"Niewiele brakowało, a nie zdałbym". Tak Kaczyński opisał tajemniczy epizod w szkole

"Rewelacje" o dziwnym sposobie promocji do ostatniej klasy liceum Jarosława Kaczyńskiego nie są nowością. Poważne pytania budzi fakt, że było to możliwe dzięki PRL-owskiemu kuratorowi oświaty.
"Rewelacje" o dziwnym sposobie promocji do ostatniej klasy liceum Jarosława Kaczyńskiego nie są nowością. Poważne pytania budzi fakt, że było to możliwe dzięki PRL-owskiemu kuratorowi oświaty. Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta
Wpis jednego z dawnych nauczycieli liceum im. Joachima Lelewela w Warszawie na temat szkolnych problemów Jarosława Kaczyńskiego wywołał internetową burzę. Nie jest to żadna nowa informacja - ujawnił ją sam Jarosław Kaczyński w swojej autobiografii. Niepokojące jest zupełnie coś innego.

W książce "Polska naszych marzeń", Jarosław Kaczyński przed 6 laty przyznał, że nie zawsze w szkole wiodło mu się najlepiej.
Fragment książki "Polska naszych marzeń"

Moje czasy szkolne kryją pewną tajemnicę. Otóż zdarzyło mi się nie zdać z 10. do 11. klasy i mimo to wylądowałem w ostatniej klasie, a następnie po odkręceniu tego znalazłem się w liceum na Woli.

W tej samej książce ze szczerością przyznał, że w świetle tego co się stało, jego matura była.. nielegalna.
Fragment książki "Polska naszych marzeń"

Zdaje się więc, że prawdopodobnie nielegalnie skończyłem 11. klasę i zdałem maturę, a potem poszedłem na studia

Z kolei w w "Alfabecie braci Kaczyńskich", wywiadzie rzece przeprowadzonym z braćmi Kaczyńskimi przez Jacka i Michała Karnowskich, prezes PiS opowiadał o przykrych okolicznościach odejścia z "Lelewela".
Fragmenty książki "Alfabet braci Kaczyńskich"

Niewiele brakowało, a nie zdałbym z dziesiątej do jedenastej klasy. Postawiono mi dwóje z polskiego, angielskiego (...) i przysposobienia wojskowego. (...) Wyraźnie chciano, żebym nie zdał. Rodzice się odwołali do kuratora - był nim późniejszy minister Jerzy Kuberski.


Ale los tego odwołania zależał ostatecznie od rady pedagogicznej. I rada pedagogiczna głosowała za oblaniem mnie. A mimo to Kuberski spowodował, że klasy nie powtarzałem. Chyba zorientował się, że trzymanie mnie dłużej w tej szkole nie ma sensu. Tyle że wysłano mnie do kolejnej szkoły: Mikołaja Kopernika na Woli, gdzie zdałem egzaminy.


Nie wiem, jak on to zrobił, bo teoretycznie nie miał do tego prawa

I o ile sam fakt niezdania do następnej klasy w owych czasach nie był niczym szczególnym i z perspektywy czasu nie pociągał dużych konsekwencji, o tyle fakt "załatwienia" promocji do następnej klasy przez PRL-owskiego kuratora oświaty budzi poważne wątpliwości. Szczególnie w perspektywie wybielanego obecnie życiorysu prezesa Prawa i Sprawiedliwości.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...