
W domu senatora Bonkowskiego miało dochodzić do strasznych scen. Polityk PiS miał nawet grozić bronią członkom rodziny żony. O tym wszystkim Hanna Bonkowska odpowiedziała dziennikarce "Dużego Formatu". – Dla wielu może zabrzmi to niewiarygodnie, ale szczerze, to mojej żony jest mi żal. Zamiast udzielać wywiadów, powinna raczej regularnie korzystać z konsultacji lekarskich. Autentycznie, nie mam do niej złości. Złość mogę mieć najwyżej do dziennikarzy "Gazety Wyborczej", że tak cynicznie i haniebnie wykorzystują moją żonę do walki politycznej z moją osobą, z moim ugrupowaniem politycznym – powiedział nam senator Bonkowski.
Nieznany dotychczas szerszej opinii publicznej Waldemar Bonkowski w lipcu zyskał ogólnopolski rozgłos. A to dlatego, że senator PiS Polaków protestujących w obronie niezależności sądów nazwał "upiorami bolszewickimi" i "ubeckimi wdowami". Te słowa z ust Bonkowskiego padły podczas senackiej debaty o ustawie pozwalającej PiS przejąć kontrolę nad Sądem Najwyższym.
Dwa oblicza
Niedawno Hanna Bonkowska, żona senatora, odsłoniła przed dziennikarką "Dużego Formatu" kulisy ich wspólnego życia. Odeszła od męża w 2014 roku, ale rozwodu nie chce, bo podkreśla, że jest katoliczką, a "co Bóg złączył, człowiek nie może rozdzielać". Życie z senatorem Bonkowskim nie było lekkie: – Mój mąż ma dwa oblicza. Głosi swoje piękne hasła "Bóg, Honor, Ojczyzna i Rodzina". Tą rodziną miałam być ja, ale on uczynił z partii rodzinę – stwierdziła Hanna Bonkowska. Ponadto, wskazała, że był jeszcze jeden powód rozpadu ich małżeństwa – romans ze "znajomą spod smoleńskiego krzyża". Gdy żona zdradzała, że coś podejrzewa, senator PiS miał stawać się agresywny. – Z dnia na dzień zrobiło się otwarte piekło. Szarpał mnie, popychał, wyzywał i straszył szpitalem. Ja mała, chuda – on wielki. Bałam się. Uprzedziłam rodzinę, że może mnie zamknąć w psychiatryku. Zgłosiłam to też dzielnicowemu – powiedziała.
Gdy byłam kolejny raz na policji, w lutym 2014, i zgłosiłam, że Waldek próbował mnie pobić, nie zdecydowałam się na założenie Niebieskiej Karty. Może to błąd, ale coś mnie powstrzymało. Wstyd.
Co na to senator PiS? Zapytaliśmy o zarzuty, jakie stawia mu żona na łamach prasy.
– Nie będę swoich brudów prał publicznie, przez szacunek do jakby nie było swojej żony. Nie będę się odnosił do tych kłamstw i oszczerstw – zastrzega w rozmowie z naTemat.
Dla wielu może zabrzmi to niewiarygodnie, ale szczerze – mojej żony jest mi żal. Zamiast udzielać wywiadów, powinna raczej regularnie korzystać z konsultacji lekarskich. Autentycznie, nie mam do niej złości. Złość mogę mieć najwyżej do dziennikarzy "Gazety Wyborczej", że tak cynicznie, haniebnie wykorzystują moją żonę do walki politycznej z moją osobą, z moim ugrupowaniem politycznym. Bo to tylko i wyłącznie o to chodzi. Oni wykorzystują emocje mojej żony do tej brudnej, ohydnej walki politycznej, z moją osobą, z moim ugrupowaniem i w ogóle z "dobrą zmianą". Mam złość tylko do tzw. dziennikarzy. Bo rzetelność dziennikarska nie pozwoliłaby, by wypisywać takie głupoty bez konsultowania tego ze mną.
