"Protestujcie mądrze, nie łamcie prawa, bo zeszmacenia pod celą nic nie cofnie". Policjanci ujawniają polityczne rozkazy

W rozmowie z naTemat funkcjonariusze apelują do chcących protestować Polaków, by nie ryzykowali niepotrzebnych starć z policją i kłopotów z prawem. Ujawniają też, jak wyglądają polityczne rozkazy. Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta
Wraca ostry spór o niezależność wymiaru sprawiedliwości i kształt ustroju Polski, więc można spodziewać się, że wrócą też protesty przeciwko działaniom Prawa i Sprawiedliwości. A to oznacza mnóstwo trudnych zadań dla policjantów, którzy jak nigdy wcześniej w III RP wykorzystywani są przez władzę do zleceń czysto politycznych. Jak radzą sobie z ich wypełnianiem i co podpowiadają tym, naprzeciw których staną z rozkazu "dobrej zmiany"? O tym rozmawiamy z dwoma funkcjonariuszami, którym z "dobrą zmianą" nie po drodze.

Mówi się, że najbardziej kontrowersyjne zadania są dziś wykonywane rękami młodych funkcjonariuszy, którzy wręcz się do tego garną z wdzięczności za podwyżki. To prawda?



Marcin*, funkcjonariusz z Warszawy: Ja mam 28 lat, służę drugi rok, a od pół roku rozglądam się z całych sił za nowym zawodem, bo krew się we mnie gotuje, jak widzę to, co się dzieje. To nie są żadne "najbardziej kontrowersyjne zadania", jak powiedziałeś. Mówimy o działaniach, które często są po prostu niegodne.
Niegodne munduru i niegodne przyzwoitego człowieka. I bzdurą jest, że młodzi wykonują je jakoś bardziej ochoczo. My może po prostu częściej milczymy, bo nie mamy jak się wychylać. A przecież sami sobie konkretnych zadań nie zlecamy. Sami z siebie nie wymyślamy działań skrojonych na przypodobanie się "dobrozmianowym" komendantom. To się dzieje na innym szczeblu.

Co masz dokładnie na myśli mówiąc o "niegodnych" działaniach?

Przede wszystkim to, jak traktowani są ludzie protestujący przeciwko władzy. Oczywiście nie znajdziecie na to żadnego dokumentu, który mógłby wyciec, ale powszechnie znany prikaz z bardzo wysoka jest taki, by wszystko, co "rusza władzę", było traktowane ostro. Jak to usłyszałem przed 11 listopada, "z pełnym rozmachem". Tylko na pałki jest stanowczy ban, bo wiadomo, że to będzie źle wyglądało.
Myślisz, że tym dziewczynom z Greenpeace po akcji w Lasach Państwowych to grzebali w dup... i cipk... tak sami z siebie? Myślisz, iż jakieś tam przyrodniczki z NGO-sów serio podejrzewali, że są jak jakaś patola kibolska? I bez jaj, że takie są standardowe procedury! Po prostu było ciśnienie, więc normalnych ludzi szmacili, jak patolę. Wiesz po co?

Żeby się rozniosło i wystraszyło innych...?

Dokładnie! Przecież wiadomo, że od takich ludzi to wszystko się poniesie do opinii publicznej. Chodzi więc o to, żeby zanim ktoś pójdzie pod Sejm, do Dudy, czy na jakąś miesięcznicę, dwa razy pomyślał o tym, co usłyszał od zatrzymanych wcześniej. No i to szarpanie się z ludźmi z białymi różami. Wiesz, jakie to było przejmujące? Ja byłem tam, jak Władysław Frasyniuka zgarniali. Na miejscu go nie zauważyłem, ale jak się do wiedziałem, że on tam był, to aż mnie taki dreszcz wstydu przeszedł.
A kumplowi matka w twarz napluła, choć on prawie cały czas gdzieś na obrzeżach pod radiowozem stał i w ogóle nic nie robił. No, ale ona w "Solidarności" była jako młoda dziewczyna, wychowywała go na tych mitach walki o demokrację, a jego kumple z firmy Frasyniuka zgarniali. Trudno się dziwić, że kobieta nie wytrzymała.

