To oni są najbliżej naszej reprezentacji. "Łączy nas piłka" to praca marzeń, w której pokazują kadrę od kulis

Połączyła ich piłka.
Połączyła ich piłka. Fot. Dawid Antecki / Agencja Gazeta
Na pierwszy rzut oka mają pracę, która wygląda jak spełniony sen kibica. Mogą jeść, spać i żartować z piłkarzami, być ich powiernikiem i przyjaciółmi, a na dodatek jeszcze im za to płacą. To dzięki nim działa kanał "Łączy nas piłka", to oni są najbliżej Lewandowskiego i Szczęsnego.

Ten kanał to fenomen w polskim internecie. "Łączy nas piłka" rzeczywiście łączy wszystkich kibiców z reprezentacją. Nie jedną zresztą, nie tylko z piłkarzami, którzy już w przyszłym roku będą w Rosji walczyć o mistrzostwo świata, bo reprezentacji Polski w piłce nożnej jest w sumie kilkanaście. Kobieca, męska, młodzieżowa, w piłkę plażową i Futsal. Dla przeciętnego kibica jednak najważniejsze jest to, że dostąpili zaszczytu przebywania w jednym pokoju z Lewandowskim, Błaszczykowskim, Szczęsnym i resztą piłkarzy, którzy w tak dobrym stylu zakwalifikowali się na przyszłoroczny turniej.

Cel: przybliżyć kadrę
Pomysłodawcą kanału "Łączy nas piłka" w obecnej postaci był Zbigniew Boniek. Prezesowi PZPN zamarzyło się, żeby w Polsce działało coś na kształt włoskiej Federazione TV. Za organizację kanału zabrał się Janusz Basałaj, szef departamentu do spraw mediów i komunikacji w PZPN. Wcześniej przez lata pracował jako dziennikarz sportowy, między innymi był redaktorem naczelnym stacji Orange Sport. To właśnie stąd wyciągnął młodego dziennikarza, Łukasza Wiśniowskiego, przed którym postawił jeden cel: przybliżyć polską reprezentację kibicom.
Samo hasło "Łączy nas piłka" ukuto wcześniej, bo jeszcze za czasów prezesury Grzegorza Lato. To wtedy stworzono kanał na YouTube i fanpage na Facebooku. Jednak dopiero materiały przygotowywane przez Wiśniowskiego zdobyły popularność w sieci. Tak wielką, że konieczne było zatrudnienie dodatkowych osób. Do zespołu dołączyli Kuba Polkowski i Adrian Duda.

Początki nie były łatwe. Piłkarze początkowo byli nieufni wobec człowieka, który wziął się znikąd i wszedł między nich z kamerą. – Porównałbym to do wyjazdu na kolonię. Lecisz gdzieś na dwa tygodnie z grupą osób, z którą wcześniej się nie znałeś, ale jednak pod koniec wyjazdu jesteście już zżyci, wymieniacie się telefonami, Facebookami i staracie się podtrzymywać kontakt. My takie kolonie mamy kilka razy w roku – mówi w rozmowie z naTemat Kuba Polkowski.
Z czasem piłkarze zaczęli się przyzwyczajać do ich obecności, otworzyli się. – Wydaje mi się, że kluczowa była tutaj zmiana narzędzia pracy. Kiedy Łukasz Wiśniowski, znany wszystkim nastolatkom w kraju jako „Wiśnia”, zaczął dokumentować każdy dzień z życia reprezentacji za pomocą niewielkiej kamery GoPro, nagle ta relacja z zawodnikami zyskała na intymności – tłumaczy Polkowski.

