Zyskujący na popularności w sieci trend „womanspreading” to znacznie więcej, niż kobiety pozujące w rozkroku do zdjęć

#womanspreading, czyli kobiecy rozkrok XXI wieku ma niewiele wspólnego z seksownymi pozami z okładek pism dla dorosłych Instagram / skyradioest, welshalienldn
Niegdyś, podobnie jak nienaturalne wygięcie pleców do tyłu, była to jedna z póz zarezerwowana dla modelek. Bo „prawdziwe kobiety”, moi drodzy, tak nie siedzą, a raczej – nie siedziały. Podobnie jak feministki drugiej fali, które rzekomo (fake news) paliły staniki, współczesne kobiety robią zdjęcia tego typu przede wszystkim symbolicznie.

Zaczęło się od tzw. manspreadingu. Po raz pierwszy termin pojawił się w mediach społecznościowych trzy lata temu. Zjawisko komentowały media maści wszelakiej – od „The Sun” po „New York Timesa”, można było przeczytać o nim to i owo także w polskiej prasie. W końcu słowo zostało oficjalnie wpisane do The Oxford English Dictionary, najbardziej metodycznego i wyczerpującego słownik języka angielskiego na świecie.



Manspreading to nic innego, jak zagarnianie dla siebie jak największej przestrzeni publicznej, praktykowane przede wszystkim przez mężczyzn. Wszyscy ci chłopcy i panowie, których kolana w metrze rozjeżdżają się, jak gdyby byli adeptami stretchingu trenującymi do pierwszego szpagatu, uprawiają właśnie manspreading. Zjawisko zaczęło być interpretowane na wiele sposobów – jako symbol patriarchalnej dominacji, ale też jako rzekoma oznaka zwyrodnienia stawów biodrowych lub przetrenowania na siłowni.

Biorąc pod uwagę, że kobiety nie mają raczej zwyczaju siadywać w środkach komunikacji miejskiej w rozkroku, trudno traktować te ostatnie wyjaśnienia poważnie. Czyżby więc chodziło o przyrodzoną niewieście skromność, przetresowaną przez babcie, ciocie i przedszkolanki nakazujące łączyć kolanka?
Psycholożka społeczna, Amy Cuddy, która wygłosiła drugą najchętniej oglądaną prezentację na konferencji TED w historii (bagatela 40 milionów odtworzeń) zajmuje się komunikacją pozawerbalną. Charakterystyczne dla mężczyzn „rozwalanie się” w komunikacji miejskiej, ale także w kinie czy teatrze jest w jej ocenie podświadomym sposobem wyrażania siły i narzucania otoczeniu dominacji. Podobne zachowania bez trudu możemy zaobserwować w świecie zwierząt: od gadów, przez ptaki, aż po naczelne. Cuddy jest zdania, że kobiety w przestrzeni publicznej czują się słabsze i mniej pewne siebie od mężczyzn. Z tego powodu to u nich można zaobserwować postawę zgarbioną, kulenie się, splatanie nóg, słowem – zajmowanie sobą jak najmniej miejsca.

W lutym 2015 roku, amerykańska publicystka Liz Plank, pracująca wówczas dla portalu Mic razem ze swoim redakcyjnym kolegą przeprowadziła w nowojorskim metrze mały eksperyment. Dziennikarze wyposażeni w ukryte kamery i mikrofony podróżowali kolejką podziemną rozkraczając się i zajmując wolne siedzenia rzeczami. Jakkolwiek manspreading w wykonaniu mężczyzny nie robił na współpasażerach żadnego wrażenia (i to nawet kiedy Nick zajmował dla siebie jedyne trzy miejsca w zatłoczonym wagonie), rozkraczająca się Liz była sensacją. Ludzie upominali ją, nie szczędzili złośliwych komentarzy i robili jej zdjęcia szczególnie się z tym nawet nie kryjąc.

Womanspreading jako odpowiedź na manspreading nie dziwi w czasach selfie feminizmu, stawiającego na nieskrępowaną zabawę własnym wizerunkiem połączoną z pastiszowym używaniem popkulturowych klisz i stereotypów dotyczących kobiecości. Dziewczyny z całego świata wrzucają do sieci swoje rozkraczone zdjęcia, pokazujące pół żartem – pół serio jak zagarniają przestrzeń publiczną dla siebie.
Odwołując się do wyników badań Amy Cuddy, taka postawa to znacznie więcej, niż kolejny niewiele znaczący trend z internetu. Wiemy, że uśmiechamy się, kiedy jesteśmy zadowoleni, ale pytaniem pozostaje czy kiedy się uśmiechniemy, będziemy zadowoleni. Cuddy wyszła od wyników badań stwierdzających, że urodzeni liderzy, podobnie jak osoby silne psychicznie, charakteryzują się wysokim poziomem testosteronu (hormonu odpowiedzialnego m.in. za skłonność do dominacji) oraz niskim poziomem kortyzolu (często nazywanego hormonem stresu).

We własnym eksperymencie poprosiła badanych o pozostawanie przez kilka minut w pozycjach wyrażających dominację, lub wręcz przeciwnie – uległość. Następnie badała poziom wymienionych hormonów w ich ślinie i porównywała je z wcześniej pobranymi próbkami. Wyniki były zaskakujące – u osób , które przyjmowały pozycje dominacyjne (jak man/woman -spreading) poziom hormonów był regulowany do modelu charakteryzującego osoby bardzo pewne siebie. Odwrotnie działo się z osobami przyjmującymi pozycje uległe czy wystraszone. Różnice poziomów poszczególnych wynosiły w porywach nawet do 30 proc. I to zaledwie po dwóch minutach.

Rozkraczanie się w miejscach publicznych, zwłaszcza tych, w których nie ma zbyt dużo przestrzeni jest najzwyczajniej grubiańskie i świadczy o braku wychowania. Warto jednak potrenować womanspreading w domowych pieleszach, czy w zaciszu biurowego boxu, skoro obniża to poziom kortyzolu we krwi. Być może ci wszyscy mężczyźni w siedzących półszpagatach chcą po prostu poczuć się supersamcami?


Bliss – lifestyle z na:temat jest także na Instagramie, obserwuj nas!
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...