Senator PiS Waldemar Bonkowski z premier Beatą Szydło.
Senator PiS Waldemar Bonkowski z premier Beatą Szydło. Fot. Facebook

W domu senatora Bonkowskiego miało dochodzić do strasznych scen. Polityk PiS miał nawet grozić bronią członkom rodziny żony. O tym wszystkim Hanna Bonkowska odpowiedziała dziennikarce "Dużego Formatu". – Dla wielu może zabrzmi to niewiarygodnie, ale szczerze, to mojej żony jest mi żal. Zamiast udzielać wywiadów, powinna raczej regularnie korzystać z konsultacji lekarskich. Autentycznie, nie mam do niej złości. Złość mogę mieć najwyżej do dziennikarzy "Gazety Wyborczej", że tak cynicznie i haniebnie wykorzystują moją żonę do walki politycznej z moją osobą, z moim ugrupowaniem politycznym – powiedział nam senator Bonkowski.

REKLAMA
Rysy
Nieznany dotychczas szerszej opinii publicznej Waldemar Bonkowski w lipcu zyskał ogólnopolski rozgłos. A to dlatego, że senator PiS Polaków protestujących w obronie niezależności sądów nazwał "upiorami bolszewickimi" i "ubeckimi wdowami". Te słowa z ust Bonkowskiego padły podczas senackiej debaty o ustawie pozwalającej PiS przejąć kontrolę nad Sądem Najwyższym.
To nie pierwszy wybryk senatora. Już wcześniej dał się poznać od tej gorszej strony, np. jako reprezentant Izby Wyższej na Marszu Równości wykrzykiwał "pedałować szybciej". Ale przy tym wszystkim Bonkowski od początku lat 90. jest wierny Jarosławowi Kaczyńskiemu. Najpierw w Porozumieniu Centrum, a potem w Prawie i Sprawiedliwości. W senackich ławach zasiadł dopiero w 2015 roku. Wcześniej był radnym PiS w pomorskim sejmiku. Ale mandat stracił wraz z wyrokiem sądu. Został skazany za namawianie do fałszowania dokumentów dotyczących wydatków na paliwo. W 2010 r. decyzję pierwszej instancji podtrzymał Sąd Okręgowy w Elblągu. Bonkowski oprócz mandatu stracił 2,5 tys. zł, które musiał przeznaczyć na zapłatę grzywny. W 2014 r. znowu został radnym, a w 2015 wybrano go do Senatu.

Dwa oblicza

Niedawno Hanna Bonkowska, żona senatora, odsłoniła przed dziennikarką "Dużego Formatu" kulisy ich wspólnego życia. Odeszła od męża w 2014 roku, ale rozwodu nie chce, bo podkreśla, że jest katoliczką, a "co Bóg złączył, człowiek nie może rozdzielać". Życie z senatorem Bonkowskim nie było lekkie: – Mój mąż ma dwa oblicza. Głosi swoje piękne hasła "Bóg, Honor, Ojczyzna i Rodzina". Tą rodziną miałam być ja, ale on uczynił z partii rodzinę – stwierdziła Hanna Bonkowska. Ponadto, wskazała, że był jeszcze jeden powód rozpadu ich małżeństwa – romans ze "znajomą spod smoleńskiego krzyża". Gdy żona zdradzała, że coś podejrzewa, senator PiS miał stawać się agresywny. – Z dnia na dzień zrobiło się otwarte piekło. Szarpał mnie, popychał, wyzywał i straszył szpitalem. Ja mała, chuda – on wielki. Bałam się. Uprzedziłam rodzinę, że może mnie zamknąć w psychiatryku. Zgłosiłam to też dzielnicowemu – powiedziała.
Hanna Bonkowska
w rozmowie z "DF"

Gdy byłam kolejny raz na policji, w lutym 2014, i zgłosiłam, że Waldek próbował mnie pobić, nie zdecydowałam się na założenie Niebieskiej Karty. Może to błąd, ale coś mnie powstrzymało. Wstyd.

"Wykorzystali moją żonę do walki politycznej"
Co na to senator PiS? Zapytaliśmy o zarzuty, jakie stawia mu żona na łamach prasy.
– Nie będę swoich brudów prał publicznie, przez szacunek do jakby nie było swojej żony. Nie będę się odnosił do tych kłamstw i oszczerstw – zastrzega w rozmowie z naTemat.
Senator Waldemar Bonkowski
w rozmowie z naTemat

Dla wielu może zabrzmi to niewiarygodnie, ale szczerze – mojej żony jest mi żal. Zamiast udzielać wywiadów, powinna raczej regularnie korzystać z konsultacji lekarskich. Autentycznie, nie mam do niej złości. Złość mogę mieć najwyżej do dziennikarzy "Gazety Wyborczej", że tak cynicznie, haniebnie wykorzystują moją żonę do walki politycznej z moją osobą, z moim ugrupowaniem politycznym. Bo to tylko i wyłącznie o to chodzi. Oni wykorzystują emocje mojej żony do tej brudnej, ohydnej walki politycznej, z moją osobą, z moim ugrupowaniem i w ogóle z "dobrą zmianą". Mam złość tylko do tzw. dziennikarzy. Bo rzetelność dziennikarska nie pozwoliłaby, by wypisywać takie głupoty bez konsultowania tego ze mną.

Ale w tekście "GW" jest Pana komentarz.
Jest jedno zdanie. Pani do mnie zadzwoniła, odpowiedziałem jej, że moja żona jest emocjonalnie niezrównoważona i nie będę na ten temat w ogóle z nią rozmawiał. Zresztą, pani dziennikarka powiedziała, że wcześniej dzwoniła do redaktora gazety z Gdańska i on jej odradził, by o tym pisać. Mnie ludzie znają w moim środowisku. I odradził pisania tego tematu. To przecież są prywatne sprawy. Ludzie żyją w separacji, rozwodzą się. Ja nawet nie mam rozwodu z żoną. Nigdy mi na tym nie zależało. Ale w tej sytuacji będę musiał o tym pomyśleć.
Skoro Pan twierdzi, że podane w tekście "DF" informacje są nieprawdziwe, to czy planuje Pan podjąć jakieś kroki prawne przeciwko gazecie?
Wie pani, to jest słowo przeciwko słowu. Nie będę swoich osobistych spraw publicznie roztrząsał. To są osobiste sprawy. A przez szacunek do mojej biednej żony nie będę robił tego samego, co ona.