Oswajanie Lewandowskiego
Piłkarze zaczęli się przy nich zachowywać bardzo swobodnie, naturalnie. – Nie było oślepiającego światła, ani dźwiękowca, który trzyma ci potężną tyczkę nad głową. Jest tylko chłopak, ubrany w ten sam strój co inni reprezentanci, którego wyróżnia jedynie to, że przemyka po korytarzach z małą kamerą na kijku – wyjaśnia nasz rozmówca. To oczywiście tylko ta techniczna strona medalu, bo ważna, jak nie najważniejsza, jest jednak bezpośrednia relacja z zawodnikami.
– Jeżeli Łukasz czy ja pozowalibyśmy na kogoś kim nie jesteśmy, starali się na siłę zostać przyjaciółmi piłkarzy, to szybko zostalibyśmy zdemaskowani i uznani za parodystów. Na szczęście nikt z nas nie biega po korytarzach, żeby zrobić sobie selfie z Robertem Lewandowskim czy Bartkiem Kapustką, a potem oznaczyć się na Instagramie. Trzeba mieć pewne wyczucie i – co ważne – być osobą godną zaufania – mówi Kuba Polkowski.

Pierwsze materiały zaczęły powstawać, gdy trenerem kadry był Waldemar Fornalik, który prowadził kadrę podczas eliminacji do poprzednich mistrzostw świata. Wówczas nasza reprezentacja zajęła ostatnie miejsce w grupie, a obowiązki Fornalika przejął Adam Nawałka. Jednym z pierwszym kroków nowego selekcjonera było oficjalne zaprezentowanie ekipy Wiśniowskiego piłkarzom. Od tej pory dziennikarze stali się częścią zespołu. Dystans między piłkarzami a namaszczonymi przez Nawałkę pracownikami "Łączy nas piłka" zmniejszał się z każdym dniem.
Zasady są jasno określone. Wiśniowski i jego koledzy nie nagrywają tylko rozmów w szatni i odpraw taktycznych przed meczem. Oprócz tego na zgrupowaniach kadry towarzyszom naszym piłkarzom wszędzie, jedzą z nimi te same posiłki, są z nimi na płycie boiska podczas treningów, grają wieczorami na Playstation czy jeżdżą na wycieczki rowerowe. Każdego dnia podczas zgrupowania powstają dziesiątki krótkich nagrań, z których później montowany jest kilkuminutowy filmik. Ten trafia na YouTube, dzięki czemu każdy kibić może się poczuć, jakby sam był członkiem zgrupowania.

Praca marzeń i... wyrzeczeń
Czy to praca marzeń? Sam Polkowski odpowiada, że to na pewno jedno z fajniejszych miejsc do pracy dla każdego, kto kocha piłkę. – Ze względu na tempo wydarzeń, liczbę wyjazdów, ludzi, których poznajesz, mecze, które oglądasz i wszystkie anegdoty jakie rodzą się po drodze, osobiście traktuję to już bardziej jako długotrwałą przygodę niż pracę – twierdzi nasz rozmówca. Podkreśla, że każdy z nich powoli staje się częścią drużyny. – Wchodzisz za jej kulisy i poznajesz jak ten organizm funkcjonuje od środka. To niesamowicie otwiera oczy i poszerza horyzonty. Widzisz i przeżywasz rzeczy, o których nie przeczytasz w Przeglądzie Sportowym – dodaje Kuba Polkowski.
To nie jest praca od 8 do 16. Wstają razem z piłkarzami, spędzają z nimi cały dzień. Towarzyszą im wszędzie, gdzie to tylko jest możliwe. W ciągu dnia powstają materiały, które wymagają dalszej obróbki. Z reguły dopiero po godzinie 23. siadają do montażu wszystkich nagrań z całego dnia i przez kilka godzin kleją filmiki, które trafiają potem na portal "Łączy nas piłka". Czas dla rodziny? Dopiero po powrocie do domu.

– Nasze żony zdążyły się już do tego przyzwyczaić. Oswoiły się z tym. Są jak żony muzyków w czasie trasy koncertowej albo trochę jak żony marynarzy, choć tutaj z wyraźnym naciskiem na "trochę", bo my jednak nie mamy dziewczyny w każdym porcie – tłumaczy Kuba Polkowski. Nasz rozmówca podkreśla, żeby gdyby podsumować wszystkie wyjazdy, mogłoby się okazać, że w ciągu roku połowę czas spędzają z żoną oddzielnie. – Taka rozłąka dla nikogo nie jest łatwa, ale też zdajemy sobie sprawę, że ta reprezentacyjna przygoda nie będzie trwać wiecznie. Prędzej czy później dobiegnie końca – podsumowuje Polkowski.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...