, jakie władza PiS robiła organizatorom Woodstocku.
Bukartyk mówi, że nie miał sygnałów od radiowej Trójki dotyczących rozwiązania współpracy z powodu poglądów, jakie wyraził na festiwalu. Nie słyszał także o wzburzeniu wyborców PiS na Twitterze. Artysta podkreśla jednocześnie, że jego status w publicznej rozgłośni jest niejasny.
– Od pół roku nie dostałem wynagrodzenia, pojawiam się tylko w audycjach Wojciecha Manna – mówi Bukartyk. Na informację o lustracji genetycznej (sprawdzaniu w IPN-ie jego rodziny) reaguje śmiechem. – Życzę dobrej zabawy! – mówi. I zapowiada, że nawet jeśli go wyrzucą z Trójki, to nie będzie płakać. – Poglądy mam jakie mam i mam do nich prawo – komentuje. – Jeśli mi podziękują, to wzruszę ramionami, zabiorę swoje zabawki i przeniosę się do innej rozgłośni. Już i tak Trójka nie objęła patronatem mojej najnowszej płyty – mówi Bukartyk.