Dlaczego to wszystko robicie, skoro tak się przejmujecie?

A wyobrażasz sobie, co byśmy mieli, gdyby któryś się odezwał, że on mówi "weto"? My nie Andrzej Duda. Dopóki nosisz te niebieskie portki, to rozkaz jest rozkaz. Choć popatrzcie też na różne miejsca. Nie wszędzie jest tak, jak w Warszawie, gdzie wszystkim cały czas na ręce patrzy góra. Pewnie czasem nawet sam pan minister.
Nie chcę nikomu tutaj pocałunków śmierci rozdawać, ale są duże, tzw. liberalne miasta, gdzie protestujący nie muszą aż tak obawiać się policji. Ani policja nie jest tam używana do torowania drogi naziolom, a wręcz przeciwnie. Tylko cholera wie, kiedy w te miejsca uderzą jakimiś głębszymi czystkami, bo zauważą ten pewien opór.

Jest chyba jednak spora grupa policjantów, która tego oporu nie stawia i chętnie polityczne rozkazy wykonuje?

Na pewno jest ona spora, ale chyba nadal nie jest to większość. Moim zdaniem, problemem nie jest wiek i zarobki, tylko ośmielenie pewnych ludzi w policji. Takiego najgorszego elementu. Zwróć uwagę, że obok tego upolitycznienia idzie też niespotykana dotąd fala jakichś dramatycznych nadużyć. Wychodzą co chwila jakieś głupie tortury kolejne, albo gwałty na komendach. Może to przypadek, ale ja mam wrażenie, że po prostu źli ludzie poczuli się teraz pewniej.
Nie mówię, że ktoś im tę pewność w MSWiA zapewnia. Nie o to chodzi. Po prostu czasy takie, że oni poczuli się pewniej. I to mnie najbardziej obrzydza. To sprawia, że zrezygnuję, jak tylko będzie dobry moment. Ale pewnie jestem też wyjątkiem, bo inni zagryzą zęby i będą wykonywali rozkazy dalej.

Choć Marcin nie wskazuje konkretnej jednostki, nie trzeba być policyjnym insiderem, by zauważyć, iż nieco inaczej do politycznych zadań podchodzi między innymi gdańska policja. A przynajmniej jest tak wtedy, gdy funkcjonariusze znad Motławy są u siebie, a nie na "gościnnych występach" pod Sejmem czy na Krakowskim Przedmieściu. O tym opowiada nam Grzegorz, który w pomorskiej policji służy od prawie 10 lat.

W stolicy mówią, że muszą traktować protestujących Polaków ostro i wykonywać wszystkie polityczne zlecenia, bo na ręce osobiście mogą patrzeć im ministrowie. Wy macie więcej swobody?

Grzegorz*, funkcjonariusz z Gdańska: Policja to ogólnie nie jest firma, w której jest dużo swobody... Natomiast w kwestiach politycznych co innego ma kluczowe znaczenie. Moim zdaniem, nie chodzi o to, kto komu patrzy na ręce. Pan wie, jak wygląda polityczna mapa Polski, prawda? Pomorze wygląda na niej specyficznie. Gdańsk jest miastem, gdzie Prawo i Sprawiedliwość w życiu nie wygra. Spotkanie ich wyborcy tutaj to, jak trafienie co najmniej 5-tki w totka.
No i ten przekrój sympatii politycznych, które można zaobserwować w Gdańsku i okolicach, przekłada się po prostu na nastroje tutejszych mundurowych. Wie pan, w Białymstoku są pewnie chłopcy, którzy bez mrugnięcia okiem poszliby pałować każdego, kogo wskazałby im minister z PiS. Nie mówię, że u nas na taki rozkaz nie poszedłby nikt, ale wielu pociągnęłoby za hamulec bezpieczeństwa.

Jednak policjanci z Pomorza też pojawiają się w Warszawie, gdy ściągane są tam posiłki z całego kraju...

Moi ludzie byli tam na szczęście tylko raz. Chyba tylko jeden jechał z entuzjazm wielkim. Pierd... coś o "kodziarzach" i "resortowej gówniarzerii", za którą miał młodzież protestującą pod Sejmem. Choć tu muszę przyznać, że koledzy mówili mi, iż przez całą drogę do Warszawy nikt się nie wychylał, żeby temu podekscytowanemu jadaczkę zamknąć jakimś kontrargumentem. I ja wiem dlaczego.
Z tyłu głowy przecież każdy ma, że nie wiadomo, gdzie potem dojdzie taki krytyczny pod adresem rządu komentarz. Czasem nawet ktoś takiemu PiS-owsowi przytaknie, żeby milczenia nie wzięto za krytykę. I tu mam cholerny żal do związkowców naszych kochanych... Oni są od tego, by bardziej stanowczo i publicznie komentować zlecenia ewidentnie polityczne.

Naprawdę jest tak, że tych ewidentnie politycznych zleceń jest znacząco więcej niż przed 2015 rokiem?

Bez dwóch zdań. U nas tak tego jeszcze nie widać, ale wiem, co się dzieje od kolegów ze stolicy. Pan pytał, czy jest "znacząco więcej", tak? Ja o niektórych takich akcjach to w ogóle pierwszy raz w życiu teraz słyszę. Jak o tym, żeby jakichś starych dziadków z KOD czy tam innych organizacji śledzić! I do czego to w ogóle doprowadza? W TVN24 pokazywali, że ci dziadkowie tych "Sebów" z Wawy rozpracowali!
Choć mnie ten obrazek nie zdziwił, bo ten lider Obywateli RP już chyba parę miesięcy temu pokazywał na Facebooku, że mu obserwacja pod domem parkuje. Ciekaw jestem, czy ci funkcjonariusze robią to specjalnie, żeby narobić szumu w ramach protestu, czy po prostu tylko najgłupszych do tego dali, bo nie zadawali pytań.

Pański młodszy kolega po fachu z Warszawy twierdzi, że dużo szumu robi się raczej po to, by odstraszyć Polaków skłonnych do protestowania przeciwko działaniom władzy. Temu mają służyć na przykład poniżające procedury, które dotąd były podobno zarezerwowane tylko dla najgroźniejszych przestępców.

To prawda. Nie mam co do żadnych tego wątpliwości. I korzystając z okazji, miałbym w ogóle taki ważny apel do wszystkich, którzy będą chcieli zaprotestować przeciwko tej czy innej władzy. Proszę, róbcie to mądrzej! Róbcie to w jakiś bystry sposób, stosujcie fortele i zaskakujcie inteligencją, a nie wychodźcie na zwarcie tak, by władza musiała używać policji. Działajcie tak, by funkcjonariusze nie musieli mieć takich politycznych działań na sumieniu. Tak, byście wy nigdy nie przeżyli jakiejś traumy po zatrzymaniu.
Nie wierzcie opozycjonistom z czasów komuny, że areszt jest dla każdego i da się to przeżyć. Bo pół biedy, że może nigdy nie zapomnicie, jak wam między nogami grzebali. Pół biedy, jak ktoś straci pracę albo będzie miał problemy z awansem, bo dostanie wyrok. Pamiętajcie o tym, że za kratami dzieją się cuda. Jak was zamkną z jaką patologią, to nic nie da, że sąd was potem może nawet uniewinni, boście wyższych wartości bronili. Zeszmacania pod celą albo jakiegoś nie daj Boże gwałtu już nic nie cofnie. A do takiej tragedii wcale nie trzeba do dużo. Czasem wystarczy, że drzwi z klamką z jednej strony zamkną się za wami choćby na paręnaście godzin.

* Imiona rozmówców zostały zmienione na ich prośbę. Prawdziwe dane do wiadomości redakcji.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...